Gdy po raz pierwszy dowiedziałem się, że marka PUMA w swojej nowej strategii znalazła miejsce dla linii RUN, od razu wiedziałem, że to znak, którego nie mogę przegapić. Minęliśmy właśnie pierwszy kwartał 2021 roku, a z powodu pandemii wiele sportowych aktywności wciąż pozostaje w sferze marzeń. W mojej głowie szybko pojawiła się myśl, żeby wykorzystać nadarzającą się okazję i w kolejnych tygodniach znaleźć więcej czasu na jedyny sport, który można całkowicie bezpiecznie uprawiać tegorocznej wiosny, czyli bieganie. 

Dodatkową motywacją do podtrzymania sportowej rutyny okazała się możliwość testowania nowych butów biegowych PUMA Liberate Nitro, które już od samego momentu prezentacji zwróciły moją uwagę. O tym, czy nowe technologiczne rozwiązania marki PUMA przypadły mi do gustu opowiem w kilku zwartych akapitach, z których każdy będzie historią „z życia wziętą".

Parafrazując wielkiego Franka Zappę „pisanie o butach jest jak tańczenie o architekturze". Każdy z nas ma inną stopę i inne oczekiwania od sportowego obuwia. Jedni szukają lekkości, inni stabilizacji, a jeszcze trzeci najlepszej możliwej przyczepności. Dlatego ja ograniczę się do opisania wam sytuacji, w których Liberate Nitro zrobiły na mnie tak dobre wrażenie, że zapamiętam je na długo. 

Po pierwsze – lekkość

Jedną z pierwszych rzeczy, które przychodzą do głowy po tym jak weźmie się do ręki model Liberate Nitro jest jego lekkość. Waga tego buta jest tak zaskakująca, że gdy wyjąłem go z pudełka po raz pierwszy spodziewałem się, że na dnie opakowania jest wkładka, którą dopiero będę musiał zainstalować w bucie. Wedle producenta tak niska waga jest zasługą wykorzystania przy projektowaniu cholewki tkaniny Mono-Mesh, która z jednej strony gwarantuje swobodny przepływ powietrza, a z drugiej utrzymuje stopę we właściwej pozycji. 

W trakcie pierwszych kilku kilometrów w tym modelu zrobiłem szybki rachunek sumienia i doszedłem do wniosku, że są to z pewnością jedne z najlżejszych butów, w jakich miałem okazję biegać. W moim przypadku to bardzo duża zaleta. Wychodzę z założenia, że jeśli już w trakcie wiosennego weekendu zwróciłem uwagę na dobrą wentylację stopy, to latem będę za nią głośną dziękował. 

Po drugie – przyczepność

Jeśli kiedykolwiek mieliście okazję biegać w trakcie wiosennych roztopów, to doskonale wiecie jak nieprzyjemnym uczuciem jest utrata równowagi na lodzie ukrytym pod ostatnimi resztkami śniegu. Ja przekonuję się o tym regularnie, bo zamiast wybierać dobrze odśnieżone ścieżki, często decyduję się na bezpieczniejsze ( bo mniej zatłoczone) szlaki w lecie. To jednak nierozerwalnie wiąże się z mniejszą kontrolą podłoża. Tak było i tym razem, gdy już po pierwszych metrach byłem blisko upadku.

Historię tę wbrew pozorom podaję jako przykład ogromnej zalety nowego modelu marki PUMA. Okazało się bowiem, że kilkanaście minut później spotkałem niewielką grupę biegaczy, których wątpliwej jakości podłoże zmusiło do przerwania biegu i zawrócenia. To, co chcę podkreślić to fakt, że tam gdzie inni biegacze tracili całą przyczepność, ja wciąż mogłem biec. Wiele wskazuje na to, że miałem taką szansę dzięki technologii PUMAGRIP, którą marka zastosowała w podeszwie obuwia. Dobrze wyprofilowany, a mimo to niezbyt agresywny bieżnik daje poczucie stabilności w naprawdę wymagającym terenie, co tylko daje nadzieję, że na dobrze oczyszczonej ścieżce będzie sprawdzał się znakomicie. 

Po trzecie – amortyzacja 

Na koniec zostawiłem sobie moją ulubioną technologię w modelu Liberate Nitro. Jeśli lubicie modele butów biegowych, które potrafią wykorzystać siłę waszego odbicie i przekazać ją z powrotem do stopy to docenić ten model równie bardzo co ja. Wszystko dzięki wykorzystaniu technologii  NITRO FOAM, czyli niezwykle reaktywnej pianki, która na codzień daje poczucie chodzenia na miękkim dywanie, a przy dłuższych przebieżkach daje solidne odbicie i przyspieszenie. 

Dokładnie tak czułem się, gdy postanowiłem poddać model bardziej wymagającemu testowi i wybrałem się na blisko dwudziestokilometrową biegową wycieczkę. To, co obierałem za przyjemne wspomaganie odbicia na pierwszych kilometrach, po minięciu piętnastego stało się wymierną pomocą w stawianiu długich i efektywnych kroków. Jednak prawdziwy test (co dobrze wie każdy biegacz) przeprowadziłem kolejnego ranka. W teorii po przebiegnięciu dłuższego dystansu po twardej nawierzchni, kolejnego ranka moje łydki powinny domagać się masażu. Tym razem, było nieco inaczej. Owszem, nogi dawały znać, że wczoraj solidnie popracowaliśmy, ale byłbym nieuczciwy mówiąc, że czułem ból.

Czas na krótkie podsumowanie. Jeśli szukacie obuwia, które sprawi, że kolejne kilometry będą mijać niepostrzeżenie, ten model powstał z myślą o was. PUMA stanęła na wysokości zadania i stworzyła model, który daje naprawdę dużą radość z biegania, jednocześnie zapewniając wszystkie najważniejsze parametr. Czas kończyć i uciekać na kolejny trening!