Sneakersomania: od czego się to zaczęło?

Największy boom na sneakersy w Polsce przypada na lata 2012-2013 roku. Chociaż czasy kolekcjonerów butów sportowych w naszym kraju sięgają lat 90., a w Stanach Zjednoczonych 80., to jednak właśnie wtedy w Polsce zaczęła się prawdziwa mania kupowania, zbierania i kolekcjonowania obuwia sportowego. Tendencję tę zauważyli szczególnie ci, którzy żyli ze sprzedaży takich butów, w tym m.in. Adam Zdziech, concept manager kultowego warszawskiego sklepu Chmielna20.

– W 2008 w Polsce było małe grono osób świadomych na temat sneakersów. Kolekcjonowanie butów było traktowane jako nisza. Dopiero później młodzież zobaczyła, że jest super nosić takie same buty jak ich idole. Dobrym przykładem jest tutaj model Nike Air Force 1, który w pewnym momencie został wycofany z produkcji. Wówczas 4 sklepy w Stanach sprzeciwiły się temu i poprosiły o produkcję butów w 4. różnych kolorach. Każdy ze sklepów dostał po kilka tysięcy par i od razu wszystko wyprzedał. Modele w tych kolorach nie tak dawno wróciły do sprzedaży i dzisiaj trudno sobie wyobrazić, żeby zabrakło ich w sklepach.

Sneakersy na ekranie i między nutami

Spoglądając za ocean, jeszcze w latach 80. w Stanach Zjednoczonych raperzy z Run DMC postanowili przenieść jeden z modeli Adidasów z sali sportowej na scenę, a potem także na ulicę. Nastał szał na noszenie Superstarów. Zaś sami muzycy oddali hołd kultowym butom, nagrywając w 1986 roku piosenkę „My Adidas”.

W 2015 roku wspomniany model Adidasów świętował swoje 35. urodziny. Z tej okazji marka zaprosiła do współpracy Pharrella Williamsa, który wcielił się w rolę projektanta. Efektem kooperacji stała się kolekcja zatytułowana Superstar Supercolor. Znalazły się w niej Superstary w niemal wszystkich kolorach tęczy! Dokładnie w 50. odcieniach. W ten sposób Pharrell udowodnił, że moda jest świetną zabawą, a buty można aranżować na mnóstwo sposobów.

Przyglądając się poczynaniom Pharrella, swoich sił w świecie mody postanowił spróbować także Kanye West. Piosenkarz zaprojektował buty dla Nike i Louis Vuitton. Jednak najbardziej spektakularna okazała się jego współpraca z Adidasem. Projekty Kanye Westa były hitem od początku, czyli od 2016. Chociaż patrząc jeszcze dalej w przeszłość, pierwszym tego typu działaniem była współpraca Nike z Michaelem Jordanem, który jako pierwszy grał w Nike w NBA. Z kolei z ostatnich wyjątkowych projektów najbardziej interesujące wydają się Nike z Virgilem Ablohem – twórcą marki Off-White, a obecnie projektantem Louis Vuitton. Dzięki tej współpracy kolekcja pod szyldem Nike Off-White rozeszła się w ogromnych nakładach. Kolejną limitową edycją jest wersja Jordanów, za które trzeba słono zapłacić, powstała w wyniku wspólnej idei Nike i rapera Travisa Scotta. Z kolei ostatnio sneakersy zaatakowały kino. Cortezy, które zagrały epizod w oscarowym filmie „Forrest Gump”, tym razem weszły w romans z kultowym już serialem „Stranger Things”. Tego typu współprace absolutnie nikogo już dziś nie dziwią. – Firmy kontaktują się z artystami, światowymi brandami jak „Stranger Things” czy „Marvel”. Są to typowe działania marketingowe, dzięki którym z produktem dociera się do milionów osób. Podobnie wygląda współpraca ze wspomnianymi idolami młodzieży jak Pharrell Williams czy Kanye West, którzy są ikonami mody i wyznacznikami stylu w oczach ogromnej grupy młodzieży – tłumaczy Adam Zdziech.

W kolejce po buty warte miliony

O ile Cortezy w wersji „Stranger Things” są dostępne w masowej sprzedaży, to już owoce współpracy Kanye Westa z Nike i Adidasem są produkowane w stosunkowo niewielkich globalnie ilościach. Trafiają do najbardziej zagorzałych i szczególnie wytrwałych konsumentów, którzy potrafią spędzić nawet kilka dni w kolejce pod sklepem, a wszystko po to, aby kupić tę jedną jedyną parę wymarzonych butów. – Rekordowa, najsłynniejsza kolejka pod sklepem na Chmielnej trwała 6 dni. Mieliśmy wówczas u nas ok. 40 par butów konkretnego modelu, a globalnie było ich dostępnych raptem 6 czy 8 tysięcy par. Dlatego są tak pożądane przez miliony ludzi – wspomina concept manager w sklepie Warsaw Sneaker Store. Zakup takich butów z racji ich małej dostępności to także świetna inwestycja. Ludzie kupują rzadkie modele i później odsprzedają z zyskiem. – Na dziesięciu kupujących znajdzie się trzech kolekcjonerów, którzy zostawią sobie zakupione obuwie, natomiast pozostali przeznaczają je na sprzedaż. Wspominając naszą najsłynniejszą kolejkę po buty, mieliśmy wtedy do czynienia z czterokrotną przebitką, a więc buty za ok. 900 zł tego samego dnia można było sprzedać za ok. 4000 zł. Za 6 dni stania w kolejce dało się zarobić jakieś 3000 zł – wylicza Zdziech.

Małe ilości poszczególnych modeli butów to często celowy zabieg ze strony producentów, przez co produkt staje się bardziej pożądany. W ten sposób buduje się popyt na dane buty. Kanye West zanim rozpoczął współpracę z Adidasem, działał z Nike, czego owocem były 3 różne wersje modelu Yeezy. Te buty są obecnie warte kilkadziesiąt tysięcy zł. Na przykład za czerwony model Yeezy2 trzeba zapłacić ok 40 000 zł!

Hashtag #uglyshoes

Tymczasem na rynku sneakersów pojawiają się coraz to nowe wariacje na temat klasyków. Lansowane przez dom mody Balenciaga tak zwane „ugly shoes”, znane także jako „daddy shoes” już kolejny sezon z rzędu pozostają wśród najchętniej kupowanych modeli butów sportowych. „Chunky”, czyli właśnie „daddy shoes” pozostają obecnie najpopularniejszymi sneakersami. Kto by jeszcze kilka lat temu pomyślałbym, że takie marki jak Balenciaga, Louis Vuitton czy Off-White pójdą w ten trend i będą bazować na street wear a nie na high fashion? - Ten trend jest aktualnie modny, ale nie ma ukierunkowania na jeden konkretny model. Śledzimy trendy. Patrząc na ofertę naszego sklepu, zamawiamy rzeczy, które nie są modne teraz, a dopiero pojawią się za pół roku. Musimy przewidzieć to, przeanalizować wszystko. Patrząc wstecz na sprzedaż, można sprawdzić, które buty były popularne. I tak po kolei od 2015 roku były to Adidas Superstar, później Vans Old Skool, a ostatnio Fila Disruptor. Trend na „ugly shoes” będzie utrzymywał się jeszcze przez jakiś czas, ale wróżę, że buty performance do biegania i do grania w kosza wejdą do street wear’u na dobre. Te  do koszykówki niekoniecznie, ale sneakersy do biegania z nowoczesnymi technologiami lub takie na wzór sprzed 20 lat na pewno zagrzeją tam miejsce na dłużej. Marki na pewno będą iść w tym kierunku – wyjaśnia Zdziech.

Poza wspomnianymi „brzydkimi butami” ciągle świetnym wyborem są klasyczne rozwiązania jak modele Adidas Gazelle czy Campus, Puma Clyde, Nike Cortez, Nike Air Max, Air Force 1 oraz kultowe trampki Converse. Wymienione modele idealnie komponują się niemal ze wszystkim elementami garderoby, nawet z garniturem, co od kilku sezonów dość nachalnie sugerują nam projektanci mody męskiej od Tokio, przez Mediolan, aż po Nowy Jork. 

W ostatnim czasie nastała kolejna moda na przeinaczanie butów. Tym razem powinniśmy je.. malować. A wszystko po to, żeby wyróżnić się w tłumie. W Stanach Zjednoczonych już nie tylko maluje się buty, ale także łączy się z innymi materiałami np. skórą węża, które wszywa się do butów, przez co kosztują one znacznie więcej. To już jest wyższy stopień wtajemniczenia, ale jednocześnie przyszłość sneakersów. Warto zatem bacznie obserwować świat mody ulicznej, a przy tym wybierać dla siebie najlepsze i najwygodniejsze rozwiązania. W końcu nasze sneakersy mówią o tym, kim jesteśmy. A jeszcze częściej sugerują to, kim chcielibyśmy być.