Po co nam Walentynki?

Kochamy na co dzień, nie tylko od święta jakim są Walentynki. W złym humorze, w chorobie, w zdrowiu, na odległość. Czasem skrycie, a czasem otwarcie. Miłość zmienia swoje oblicza każdego dnia, tygodnia, miesiąca. Czasem trudno ją odróżnić od przyzwyczajenia i rutyny: gdy już serce nie bije tak mocno na widok partnera, gdy przeżyliśmy już razem wiele, gdy znamy się jak łyse konie - ze wszystkimi wadami i zaletami, z męskimi skarpetkami na podłodze i damskimi wałkami na głowie. Niezależnie od stażu związku, miliony ludzi na całym świecie obchodzą dziś święto zakochanych, które wypada jedynie raz w roku - 14 lutego. Czy to nie za rzadko? Czy Walentynki to okoliczność ku temu, żeby faktycznie celebrować miłość, czy jedynie kolejna okazja handlowa do zwiększenia zysków marketingowców i sprzedawców? Co zrobić z tym dniem, jeśli jesteś  - z własnego wyboru lub nie – singlem? I przede wszystkie – czy Walentynki są nam w ogóle do czegokolwiek potrzebne? Zapytaliśmy o to psycholog Magdalenę Pełkowską. Jej odpowiedzi udowadniają, że Walentynki mogą być świętem dla każdego - nie tylko dla tych szaleńczo zakochanych!

Oscar Dąbkowski: Po co nam w ogóle Walentynki?

Magdalena Pełkowska: To zależy. Nam, czyli komu? Zakochanym, kochającym czy może firmom, które produkują walentynkowe gadżety lub wydarzenia przy tej okazji? Jak się pewnie domyślasz - wszyscy mają swoje własne motywacje i powody, które zależą od punktu widzenia, a te - od punktu siedzenia. Niektórzy chcą uczynić ten dzień wyjątkowym dla kochanej osoby i to miłe. To zawsze jest miłe. Wszystko zależy jednak od naszych motywacji. A tych jest tyle, ile tylko zdołamy wymyślić. Walentynki to święto miłości – jeśli ktoś ma taką potrzebę, to jest to dobra okazja, aby się nią tego dna szczególnie cieszyć i ją celebrować. Są jednak i tacy, którzy nie potrzebują 14 dnia lutego, aby czuć się kochanym i to również jest w porządku.

Jak to święto zaadaptowało się na polskim gruncie?

Jak widzimy dookoła – szczególnie dzisiaj - bardzo dobrze. Jak wiele innych tradycji amerykańskich. Podobno na handlu miłością da się zrobić dobry biznes, a zakochani (szczególnie w początkowym stadium wzajemnej fascynacji) są podatni na takie inicjatywy. Nic w tym złego i dziwnego.

Czy Ty sama jesteś fanką przenoszenia amerykańskich tradycji na polski grunt ?

Jestem fanką polskiej kultury i tradycji, ale nie przeszkadzają mi amerykańskie zwyczaje, które Polacy chcą celebrować. Czy to, że ktoś chętnie obchodzi np. Dzień Pizzy oznacza, że nie lubi i nigdy już nie ugotuję pomidorowej? Nie! Trzymajmy się tego, co nam w duszy gra. Wybierajmy „święta” zgodnie ze swoimi upodobaniami, np. dzień książki czy kotów i celebrujmy, jeśli mamy ochotę, a przy tym nie zapominajmy - powiem przewrotnie - o naszym starym, dobrym, polskim krupniku. Bądźmy otwarci a przy tym zarażajmy naszymi polskimi pięknymi świętami inne narodowości.

Czy nie jest tak, że święto zakochanych powinniśmy obchodzić każdego dnia, a nie tylko 14 lutego?

Oj nie! Broń Boże! Bo czy wyobrażasz sobie parę zakochanych codziennie biegającą do kina? Znudziłoby im się po tygodniu. Nie da się tak żyć na dłuższą metę - to mylny, wyidealizowany obraz. Nie oczekujmy od siebie czy partnera, że codziennie będzie sypał nam płatki róż pod nogi, odpalał fajerwerki, kupował coraz to nowe prezenty. To całkowicie nierealne. Zdrowo jest wtedy, gdy nie musimy czegoś celebrować codziennie. Dzięki temu i miłość możemy tak bardzo szczególnie docenić tylko jeden raz w roku. Choć powinniśmy być za nią wdzięczni codziennie!

Jak obchodzić Walentynki, żeby nasza celebracja nie była sztampowa czy banalna?

Aby nie było banalnie i sztampowo to musi być tak, jak naprawdę lubimy. Po prostu. Kto chce, niech idzie tego dnia na typową, klasyczną kolację albo gra w scrabble. Kto chce, niech leci na księżyc, jeśli go na to stać. Nie oglądajmy się na innych - niech ten dzień będzie dla nas i o nas. Jeśli mamy go jakoś obchodzić, to nie róbmy tego na zasadzie „byle by lepiej niż Ania z Tomkiem”. Niech to będzie najlepszy dzień w roku, ale tylko i wyłącznie na naszej skali.

A co zrobić z tym dniem, kiedy nie mamy z kim świętować ?

To zależy od nas: na co mamy ochotę i czy ten dzień jest faktycznie dla nas tak bardzo istotny. Ja bym świętowała święty spokój. Jeśli komuś przeszkadza, że jest sam, to może właśnie tego dnia powinien zastanowić się, jak pomóc szczęściu. Może dobrym rozwiązaniem będzie wyjście „na miasto” czy imprezę z innymi singlami? Ale niekoniecznie. Przecież możemy 14 lutego potraktować też jako zwykły dzień i do łóżka iść z dobrą książką. Ta może się okazać lepszym kompanem niż niejeden kochanek!