Stało się! Po ponad trzech miesiącach przerwy wracamy do ścigania na torze w Albert Park w Melbourne. Kierowcy bardzo lubią ten obiekt - jest szybki i znajduje się na nim kilka fajnych miejsc do wyprzedzania. W tym roku samochody mają być jeszcze szybsze, a rywalizacja bardziej wyrównana. Ale czy tak będzie? Kto powalczy o tytuł, a kto będzie toczył boje w środku stawki?

Faworyci do tytułu

Wydaje się, że w tym roku walka o tytuł nie odbędzie się już tylko między Lewisem Hamiltonem i Sebastianem Vettelem. Lata dominacji Mercedesa mocno poirytowały Ferrari i Red Bulla. Jeżdżący dla ekipy z Maranello Vettel i szalenie utalentowany Charles Leclerc z pewnością będą chcieli wywrzeć presję na 5-krotnym mistrzu świata.

Jest także wściekły byk z Red Bulla, Max Verstappen. Po odejściu Daniela Ricciardo wydaje się, że zespół będzie mógł w pełni skupić się na pomaganiu Maxowi w walce o jak najlepsze wyniki - oby tylko nie popełniał błędów tak jak w zeszłym sezonie. Możemy być pewni, że jego silny charakter i bardzo dobra jazda przysporzą broniącemu tytuł Hamiltonowi wielu kłopotów. W odwodzie pozostaje także kolega zespołowy Brytyjczyka, Valtteri Bottas, który jak zapowiedział, udowodni w tym sezonie, że w Mercedesie nie znalazł się przez przypadek. 

Rywalizacja w środku 

Niezwykle ciekawie będzie wyglądała w tym roku rywalizacja w środku stawki. Trzy faworyzowane zespoły, czyli Mercedes, Ferrari i Red Bull Racing zdecydowanie odskoczyły od konkurencji. W obliczu tego walka o miejsca 4-6 w tabeli konstruktorskiej rozgrywać się będzie między Renault, Haasem, Racing Point i Alfą Romeo. W zeszłym roku to właśnie Francuzi zajęli czwarte miejsce w tabeli. Carlos Sainz i Nico Hulkenberg udźwignęli presję i swoją dobrą jazdą pomogli zespołowi Renault wygrać rywalizację w środku stawki. Szef zespołu, Cyril Abiteboul, jest pewny, że w tym sezonie Renault będzie chciało zbliżyć się do czołowej trójki. Pomóc ma w tym chociażby zatrudnienie Daniela Ricciardo jako partnera dla Nico Hulkenberga.

W zeszłym sezonie amerykański Haas przegrał rywalizacje z Renault. Szef zespołu, Gunther Steiner, zapowiedział, że wyciągnięto masę wniosków z poprzednich wyścigów. Jeśli Kevin Magnussen utrzyma równą formę z zeszłego roku, Romain Grosjean uniknie bezsensownych i głupich błędów, a mechanicy będą pamiętać o tym, by dobrze przykręcać koła, to Haas będzie jednym z faworytów do zajęcia czwartego miejsca w tabeli na koniec sezonu. Pamiętajmy, że jest to wciąż młody zespół. 

Po zawirowaniach związanych z poprzednim właścicielem zespołu Racing Point, Vijayem Mally'ą, w ekipie zapanował spokój. Udziały hinduskiego biznesmena zostały wykupione przez Lawrence’a Strolla, który zdecydował się posadzić swojego syna w bolidzie obok Sergio Pereza. Czy Racing Point jest wystarczająco silny, by zająć czwarte miejsce w tabeli? Przedsezonowe testy w Barcelonie tego nie potwierdzają. Mimo wszystko musimy pamiętać o tym, że kierowcy tego zespołu nie raz zajmowali wysokie miejsca w tabeli, ku zaskoczeniu wielu krytyków Formuły 1.

Bardzo ciekawie prezentuje się także Alfa Romeo. Już w zeszłym sezonie pokazali, że są zespołem z potencjałem. Rok temu w barwach zespołu jeździli Marcus Erricson i Charles Leclerc. Ten pierwszy pożegnał się z zespołem i zwolnił miejsce Antonio Giovinazziemu. Leclerc zaś fantastyczną jazdą zasłużył na transfer do Ferrari. Na jego miejscu zasiadł nikt inny jak Kimi Raikkonen. „Ice Man” postara się udowodnić, że wciąż potrafi jeździć. Na pewno zagrozi Renault i Haasowi. A może zawalczy podczas niektórych Grand Prix o podium?

Kubica - czego możemy się po nim spodziewać

Nie jeden fan Roberta Kubicy uroni łzę, gdy zobaczy startującego Krakowianina podczas Gran Prix Australii w Melbourne. Dokładnie 3045 dni czekał na dzień, którym rozpocznie weekend wyścigowy w bolidzie jako kierowca wyścigowy. Poprzedni rok spędził w Williamsie jako kierowca rezerwowy (lub też jak ładnie go nazywano: rozwojowy). Polak jest kierowcą znanym ze świetnego wyczucia bolidu - niejednokrotnie w zeszłym sezonie inżynierowie prosili Kubicę o sugestie przy konfigurowaniu pojazdu. Jest też osobą niezwykle spokojną, ale i taką, która nie boi się przycisnąć i pojechać bardzo agresywnie.

Fatalna forma Williamsa podczas testów w Barcelonie wydaje się być jedynie zwiastunem całego sezonu. Bolid ekipy z Grove traci między 3 a 5 sekund na okrążeniu pomiarowym względem najszybciej jadących kierowców. To przepaść, której Polak swoim ogromnym doświadczeniem nie przeskoczy. Pozostaje mieć nadzieję, że szczęście uśmiechnie się do niego podczas wyścigów z gatunku „nieprzewidywalnych”. Mam tutaj na myśli chociażby Grand Prix Azerbejdżanu w Baku. Co roku dochodzi tu do sensacji, a punktują kierowcy, którzy normalnie walczą w ogonie stawki. Marzenie wielu Polskich kibiców się spełniło. Ale zbierające się od dłuższego czasu nad Williamsem czarne chmury niestety nie wróżą nic dobrego na ten sezon.

Debiutanci - czy mają szansę zaskoczyć?

Dawno średnia wieku stawki Formuły 1 nie była tak niska. W tym roku mamy kilku ciekawie się zapowiadających debiutantów. Jednym z nich jest George Russell - teamowy kolega Roberta Kubicy w Williamsie. Brytyjczyk jest bardzo utalentowanym kierowcą. Na ten moment także jedynym rywalem Kubicy w stawce. Russell w przeszłości triumfował w serii GP2. Już od dłuższego czasu był pod obserwacją największych ekip i ostatecznie trafił do programu juniorskiego Mercedesa. Niemiecki producent zaopatruje Williamsa w silniki, a także jak się okazuje - w kierowców. Przed Russellem wielkie wyzwanie - wystartuje przecież w najsłabszym teamie w stawce. 

Kolejny debiutujący Brytyjczyk - Lando Norris pojedzie swój pierwszy sezon w barwach Mclarena. Zespół ten - podobnie jak Williams - stacza się po równi pochyłej. Mimo wszystko sytuacja w Mclarenie nie wydaje się być tak zła jak w stajni, w której jeździ Robert Kubica. Inny debiutan - Alexander Albon przed sezonem wydawał być się największą niewiadomą. Tymczasem zaskakuje pozytywnie. Tutaj pojedzie w barwach Scuderii Toro Rosso u boku powracającego do ścigania Daniiła Kwiata.

Czy któryś z kierowców ma szansę powalczyć w tym sezonie o punkty? Osobiście stawiałbym na Alexa Albona - oprócz dużego potencjału jeździ w ekipie, która już w zeszłym sezonie zajmowała miejsca w pierwszej dziesiątce. A przykład Williamsa pokazuje, że oprócz umiejętności i  doświadczenia, to właśnie dobry bolid jest podstawą do punktowania...

W Melbourne już 16 marca w sobotę rano o godzinie 6:55 czasu polskiego rozpoczną się kwalifikacje do wyścigu o Grand Prix Australii. Wyścig rozpocznie się w niedzielę o godzinie 6:05. Kto wygra na słynnym torze w Albert Park? Czy rywalizacja już od początku będzie przebiegać tylko między Hamiltonem i Vettelem? A może przyszedł czas na nowego mistrza? Jak poradzi sobie Robert Kubica? Na te i na wiele innych pytań odpowiedź poznamy już niebawem. Koniecznie zasiądźcie przed telewizorami, komputerami, tabletami, czy smartfonami i kibicujcie naszemu rodakowi! Forza Kubica!