Podczas całej trasy promocyjnej związanej z „Pewnego razu… w Hollywood” Brad Pitt ubierał się w różny sposób, ale zawsze ze zwycięskim rezultatem. W Los Angeles przyszedł w szaro-zielonym garniturze. W Londynie widzieliśmy go w ciemnogranatowej marynarce i czarnej koszuli. W obu przypadkach aktor subtelnie rozluźnił formalny styl swojego stroju.

CZYTAJ TEŻ: „Pewnego razu… w Hollywood”. Pitt, DiCaprio i Tarantino – wszystkie stylizacje z premiery w Londynie [GALERIA]

Nie inaczej było w Meksyku kilka dni temu, gdzie pojawił się ubrany, jakby miał wyjechać na super stylowe safari albo właśnie przygotowywał się do roli Indiany Jonesa (to w sumie niegłupi pomysł). Inaczej mówiąc, Pitt dał nam lekcję z tego, jak powinna wyglądać stylizacja w różnych odcieniach beżu.

Pitt miał na sobie buty pustynne, garnitur o piaskowym kolorze, jasnobrązową koszulkę polo oraz słomkowy kapelusz. Co ciekawe, to już kolejny raz, gdy nie zjawił się z krawatem (również w Cannes go nie miał; tam słusznie postawił na muszkę). Tak czy siak wygląd na badacza pustyni w wykonaniu odtwórcy Cliffa Bootha w „Pewnego razu… w Hollywood” zdecydowanie okazał się dobrym pomysłem. Z jednej strony był elegancki, a z drugiej dość swobodny.

Wbrew pozorom Pitt wybrał styl, który nie dość, że jest ostatnimi czasy trendy, to przy okazji bardzo wszechstronny. To z racji tego, że beżowy kolor jest prosty w użyciu – beżowe spodnie czy marynarkę możemy łączyć na różne sposoby. Stąd raczej nie można mieć problemu z dobraniem odpowiedniej konfiguracji, gdzie beżowy odgrywa istotną rolę. Z racji, że sierpień jest naprawdę ciepły, to możemy wybrać beżową koszulkę polo i trochę ciemniejsze shorty. A jeśli zrobi się chłodniej, to sweter lub kardigan będzie w sam raz. A jeśli ktoś nie chce iść w komplet kolorystyczny lub coś podobnego, lepiej pomieszać barwy, nie zapominając jednak o tym, by któryś z elementów stylizacji zawierał beż.