Bawią mnie przekonania specjalistów, którzy twierdzą, że postęp i nowe technologie zdeterminują kształt przyszłości. To ciekawe, ale naiwne. O tym, jak będzie wyglądał świat, zdecyduje nie technologia, ale polityka. Zawsze tak było w dziejach ludzkości i to się nie zmieni. I nie mówię tu o wojnie, choć ma ona ogromny wpływ i na zmiany społeczne, i na rozwój technologii. Ale rozwój społeczeństw wynika wprost z charakteru i kształtu relacji społecznych, z takich właściwości jak choćby dominujący model rodziny czy pozycja jednostki. Te funkcje w toku dziejów ulegały różnym przemianom i to się nie zmieni: będą ewoluować nadal.

NIHIL NOVI NA PÓŁPIĘTRZE

W ocenie trendów przyszłości pomagają wyobraźnia i wiedza historyczna. Usłyszeliśmy, że ciekawym trendem jest rozwój budownictwa, w którym wspólna przestrzeń: kuchnia czy pralnia, będzie tak kształtowana, by zmuszać mieszkańców budynków do spotkań. Dzięki temu będą się tworzyć więzi społeczne w coraz bardziej zatomizowanym społeczeństwie. Ale to nie jest nowy trend. Ten eksperyment Le Corbusier przeprowadził już w latach 50. ubiegłego stulecia. Przeniesiono ten pomysł do Związku Radzieckiego, rozwijając go twórczo i wznosząc budynki, w których były wspólne łazienki, najlepiej na półpiętrze. Okazywało się jednak, że w miarę upływu lat osoba, która dochodziła do jakichś pieniędzy, wolała przeprowadzić się tam, gdzie mogła mieć własną kuchnię i łazienkę. Dziś te banalne historie znów próbuje się nam przekazywać jako nowinki.

POWRÓT NACJONALIZMÓW

W polityce zachodniej czy np. japońskiej – żeby sięgnąć do innej kultury – rysuje się wyraźnie trend powrotu do nacjonalizmów. Na poziomie propagandy objawia się on w gloryfikacji państwa narodowego. Czyli powraca w myśli politycznej kompletnie fałszywe przekonanie, że narodom jest najlepiej w państwie narodowym. To jest oczywisty nonsens. Węgrom wiodło się najlepiej w ramach monarchii austro-węgierskiej. Wtedy powstał wielki Budapeszt. W ramach maleńkiego państwa narodowego to wielkie miasto nie miałoby szansy na powstanie. Tymczasem wbrew doświadczeniom wynikającym z historii tendencje nacjonalistyczne rysują się coraz silniej. Przywódcy głoszą pomysły, że gospodarki narodowe rozwijają się lepiej niż biznes w otwartym świecie, co również jest nonsensem, bo taki model mogłyby udźwignąć jedynie wielkie

ZOBACZ TEŻ: Michał Walczak w ELLE MAN: Przywróćmy znaczenie opowieściom

zastosowanie. Jak głęboki jest ten trend i jaki będzie jego wpływ na losy świata, trudno jeszcze określić. Nie wykluczam, żejest ostatnią próbą obrony idei nacjonalistycznych przed ostateczną globalizacją. Jak długo jeszcze potrwa? Przypuszczam, że dekadę na pewno, ale czy będzie trwał 50 lat – tego nikt dzisiaj nie potrafi przewidzieć.

RELIGIA DETERMINUJE KWESTIE TOŻSAMOŚCI

Trwają dyskusje o tożsamości narodowej. Kształtują ją język, symbole czy granice. Ale te elementy nie są koniecznymi determinantami łączącymi wspólnoty – Irlandczycy mają np. bardzo silną tożsamość, ale nie budują jej na wspólnocie językowej, wybrali angielski, choć mogliby przecież używać własnego języka. Podobne zjawisko obserwujemy na Ukrainie.

Uważam, że centralnym zagadnieniem dla budowania tożsamości wspólnoty są przemiany w sferze religijności. Jestem przekonany, że obecny kryzys cywilizacyjny wynika w prostej linii z kryzysu religii. Nie sądzę za to, że można siłą przywrócić religii jej silną pozycję za pomocą aparatu państwa. Ludzie w Europie przestają wyrażać przekonanie o zmartwychwstaniu Chrystusa i nie da się tego zmienić ani wprowadzeniem religii do szkół, ani zmianami pomysłów na finansowanie działalności Kościoła. Kryzys religijności jest główną determinantą przemian społecznych.

Przez setki lat wiara porządkowała świat, pozwalała określić własną tożsamość, dawała poczucie bezpieczeństwa. Charakterystyczne na Zachodzie jest narastanie tendencji nacjonalistycznych w społeczeństwach, które się sekularyzują, bo to właśnie ideologie nacjonalistyczne lubią zajmować miejsca opuszczane przez religię. W miejsce, z którego ustępuje chrześcijaństwo, wkracza też islam, wciąż pozostający w fazie silnego pobudzenia. I to są zjawiska, które odcisną się na przyszłości zachodniego świata mocniej niż nowe smartfony czy sztuczna inteligencja.

EKOLOGIA I WEGETARIANIZM

Kryzys religijności nie zawsze jest tożsamy z laicyzacją. Chodzi o proces, w którym człowiek wraz z jakimś poziomem dobrobytu coraz częściej przejawia postawy egoistyczne zamiast altruistycznych. Przestaje czuć się członkiem wspólnoty, bo wszystkie potrzeby potrafi sobie zaspokoić sam. Przestaje dostrzegać potrzebę posiadania rodziny, alienuje się, powoli traci wiarę, ale jednak odczuwa pustkę, więc zaczyna poszukiwania duchowe. Tymczasem do religii po dwóch pokoleniach przerwy powrócić jest niezwykle trudno, więc człowiek wybiera namiastki religii, lokując swoje przekonanie w ideach ekologicznych, w modach na wegetarianizm czy fitness albo w budowaniu firmy, której nadaje jakąś misję. To bardzo ciekawe, że tak często używane teraz wśród przedsiębiorców terminy „doktryna” czy „misja” pochodzą właśnie ze słownika religijnego, prawda? Ale żadna z tych dróg nie zaspokaja potrzeb religijnych. Wtedy ktoś podsuwa poszukującym ludziom nacjonalizm. I zaczyna się tragedia, bo nacjonalizm oferuje całą paletę silnych emocji, ale w odróżnieniu od religii nie niesie z sobą ani szacunku do człowieka, ani do wolności. Te wartości, istotne dla religii, schodzą na margines, bo nacjonalizm nie pozostawia przestrzeni na dialog. Część nacjonalistycznych środowisk prawicy wciąż flirtuje z chrześcijaństwem. Zapominają o tym, jak silnie tkwi w chrześcijaństwie gen uniwersalności, więc wcześniej czy później chrześcijaństwo i nacjonalizm stają w opozycji i historia nieraz już o tym przekonała.

KOŁO HISTORII

Moim zdaniem w przyszłości będziemy obserwować powrót elit do chrześcijaństwa. Ten proces już daje się zauważyć. Nie będzie to jednak chrześcijaństwo oparte na parafiach, ale na wspólnotach budowanych wokół charyzmatycznych kapłanów – intelektualistów. Ten nawrót łączy się z potrzebą określenia jasnych zasad niejako w opozycji do konsumpcyjnego stylu życia. Bardzo jestem ciekaw, czy ten trend będzie się upowszechniał. Dotychczas w historii czło- wieka zachowania elit wcześniej czy później, z mniejszym lub większym oporem były przejmowane przez masy. Upowszechniały się. Być może w ciągu najbliższego półwiecza stanie się jasne, czy i w sprawach religijności masy pójdą drogą elit.

KEBAB I KARDAMON

Jesteśmy w trudnym momencie dziejów, bo to czas upadku autorytetów. Elitą nie są dziś profesorowie ani poeci, ale blogerzy i zwycięzcy teleturniejów. Ten proces jest pokłosiem upowszechnienia wyższego wykształcenia, często kosztem braku jego jakości. Towarzyszy temu potrzeba zmiany stylu życia. Tymczasem ludzie mimo wysokich aspiracji i rozbudzonych ambicji nie nauczyli się nawet czytać ze zrozumieniem, a co dopiero mówić o krytycznej analizie wypowiedzi. Biorą za prawdę wszystko, co słyszą. Żyjemy w kulturze tandety, ale to nie jest zjawisko trwałe. Za kilka, może kilkadziesiąt lat elity powrócą do kultury jakości wykształcenia, jakości życia, powrót do wysokiej kultury wiąże się znowu z powrotem do religijności. To już się zarysowuje, ale postępuje bardzo powoli, więc nie wiem, czy Europa zdąży powrócić do swojej tożsamości, zanim nadciągnie islam.

CZYTAJ TEŻ: Tomasz Sobierajski w ELLE MAN: Nauczmy się komunikować na nowo

Co wtedy? Jest taka książka amerykańskiego Żyda z Wrocławia Waltera Laqueura. Nazywa się „Koniec Europy”. Powracają w niej opisy małych miasteczek Starego Kontynentu. Są one senne przez całe dnie, ale zaczynają żyć po wieczornej modlitwie w meczecie, kiedy kobiety zostają w domach z dziećmi, a mężczyźni siadają w kafejkach, żeby pić mocną herbatę, palić fajki wodne i rozmawiać o woli Allaha. Albo Europa zdąży się zmienić, albo zacznie pachnieć już tylko kebabem i kardamonem. Żydzi posiedli umiejętność ocalenia własnej tożsamości. A chrześcijaństwo w sensie kulturowym jest w pewnym stopniu dziedzictwem judaizmu i w tym tkwi pewien promyk nadziei.

Paweł Kowal - polityk, historyk, publicysta, przewodniczący Rady Krajowej Polski Razem. Pierwszą pracę załatwił mu ksiądz Tischner. Napisał doktorat o ekipie Jaruzelskiego. Pracował w kancelarii Premiera RP, organizował Muzeum Powstania Warszawskiego i prowadził w Warszawie undergroundowy klub muzyczny Galeria Off do spółki z Janem Ołdakowskim. Lubi buty szyte na miarę. Czasami sam je wymyśla.