Przemek Dankowski: Stylizowałeś sesje okładkowe do ostatnich numerów ELLE MAN – tę z Borysem Szycem czy topowymi polskimi modelami. Jak na planie wyglądało konfrontowanie Twojej wizji z ich osobowościami?

Paweł Kędzierski: Moja praca wygląda trochę inaczej w przypadku sesji z gwiazdą, a inaczej w przypadku edytorialu modowego. Zdjęcia z Dominikiem Sadochem, Adamem Kaszewskim, Maksem Behrem, Maxem Barczakiem i Mikołajem Kajakiem prezentowały trendy w modzie męskiej na nadchodzący sezon. Wszyscy mają olbrzymie doświadczenie, doskonale wiedzą, że zadaniem modela jest w głównej mierze realizacja wizji fotografa i stylisty. Praca z nimi była czystą przyjemnością. Jedynym problemem było to, że bardzo dobrze się znają i dawno się nie widzieli, zatem utrzymanie dyscypliny na planie było pewnym wyzwaniem.

A współpraca z Borysem Szycem? Jest aktorem o dużej charyzmie, zatem domyślam się, że wyglądała zupełnie inaczej.

Bardzo dobrze wspominam tę współpracę. Borys jest super facetem i w pełni polegał na moim doświadczeniu. Pewnym wyzwaniem był sam charakter sesji. W związku z tym, że projekt ten powstawał we współpracy ze Storytel, chcieliśmy wpleść w niego motyw druku i kaligrafii, nadać zdjęciom dodatkowe znaczenia. Z góry wiedzieliśmy, jaki efekt chcemy finalnie uzyskać. Tu ubrania miały po prostu uzupełnić opowiadaną historię. W przypadku portretowania gwiazd najważniejsze jest pokazanie ich osobowości, moda często musi zejść na drugi plan.

Nie tylko sesje okładkowe, ale również każda kampania czy pokazy mody to pewnego rodzaju historia, którą opowiadasz za pomocą ubrań. Jak podchodzisz do takich zadań?

Od początku swojej kariery staram się opowiadać za pomocą mody różne historie - to właśnie od zawsze pociągało mnie w stylizacji. Każdy edytorial, pokaz czy kampania to dla mnie kompletnie inna narracja.

Zawód stylisty wymaga olbrzymiego zmysłu artystycznego i pasji do mody. Kiedy odkryłeś je u siebie?

Szczerze mówiąc, kochałem ubrania już jako dziecko, ale to, że chciałbym zajmować się modą zawodowo odkryłem w czasie studiów w Krakowie.  Oczywiście profesja ta wymaga pewnej wrażliwości artystycznej, ale też wiedzy. Uważam, że w pewnej mierze, dobrego gustu można się nauczyć. Nie bez znaczenia dla mojej obecnej pracy była historia sztuki, którą studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez krótki moment byłem też na projektowaniu ubioru na SAPU. Tam zrozumiałem, że proces tworzenia całej kolekcji jest dla mnie zbyt żmudny. Jako stylista co kilka dni realizuję zupełnie inny, nowy projekt.

W swoim portfolio masz współpracę z MMC Studio, wiele okładek i sesji zdjęciowych dla topowych polskich magazynów. Który z tych projektów był dla Ciebie póki co przełomowy?

Nie mogę powiedzieć, że którykolwiek z projektów był dla mnie przełomowy, po żadnym nie posypały się kolejne intratne propozycje. W moim przypadku jest to regularna i ciężka praca. Najważniejszym punktem mojej kariery było przejście na freelance. Musiałem nauczyć się otworzyć na nowe wyzwania. To właśnie wtedy zacząłem współpracę z wieloma projektantami czy magazynami.  

Moda nieustannie się zmienia. Jeszcze sezon czy dwa sezony temu nie ubrałbyś pewnie swoich bohaterów tak jak dziś. Gdzie szukasz inspiracji do swojej pracy?

Moim zdaniem stylista powinien poruszać się płynnie w wielu obszarach. Niezbędna jest znajomość historii mody, trendów. Dla mnie bardzo ważnym aspektem jest również background kulturowy. Czerpię inspiracje z filmów czy sztuki. Rozbudza to moją kreatywność. Wydaje mi się, że zamknięcie się na samą modę to za mało. Przez lata moim ulubionym magazynem był Vogue Italia. Ponadczasowość prezentowanych na jego łamach edytoriali nie polegała nigdy tylko na pokazaniu najnowszych kolekcji. Te sesje zapadają w pamięć, bo odwołują się do historii sztuki czy popkultury, często też są komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości.

Jak wyglądały Twoje początki w świecie mody? Ta branża jest bardzo hermetyczna, nie jest łatwo się w niej przebić. Szczególnie komuś z zewnątrz…

Moja przygoda z modą zaczęła się od Art & Fashion Festival w Poznaniu. Udało mi się dostać na warsztaty fashion writingu, które prowadzili Hania Rydlewska i Marcin Różyc. Nie wygrałem, ale Marcin dał mi szansę napisania kilku krótkich artykułów i wystylizowania mojej pierwszej sesji dla magazynu Exklusiv. Natomiast z polecenia Hani dostałem się na staż w InStyle’u, gdzie później zostałem asystentem działu mody. Stamtąd przeszedłem do magazynu Pani. Początki w świecie mody nie są proste. Staże, od których się zaczyna, są z reguły bezpłatne. Miałem to szczęście, że moi rodzice wspierali mnie wtedy finansowo. Dzięki temu mogłem się rozwijać i zdobywać doświadczenie. 

Jak oceniasz polską branżę mody? Twoim zdaniem sprzyja młodym, ambitnym osobom? Czy raczej podcina im skrzydła?

Nie można na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Branża mody w Polsce nie jest tak rozwinięta, jak na zachodzie. Ilość pracy jest w związku z tym ograniczona i na pewno trzeba sporego samozaparcia i zaangażowania, żeby się przebić. Jeżeli łatwo się zniechęcasz to nie jest niestety miejsce dla Ciebie. Ja jeszcze jestem z pokolenia, które zaczynało od staży i asystowania bardziej doświadczonym stylistom. Ale w erze social mediów droga kariery wygląda inaczej i wydaje mi się, że zdolnym osobom łatwiej jest teraz zostać zauważonym, chociażby na Instagramie.

W ostatnim czasie stylizowałeś kampanię PRIDE dla marki Levi’s, której bohaterami były młode osoby odpowiedzialne za organizację Parady Równości. Udział w takich projektach jest dla Ciebie ważny? Masz wrażenie, że angażując się w nie masz realny wpływ na poprawę sytuacji osób LGBT?

Muszę przyznać, że projekt PRIDE dla marki Levi’s był dla mnie wyjątkowy. Nie angażuje się za bardzo politycznie, ale jestem gejem, a marka wsparła finansowo organizatorów Parady Równości. Z tego powodu udział w tej sesji zdjęciowej był dla mnie szczególnie ważny.

Rynek mody na całym świecie zmienia się z dnia na dzień. Trzeba być bardzo elastycznym, żeby za nim nadążyć. Czy zastanawiasz się jak może wyglądać zawód stylisty w perspektywie kilku czy kilkunastu lat? Myślisz, że taka profesja będzie w ogóle potrzebna?

Na pewno wiele rzeczy się zmieni. Sytuacja prasy nie jest łatwa. Już teraz formaty video powoli zastępują tradycyjne edytoriale modowe. Widać to świetnie na przykładzie kampanii z Kendall Jenner dla Reserved. Jednak przy ich realizacji nadal potrzebni są styliści. Co do social mediów, to nie uważam, żeby influencerzy stanowili zagrożenie dla naszej profesji. Oni po prostu robią co innego. Sam chętnie szukam inspiracji na niektórych instagramowych profilach. Jednak personal style to coś zupełnie innego niż ubieranie innych czy budowanie pewnej historii za pomocą ubrań.