Paweł zna blaski i cienie popularności. Zna aż nadto dobrze. W świadomości widzów, słuchaczy, fanów funkcjonuje od lat. Jest nie tylko znanym aktorem, poetą, wokalistą zespołu Cochise. Jest przede wszystkim ojcem. To najtrudniejsza z ról. Podczas sesji potrzebny był parasol. I ten od deszczu. Lało jak z cebra. Hektolitry wody na sekundę spływały z nieba. Schroniliśmy się w Pawła drugim domu. Tym zawodowym, w Teatrze Kwadrat. Drugi parasol, emocjonalny, ochronny zobaczyłem pięknie rozłożony już siedząc w ich kuchni. Zaprosili mnie do swojego domowego azylu. Na rozmowę. Była też Asia żona Pawła, mama Jeremiasza. Usiedliśmy jak rodzina przy stole, była woda z miętą, winogrona i rozmowa. Ważne, dobre słowa. Decyzję o udziale w sesji podjęli wspólnie.

- Nie chciałem Jeremiasza odkrywać publicznie, póki był dzieckiem. Uważałem, że jeżeli przyjdzie taki czas, kiedy będzie chciał spróbować, dotknąć tego świata to nie będę mu zabraniał. Ma szesnaście lat i to są jego, świadome decyzje. Ostatnio zagrał w teledysku COCHISE “The Weeping Song”, opowiedzieliśmy o tym w studio dzień dobry TVN, a teraz miał ochotę na wspólną sesję i ten wywiad. To ciekawe, nowe doświadczenie, przeżyć to wspólnie z synem. Pozostanie też fantastyczna pamiątka.

Panowie dzień wcześniej byli razem na koncercie Taco Hemingwaya na Torwarze. Dla Pawła, który pamięta czasy, kiedy Paktofonika jednoczyła wszystkie białostockie subkultury, był to swego rodzaju powrót do tego gatunku muzycznego.

Paweł: Usłyszałem o Taco dzięki synowi, cały czas go katuje. Jeremiasz bardzo chciał żebym zobaczył wspólnie z nim ten koncert i muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem: rozmachu, klimatu, przekazu. Wielka siła tkwi w jego tekstach, z którymi identyfikuje się dzisiejsze pokolenie. Zdobyć bilety na jego koncert to było mega trudne. Znikają tak szybko jak na najlepsze zespoły świata. Musiałem naprawdę się postarać, ale czego nie robi się dla syna. Dziękuje Kinga.

Jeremiasz: Podczas wczorajszego koncertu zależało mi na tym, żeby zobaczyć, jak tata zareaguje na to wszystko. Na współczesną kulturę hip-hopu. Taco słucham od dawna. Z ogromnym luzem opisuje naszą dzisiejszą rzeczywistość. Znajduje w jego tekstach wszystko co pozwala mi identyfikować się z bohaterami tych utworów: ironia, smutek, pogoń za tym by spełniać swoje marzenia, młodość, dojrzewanie, miłość oraz poszukiwanie własnej drogi, bo każdy z nas jest ważny.

Ojciec cię inspirował pod względem muzyki? Musiałeś tych wszystkich grunge’owych kapel słuchać? Nasiąkłeś tym?

J: Ta muzyka od zawsze była i jest obecna w naszym domu jednak nie poszedłem tą drogą. Za to tata zaraził mnie Kalibrem 44 i Paktofoniką, kiedy zacząłem słuchać hip-hopu.

P: To prawda. Jeremiasz nie odziedziczył mojej miłości do muzyki rockowej, do rewolucji związanej z grunge’m, ale za to Lea, córka, ewidentnie idzie moimi ścieżkami i zestaw piosenek jakie nuci mnie zadziwia: Pink Floyd, The Beatles, Nirvana, Red Hot, The Police. Jeremiasz poszedł w stronę hip-hopu, co też mnie cieszy, bo ma swoją przestrzeń, klimaty. Jak zauważyłem że, zaczyna słuchać tego gatunku, zasugerowałem Kalibra i Paktofonikę. Ostatnio miał okazję osobiście poznać Focusa i Rahima.

Doszliście do takiego momentu w swojej relacji, kiedy możecie się wzajemnie inspirować, możesz spojrzeć na świat oczami szesnastoletniego chłopaka, który dotyka takich płaszczyzn rzeczywistości, na które nie zwróciłbyś uwagi. Nie dotyczy to pewnie tylko muzyki.

P: Zawsze mi zależało, żeby mieć z synem dobry kontakt. Sam pamiętam jakim byłem nastolatkiem. Nie miałem autorytetów, byłem jakby sam ze sobą i ze swoimi marzeniami. Rodzice dawali mi dużo swobody, wolności i jestem im za to bardzo wdzięczny. W wieku Jeremiasza, żyłem chwilą, nie przejmowałem się wieloma rzeczami, wszystko było prostsze.  Kiedy zostajesz ojcem, nagle zaczynasz rozumieć co jest tak naprawdę ważne. Dzieci. Brakuje mi często tej beztroski w dorosłym życiu, dlatego często uczę się jej od nowa właśnie od nich. Staram się obserwować te nowe, cywilizacyjne trzęsienie ziemi ich oczami. Trudny jest wybór ojca: przygotować dzieci na świat taki jaki jest...czy chronić je przed nim.

J: Wydaje mi się, że my lepiej wiemy i czujemy jak żyć w świecie technologii. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Lepiej rozumiemy ten dzisiejszy wirtualny świat niż nasi rodzice. Inaczej na niego patrzymy. To nasza rzeczywistość, w której swobodnie egzystujemy i serfujemy. Tak jak dla moich rodziców trzydzieści lat temu podwórko
i przysłowiowy trzepak pod blokiem był miejscem spotkań i emocji.

My nie dorastaliśmy w cieniu świata wirtualnego, ale myślisz, że sam jesteś w stanie wyważyć i przewidzieć zagrożenia choćby w Internecie?

J: Niebezpiecznych rzeczy w Internecie jest mnóstwo. To oczywiste. Na strony, które są ewidentnie niebezpieczne i stanowią pewnego rodzaju zagrożenie po prostu się nie wchodzi. Uczą o tym w szkołach. Dorośli boją się bardziej niż my. To zrozumiałe. Czasami wystarczy nam zaufać. Nie uciekniemy od tego i to jest pewne. Prawda jest taka że, do wszystkiego można mieć dostęp. Do każdego świata i informacji. Teraz to tylko kwestia kto, w jaki sposób i w jakim celu może to wykorzystać.

Całą rozmowę Oliviera Janiaka z Pawłem i Jeremiaszem Małaszyńskimi znajdziesz w wiosennym wydaniu ELLE MANA>>>

ZAMÓW ROCZNĄ PRENUMERATĘ ELLE MANA TUTAJ>>>