„Parasite” to pierwszy koreański film w historii, który w ogóle został nominowany do Oscarów w kategorii najlepszy film międzynarodowy. Co więcej, jest także nominowany w kategorii głównej, a twórca Bong Joon-ho powalczy o Oscara za reżyserię z m.in. Martinem Scorsese oraz Quentinem Tarantino. Ten drugi jest zresztą wielkim fanem Bonga. Na jednym z festiwali nazwał go „absolutnym wizjonerem” i „nowym wcieleniem Spielberga”. I trzeba od razu dodać, że nie są to przesadzone pochwały – południowokoreański reżyser od 2000 roku nakręcił już kilka znakomitych filmów. Ale skupmy się najpierw na jego największym hicie, czyli „Parasite”.

ZOBACZ TEŻ: Oscary 2020 – nominacje. Znamy pełną listę kandydatów do nagrody. Co z „Bożym Ciałem”?

„Parasite” – o czym jest film?

„Parasite” to opowieść, w której czworo ludzi bez przyszłości wpada na pomysł przekrętu doskonałego. Kierowca bez pracy, gospodyni bez domu, student bez kasy i dziewczyna bez perspektyw wspólnie stworzą zwodniczy plan: jak w najkrótszym czasie stać się kimś i zająć miejsce bogaczy. W świecie, w którym liczy się tylko wydajność i sukces, przechytrzą system i zawalczą o siebie. Nawet, jeśli będzie to wymagało przekroczenia cienkiej granicy między tym, co jeszcze dozwolone, a tym, co absolutnie zabronione. [Opis dystrybutora].

„Parasite” to przykład ambitnej rozrywki, która w intrygujący sposób przedstawia, co może wyniknąć ze zderzenia dwóch jakże odmiennych klas społecznych – tych naprawdę uprzywilejowanych i tych zepchniętych do rynsztoków. Bong trafnie zauważa, że niemal każdy marzy o lepszym życiu, awansie i szansie na sukces. Jednak widzi też drugą stronę tego marzenia, bo nawet osoby zdeterminowane, aby to wszystko zdobyć, muszą wykazywać się brakiem skrupułów i nieposkromioną wyobraźnią. Tym samym reżyser w dosadny sposób obrazuje nam, jak daleko może posunąć się człowiek, by wspiąć się do wyższej strefy hierarchii społecznej. A to wszystko podane w formie pełnego napięcia thrillera i soczystej czarnej komedii.

Parasite” – powodzenie u krytyków

„Parasite” to bez wątpienia największy filmowy fenomen 2019 roku. Obraz doczekał się największej liczby wyróżnień w ponad 40 rozdaniach nagród od krytyków – na tę chwilę jest ich 100. Na Rotten Tomatoes film może pochwalić się nieprawdopodobnym wynikiem 99 proc. z 351 recenzji, z czego zaledwie trzy są negatywne. Z kolei na stronie Metacritic, dużo ostrzej i sensowniej zbierającej recenzje krytyków, „Parasite” osiągnęło kapitalny wynik 96/100 z 48 opinii. Choć Bong przeważnie miał bardzo dobre recenzje, a przy niektórych filmach nawet świetne, to jednak „Parasite” wyniósł go na jeszcze wyższy poziom uznania.

Filmografia Bong Joon-ho

Jak już wcześniej wspomniałem, Bong Joon-ho kręci filmy od 2000 roku. Więc już od dłuższego czasu znany jest z produkcji, które charakteryzuje szalone poczucie humoru i niesamowite zwroty akcji. Wraz z „Parasite” ma na koncie siedem pełnometrażowych filmów. Choć najnowszy obraz jest bez wątpienia bardzo dobrym kinem, to jednak Bong ma na swoim koncie nawet jeszcze lepsze pozycje.

Za jego arcydzieło trzeba uznać „Zagadkę zbrodni” z 2003 roku. Film opowiada o serii morderstw młodych kobiet w małym miasteczku. Detektyw z Seulu przy pomocy miejscowej policji szuka sprawcy. „Zagadka zbrodni” to kawał nieprawdopodobnie skutecznego thrillera, w którym mamy kapitalne zdjęcia, mnóstwo zabawnych sytuacji oraz scen przyśpieszających bicie serca. Wraz z „Zodiakiem” Davida Finchera stanowi najlepszy film o seryjnym mordercy XXI wieku.

ZOBACZ TEŻ: Top 10: Najlepsze filmy wojenne wszech czasów [PRZEGLĄD ELLE MAN]

Oprócz tego koniecznie trzeba obejrzeć jeszcze świetny „The Host: Potwór” (2006), który pomysłowo splata nurt monster movie z politycznym przekazem oraz powalającą „Matkę” (2009), gdzie reżyser finezyjnie lawiruje pomiędzy dramatem rodzinnym, komedią i horrorem. Jego debiut „Szczekające psy nigdy nie gryzą” (2000) to też kawał imponującego kina. Zresztą zrobienie całej filmografii Bonga to bardzo dobry pomysł. A jeśli jeszcze nie widzieliście „Parasite”, to radzę nadrobić. Nie pożałujecie!

Na koniec tylko dodam, że „Parasite” na pewno otrzyma Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Możemy się jednak cieszyć, że „Boże Ciało” dostało chociaż nominację. Na nasze nieszczęście w tym roku rywal jest po prostu... za mocny.