YouTube to studnia bez dna, zarówno jeśli chodzi o tematykę zgromadzonych na nim materiałów, jak i swoimi trendami, które wyznacza. Kiedyś najważniejszą grupą internetowych twórców byli pranksterzy, patrz Sylwester Wardęga, dziś stali się urodowi guru, czyli z angielska beauty gurus. Jak się można domyśleć, w zdecydowanej większości są nimi kobiety, co oczywiście nie oznacza, że mężczyźni są w tej grupie szczególnym ewenementem. Choć królewski tron internetowego makijażysty zmieniał swojego właściciela już kilkukrotnie, tak był ten pierwszy, od którego się to wszystko zaczęło. Mowa tutaj mianowicie o niespełna dwudziestodwuletnim Amerykaninie imieniem James Charles. 

Chłopiec z okładki

Charles zawdzięcza początek swojej medialnej kariery amerykańskiej marce kosmetyków CoverGirl, która zaproponowała mu w 2016 roku udział w jednej ze swoich kampanii reklamowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był pierwszym męskim ambasadorem marki, jak również pierwszym mężczyzną, który był twarzą tak popularnej firmy kosmetycznej. Nie było jednak wątpliwości, że Charles zasłużył na miano ambasadora CoverGirl, ponieważ już wtedy miał roczny staż na YouTube’ie, gdzie pokazywał jak się maluje i jakich kosmetyków do tego używa. Swego czasu wydarzenie to wywołało niemałe zamieszanie w mediach, jak również i podziw wśród internautów, co zaowocowało chociażby zaproszeniem Jamesa na kanapę jeszcze wtedy nieskompromitowanej Ellen DeGeneres. Przez kolejne lata, Charles skrupulatnie tworzył tak zwane tutoriale, jak również udzielał się w mediach społecznościowych, stajać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy internetu w ogóle. Tym samym stał się inspiracją dla swojej męskiej części widowni, który również byli zafascynowani sztuką makijażu tak jak ich idol, co jeszcze wtedy niekoniecznie wiązało się z rówieśniczą akceptacją. Dziś już mało kogo dziwi na Instagramie widok mężczyzny w pełnym makijażu, który jeszcze nie tak dawno był zarezerwowany wyłącznie dla kobiet. Jednak czym innym jest makijaż wykonywany na potrzeby youtube’owego filmiku, czy publikacji zdjęcia w mediach społecznościowych, a czym innym codzienny „makijaż nie makijaż”. 

Męski makijaż dla męskiego mężczyzny 

Wraz ze wzrostem zainteresowania makijażem wśród mężczyzn, kwestią czasu było powstanie linii kosmetyków dedykowanych wyłącznie nim. W istocie nie każdy z nas ma na tyle odwagi, by nieskremowanie zapytać, który z tych „damskich” podkładów będzie idealnie pasować do koloru naszej cery. Przełomowy okazał się rok 2018, kiedy to do sprzedaży trafiły produkty Chanel (Boy De Chanel), Toma Forda, czy Marca Jacobsa, które w zamyśle były poświęcone męskiemu makijażowi. Wśród bardziej przystępnych naszym kieszeniom markom znaleźć można brytyjską MMUK MAN, która z zasady tworzy wyroby kosmetyczne wyłącznie dla panów. Niektóre marki, jak ta należąca do wokalistki Rihanny, Fenty Beauty, od samego początku swojego istnienia kierowała swoje produkty do wszystkich grup społecznych, bez względu na płeć, czy kolor skóry, co zaowocowało sporą popularnością wśród klientów. Jednak w obliczu otaczających nas zewsząd taktyk marketingowych, trzeba uważać na to, co się realnie kupuje, tym bardziej, gdy nie ma udokumentowanych różnic między produktami „dla mężczyzn”, a „dla kobiet”. 

Jasnym jest, że świat kosmetyków to z wielu różnych powodów świat kobiet, nie odnosząc się do tego czy to słuszne, czy też nie. Dlatego też symboliczny męski mężczyzna w tym świecie, świecie kobiecego makijażu, jest postacią nie tyle niepożądaną, co nie pasującą do niego z punktu widzenia sprzedawcy. Stąd też wysyp produktów z „for men” w nazwie, co nie oznacza, że są one lepsze, bądź różniące się od tych bazowych, kierowanych do kobiet. Trzeba umieć szukać dobrych artykułów, bo męskość w wielu przypadkach to tylko chwyt marketingowy, by skusić tych mniej świadomych panów swoim opakowaniem, bądź etykietką. Rzecz jasna, może to być dobry wstęp do poznania tych „kobiecych” produktów, jeśli wykażemy się odrobiną odwagi. 

Nowa normalność 

Temat męskiego makijażu na świecie wydaje się nie być tak specyficzny, jak jeszcze do niedawna działo się to na Zachodzie. Oczywiście dzięki mediom społecznościowym, łatwiej jest przełamać pewne bariery związane z płciowymi stereotypami, co dzieje się na przykład w Indiach. Również Koreańczycy co raz chętniej używają kosmetyków, inspirując się chociażby gwiazdami K-popu, bądź szukając najlepszej dla siebie pracy, co poskutkowało wzrostem sprzedaży produktów do pielęgnacji skóry o 44% między rokiem 2011, a 2017. Podobna sytuacja zdaje się mieć obecnie miejsce w Japonii. Zresztą już ponad 20 lat temu Joey z serialu „Przyjaciele” wystąpił w japońskiej reklamie szminek dla mężczyzn. 

Choć wtedy wszystko co japońskie było kojarzone z absurdalnością i niezrozumiałą dla Europejczyka, czy Amerykanina konwencją, ten prześmiewczy klip dziś jest zwiastunem tego co aktualnie się dzieje. Przełamując społeczny wstyd, otwiera się przed nami bardzo interesujący, choć głównie skupiony na sprzedaży świat. Warto też pamiętać, że makijaż nie jest i nie musi być dla każdego. Nie trzeba od razu aspirować do rozpoczęcia kariery kolejnej drag queen z Instagrama, by poznać świat makijażu, który oferuje zarówno zabawę, jak i najprostsze porady, który mają dodać nam otuchy i poczuć się lepiej w swojej skórze, bez względu na to czy jest owłosiona, czy też nie. 

Makijaż u mężczyzn to w praktyce nic nowego, w końcu Ludwik XIV oraz jego wersalska świta namiętnie używała pudru, podstawowego dziś elementu niejednej kosmetyczki. Choć produktów na rynku jest co nie miara, warto szukać tych, które odpowiadają naszym potrzebom i finansom, bez względu co jest napisane na ich opakowaniu. Męskie, czy nie, chcąc zgłębić świat makijażu, droga jest wolna jak nigdy dotąd. Mimo, że próżno zwiastować wschód mężczyzny wypacykowanego, tak piękno i pewność siebie, czy to z makijażem, czy bez, zawsze będzie w modzie.