I trzeba przyznać, że specjaliści z Opla naprawdę dali radę. Fraza o „połączeniu tradycji z nowoczesnością” zazwyczaj pojawia się w komunikatach napisanych przez mało kreatywnych speców od public relations (dotyczy właściwie wszystkich branż), ale w tym przypadku jej użycie jest w pełni uzasadnione.

Jak to wygląda?

Patrząc na kształt samochodu już na pierwszy rzut oka widzimy, że mamy do czynienia z czymś bardzo niewspółczesnym. Nie jest to oczywiście zarzut – kilkadziesiąt lat temu projektanci samochodów mogli w kwestii designu pozwolić sobie na zdecydowanie więcej, niż obecnie. Samym kształtem Manta GSe nie różni się od swojego pierwowzoru, który wyjechał z fabryki na początku lat dziewięćdziesiątych. Szczegóły to jednak zupełnie inna historia.

Wyróżnia się przede wszystkim przedni pas, nawiązujący do zaprezentowanego niedawno Opel Vizora, który znalazł się w najnowszej generacji Mokki. W przypadku Manty GSe został on nazwany Pixel Vizor i jest niczym innym, jak dużym ekranem LED, na którym wyświetlane są różne komunikaty. LED-owe są także światła – zarówno przednie, jak i te z tyłu. Nowoczesność zawitała również do wnętrza pojazdu. Zamiast klasycznych zegarów mamy szeroki Opel Pure Panel, czyli dwa zintegrowane ekrany o przekątnych 12 i 10 cali. Zachowano za to wygląd kierownicy z oryginału, z układem trójramiennym i charakterystycznym, żółtym wskaźnikiem na górze. Zaskakującym elementem jest z całą pewnością mechanizm podnoszenia i opuszczania szyb – obsługuje się go bardzo tradycyjną korbką.

Co pod maską?

Skoro mówimy o elektromodzie, to za osiągi musi odpowiadać silnik elektryczny. I tak jest w istocie. Co ciekawe, został on umieszczony z tyłu – tak jak spalinowy w tradycyjnej Mancie. Jednostka rozwija moc 147 koni mechanicznych, oferując 225 nM maksymalnego momentu obrotowego. Energię dla silnika zapewnia litowo-jonowy akumulator o pojemności 31 kWh, co ma wystarczać na przejechanie około 200 kilometrów. Uwagę zwraca fakt, że owa moc jest przekazywana na koła za pomocą nie automatycznej, a manualnej, czterobiegowej skrzyni biegów (choć opcja automatyczna pozostaje wyborem).

Opel Manta GSe wygląda świetnie i z pewnością znaleźliby się klienci na tak oryginalny samochód, ale niestety szanse na to, że trafi do seryjnej (choćby niewielkiej) produkcji są minimalne. Na razie firma zdecydowała się na stworzenie tylko jednego egzemplarza.