Bożena Szwarc: Wzrasta liczba rozwodów, profesor Vetulani kilka lat temu uznał, że naszą przyszłością jest „seryjna monogamia”, czyli wchodzenie w kolejne trwałe, ale tymczasowe związki.

Tomasz Sobierajski: Określenie „seryjna monogamia” jest oksymoronem, ale w przypadku Polaków jest coś na rzeczy, bo większość z nas ma na koncie tylko jeden lub dwa poważne związki. Pierwsze romantyczne relacje zawiązujemy w szkole średniej lub na studiach. Niesieni miłością pobieramy się, a potem w co trzecim przypadku (lub w co drugim, jeśli ślub wzięliśmy przed 25 rokiem życia) rozwodzimy się. W ogóle mnie to nie dziwi. Ludzie się rozstają, bo każdy z nas się zmienia. Czasem potrafimy sobie z tą zmianą poradzić, a czasem nie. Ta młoda, radosna osoba, w której zakochaliśmy się za młodu, po 15 latach nie jest tym samym człowiekiem. Starzeje się, tyje, jest bardziej marudna, mniej o siebie dba. Naszym błędem jest to, że mamy tendencję do „zasiedzenia się” w związku. Myślimy, że jeśli już w nim jesteśmy, jeśli sobie coś przysięgliśmy, to tak już będzie zawsze. A może warto przypomnieć sobie tę przysięgę, która mówi: „zrobię wszystko, żeby moje małżeństwo było zgodne i trwałe”. Czy naprawdę robimy wszystko, żeby nasz związek trwał? Warto pamiętać, że po rozpadzie związku jesteśmy często dojrzałymi ludźmi, z określonymi wymaganiami. W większym mieście mamy spore szanse na znalezienie partnera, w mniejszym jesteśmy często skazani na samotność.

Wiek i miejsce zamieszkania mają znaczenie w kontekście trwałości naszych związków, ale warto wspomnieć też o tempie życia i zmianach, które zaszły w ostatnich latach. Kiedyś byliśmy w jednym długim związku, pracowaliśmy w jednym zakładzie pracy. Dziś współcześnie 30-40 latkowie żyją tak, jak kiedyś 20-latkowie. Nie muszą wchodzić w związki, śpieszyć się. Poszukują, sprawdzają.

Wiele zależy od tego, z jaką intencją wchodzimy w związek. Znaczna część osób robi to, bo tak wypada, tego oczekuje od nas kultura i społeczeństwo. Świat jest stworzony na parę i życie we dwójkę jest łatwiejsze, szczególnie z ekonomicznego punktu widzenia. Notabene, tym co coraz częściej nas mocno spaja w związku jest wspólny kredyt hipoteczny. Choć z drugiej strony, to właśnie pieniądze są główną przyczyną kłótni między partnerami.  Jednak badania pokazują, że to co nas najbardziej pcha w stronę związku jest miłość, czyli najmniej racjonalna pobudka, która nie jest gwarantem stałości związku. Blisko trzy na cztery małżeństwa ze wszystkich zawieranych na świecie, to małżeństwa aranżowane, z rozsądku. I często są to małżeństwa trwałe i szczęśliwe. A miłość… miłość to czysta, upojna chemia…

…która nie trwa wiecznie?

Tak, wystarcza nam na około 12-15 miesięcy. Natura pięknie to sobie wymyśliła. Bo jest to wystarczający czas na spłodzenie dziecka, ciążę, narodziny i przejścia związku w inny etap. Ale to był wymysł natury na setki tysięcy lat wstecz. W tej chwili to się nie sprawdza. Po burzy hormonów, opada nam z oczu miłosna zaćma i dostrzegamy, w kim tak naprawdę się zakochaliśmy. I albo przez to przebrniemy albo nie. Ludowe powiedzenie „widziały gały, co brały” w przypadku zakochanych w ogóle się nie sprawdza. Kiedy jesteśmy zakochani widzimy tylko same plusy!

ELLE MAN POLECA: Inny gatunek, czyli samotni (ale nie sami) z wyboru 

Dodatkowo często mylimy zakochanie z miłością…

Miłość to etap po zakochaniu. Jest duża różnica – nie tylko semantyczna - pomiędzy „byciem zakochanym” a „byciem kochanym”. Znam osoby, które kochają kogoś, są z tego bardzo dumne, obnoszą się wszem i wobec z tą miłością. Mówią: „Ja cię tak bardzo kocham”. Ale co z tego? Ten przekaz jest niesłychanie egocentryczny. Ja. Ja. Ja. Wolałbym usłyszeć: „Zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy, bo cię kocham”. Chcę, żebyś czuł się przeze mnie kochany, a nie wiedział, że JA cię kocham. Tą wiedzą na dłuższą metę nie nakarmię związku.

Co jeszcze jest ważne w związku?

Na przykład to, że nie musimy się we wszystkim zgadzać. Możemy mieć różnice zdań. Ale nie mogą to być głębokie podziały ideologiczne czy światopoglądowe. Bo tego – szczególnie podziału politycznego – żaden związek nie przetrwa. Warto, żebyśmy mieli wspólną pasję, taką którą sobie wspólnie wypracujemy, ale szanujmy też to, że druga osoba ma swoje hobby. 

Nie musimy żyć, jak przysłowiowe dwie połówki jabłka, które nie widzą poza sobą świata i innych ludzi.

Niesłychanie ważne jest to, żebyśmy – jak już wejdziemy w związek – nie rezygnowali z relacji, które mieliśmy wcześniej, przed związkiem. Mówię tu o relacjach przyjacielskich czy rodzinnych. One są nam potrzebne jak tlen i mogą bardzo pozytywnie wpływać na naszą relację. Nawiasem mówiąc, trzeba pamiętać, że wiążąc się z jakąś osobą nie wiążemy się tylko z nią, ale również z jej całą rodziną: matką, ojcem, rodzeństwem, babcią itd. Im wcześniej poznamy rodzinę, tym lepiej. To może nam bardzo dużo powiedzieć o człowieku, którego wybraliśmy sobie na życie. Obserwując relacje w rodzinie dowiadujemy się, jak blisko są ze sobą, jak okazują emocje, jakie rodzinne skrypty w tej rodzinie działają, czy bliscy rozmawiają ze sobą i jak rozwiązują konflikty. I tu warto powiedzieć o jeszcze jednej, być może najważniejszej rzeczy, która jest podstawą związku: o rozmowie. Według badań Polacy są mistrzami w tzw. „cichych dniach”. Większość z nas stosuje tę okropną metodę passive agressive w związku. To bardzo oddala. Rozmawiajmy, przegadujmy, wyjaśniajmy. Otwarcie, szczerze. 

Ale mężczyźni mają problem z rozmową…

Po pierwsze, to stereotyp. Nie chodzi tu o mówienie, przekazywanie informacji, do czego kulturowo lepiej są przystosowane kobiety, a o rozmowę. Jeśli popłyniemy na fali stereotypów, to mężczyzna, który mało mówi może być dużo lepszym rozmówcą, niż kobieta, która wyrzuca z siebie tysiąc słów na minutę. A po drugie, rozmowy można się nauczyć. Pary tworzą swoje własne scenariusze językowe, posługują się określonymi kodami. Związek kończy się wtedy, kiedy nie ma między nami szczerej rozmowy o tym co nas cieszy, boli, dotyka. Kulturowo dziewczynki przygotowywane są do tego, żeby mówić o emocjach, a chłopcy są w tym kierunku hamowani. Z tego powodu mężczyźni często potrzebują tzw. pytań szczegółowych.  

Szczegółowych czyli jakich?

Wyobraźmy sobie taką sytuację: mężczyzna przychodzi z pracy do domu i mówi: „Miałem dziś bardzo ciężki dzień”. Na co jego partnerka, przytula go i mówi: „Mój Misiaczku. Tak mi przykro”. Całuje go w policzek i odchodzi. Dla niej sprawa jest zakończona. Okazała mu wsparcie, bliskość, czułość i empatię. A on czuje się opuszczony i zostawiony. Z jakiego powodu? Bo, pokonując kulturę, powiedział, że jest mu ciężko, przyznał się do tego. Oczekiwał, że ona zapyta: „A co się wydarzyło? Z jakiego powodu miałeś ciężki dzień?”. Zatrzyma się przy nim chwilę i zada mu kilka szczegółowych pytań, które mu pomogą w wyrażeniu emocji, uczuć. On nie potrzebuje współczucia. Potrzebuje rozmowy. Wsłuchajmy się w to, co mówi do nas partner! Lub inna sytuacja: kobieta przychodzi z pracy do domu i opowiada, zdaje relację z tego, co się wydarzyło danego dnia; mówi: „…i powiedziałam Hance, żeby nie przejmowała się tak tym co mówi szef, odebrałam rzeczy z pralni i znów było drożej, a moja matka zadzwoniła i powiedziała, że nie przyjedzie na święta; boże, jaka ja jestem nieszczęśliwa…, to gdzie pójdziemy zjeść?”. I co słyszy jej partner? Ostatnie pytanie. Ignoruje ten ważny przekaz, który przemyciła w tym monologu. Słyszy ją, ale jej nie słucha. Słuchanie to sztuka – umiejętność skupienia, zatrzymania się na drugiej osobie, patrzenia w oczy, to uważność.

Jak mówisz o słuchaniu i pewnym rodzaju uważności, to przypominają mi się słowa naszej noblistki Olgi Tokarczuk o czułości.

I ta czułość nie polega na przytulaniu się, a na bliskości. Olga Tokarczuk tłumaczy czułość jako połączenie uważności z miłością. Bo nie wystarczy kochać, trzeba kochać mądrze, słuchać, mieć baczenie na druga osobę, odczytywać jej intencje, rozumieć co chce a czego nie chce. Czasami widzimy, że coś jest nie tak, więc zapytajmy. Nawet jeśli ta druga osoba nie chce rozmawiać, to nie obrażajmy się, zapytajmy co się stało, że nie chce rozmawiać.

W TEMACIE: Nobel dla Europejki, czyli o literackich zetknięciach z Olgą Tokarczuk

Ale czasami ktoś może nie chcieć rozmawiać i wtedy trzeba mu dać przestrzeń do tego.

Tak, ale wróćmy do tematu, nie zostawiajmy tego. Może za jakiś czas ta osoba będzie gotowa do tego, żeby o tym z nami porozmawiać. Zapytajmy: „Jeśli teraz nie chcesz o tym rozmawiać, to kiedy?”. Jako partnerzy mamy prawo wiedzieć, co się dzieje. 

Mówiąc o związkach, wspomniałeś o tym, że będąc z drugim człowiekiem, nie możemy rezygnować z siebie i bliskich wokół nas.

Warto pamiętać, że wchodzimy w związki już jako ukształtowani ludzie, mający określoną liczbę znajomych i przyjaciół. Na początek sprawdza się bezwarunkowa akceptacja do bliskich i przyjaciół drugiej osoby. To pomaga, tym bardziej, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że to nie muszą być nasi bliscy i nasi przyjaciele. W związku nie obowiązuje zasada, że moi przyjaciele są twoimi przyjaciółmi. Mogą być, ale nie muszą. Nic na siłę. To też duże wyzwanie dla przyjaciół. Czasem zachowujemy się tak, jakby związek miał zabić miłość albo przyjaźń - związek. Nic z tych rzeczy. Bądźmy dorośli! To są dwie różne przestrzenie. O obie warto dbać.

Skoro jesteśmy przy przyjaźniach, to nie możemy pominąć rozwoju technologicznego, roli mediów społecznościowych i olbrzymiej grypy znajomych w świecie wirtualnym, która ma przełożenie na rzeczywisty. I na związki. Powierzchowność i tymczasowość, które charakteryzują świat wirtualny wpływają na nasze relacje w świecie rzeczywistym?

Technologia daje nam narzędzia, z których skorzystamy mądrze lub głupio. Według mnie, te narzędzia bardzo pomagają, niezależnie od tego, z jaką intencją wchodzimy w związek. Jeśli to ma być krótka, okołoseksualna przygoda, to technologia, w tym media społecznościowe, dają nam ogromne pole do popisu. Nie od dziś wiadomo, że Facebook i Instagram to największe portale randkowe. A jeśli z założenia ma być to długi związek, to tu też technologia bardzo pomaga. Pozwala podkręcić temperaturę w związku, np. flirtując przy pomocy emotikonów, zdjęć, gifów. Albo utrzymywać bliski kontakt, dzięki wideorozmowom, kiedy kochankowie są daleko od siebie. Z drugiej strony nie łudźmy się. Jeśli ktoś chce nas zostawić, to zrobi to, niezależnie od tego czy jest zaznajomiony z technologią randkowania czy nie.

Co jest największym wyzwaniem w kontekście relacji damsko-męskich z perspektywy mężczyzn?

Słuchanie, o którym już wcześniej wspominałem. To sztuka, której się nie uczy w szkole (wręcz się ją zabija). Powinniśmy się w tym doskonalić. Słyszymy, ale nie słuchamy. Siedzimy w łazience, za zamkniętymi drzwiami i mówimy: „Mów kochanie, mów, jak cię słyszę”. A to zdanie przetłumaczone na język relacji brzmi: „Mów, kochanie, mów, ja cię nie słucham”. Boli, prawda?

Emancypacja kobiet, niejasny podział ról też nie ułatwiają mężczyznom życia?

Przyznam, że ja się jakoś mocno nad mężczyznami nie rozczulam w tej kwestii, bo jest jedna, prosta, harcerska zasada: „Orientuj się!”. Świat się zmienia. Zamiast się mazgaić i kurczowo trzymać starych schematów, ogarnij się, rusz tyłek i działaj.

A co z trzydziestolatkami, którzy chcieliby się ustatkować, ale nie potrafią?

To są mężczyźni typu Piotruś Pan, którzy nie szukają partnerki, tylko mamusi. Chcieliby gładko przejść spod skrzydeł matki biologicznej, pod skrzydła matki przybranej. I co ciekawe, znajdują takie kobiety. Jeśli obie strony są z tym szczęśliwe, to co nam do tego. Choć trudno mi uwierzyć w szczęście kobiety, która musi być odpowiedzialna za siebie, dzieci i za niego.

Zaczęliśmy naszą rozmowę od informacji o wzrastającej liczbie rozwodów. Czy Ciebie nie nastraja to pesymistycznie w kontekście przyszłości relacji męsko-damskich?

Jeśli związek się wypalił, ludzie są ze sobą nieszczęśliwi, to rozwód może być wybawieniem. Zróbmy sobie prosty matematyczny rachunek, co byśmy woleli: pięć szczęśliwych, krótszych związków czy jeden długi, ale nieszczęśliwy? Może warto, żebyśmy wyleczyli się z romantycznej wizji jednego związku na całe życie. Za długo żyjemy, żeby było to możliwe. Świat zmienia się bardzo szybko, a my wraz z nim. Z niektórych związków zwyczajnie wyrastamy. Jak z koszuli czy z płaszcza na zimę. A na miłość nigdy nie jest za późno. Przykładem jest mój tata, który zakochał się po 70-tce. I jest bardzo szczęśliwy w tym związku.

Czyli jednak seryjna monogamia, płynna nowoczesność?

Nie chciałbym, żeby ludzie traktowali te pojęcia i to, o czym rozmawialiśmy przed chwilą, jak łatwą wymówkę przed pracą nad związkiem i w związku. Nie chodzi o to, żeby mieć kilka związków, bo „takie są czasy”. Chodzi o to, żeby w tym związku, w którym jesteśmy, wykorzystać wszystkie szanse, które mogą sprawić, że nasz związek będzie szczęśliwy i trwały.

Bo bycie w związku to ciężka praca.

Tak. Czasem bardzo ciężka, czasem bardzo przyjemna. Ale nieustająca.

ZOBACZ: Jak być dobrym partnerem? Nie tylko w Walentynki

​---------

Bożena Szwarc - od kilkunastu lat związana z mediami. Obecnie sekretarz redakcji i producent sesji w magazynie ELLE MAN. Prywatnie miłośniczka literatury faktu, opery i muzeów. Wierzy, ze „życie jest sztuką” i warto się go uczyć każdego dnia. Z natury optymistka, nie narzeka na złą pogodę, w deszczu odnajduje muzykę, a w trudnościach dnia codziennego - wyzwania. Ciągły głód ciekawości świata i ludzi zaspokaja podróżami i rozmowami z ludźmi. Kiedyś więcej mówiła. Dziś uwielbia słuchać. I pytać. Dlatego pyta dla nas i w naszym imieniu. 

Tomasz Sobierajski - socjolog z zawodu i z pasji, badacz społecznych zjawisk i kulturowych trendów. Naukowiec 3.0 nie bojący się trudnych wyzwań i multidyscyplinaroności. Autor kilkunastu książek o sprawach ważnych. Wykładowca akademicki i akademik z ambicjami. Znakomity słuchacz oraz wnikliwy obserwator. Kustosz dobrych manier i trener poprawnej komunikacji. Apostoł dobrej nowiny i przeciwnik złych emocji. Z zamiłowania sportowiec i podróżnik. Wegetarianin, cyklista i optymista. Nowojorczyk z duszy, berlińczyk z miłości i warszawianin z wyboru.