Gdy pierwszy raz je zobaczyłem, nie mogłem wydusić z siebie słowa. Totalnie zaniemówiłem kiedy rzucił mi się w oczy mocny, błękitny kolor, który idealnie pasował do tego Lambo. Z drugiej strony nigdy nie widziałem samochodu tej włoskiej marki w takim wydaniu, więc mocno się zaskoczyłem, ale jak najbardziej pozytywnie. Pomarańczowe elementy podkreślały wyścigowy charakter STO. Całość przypominała groźnego rekina, który szykuje się do polowania, a wszystko za sprawą ogromnego skrzydła z wielkim dolotem powietrza, umieszczonym na dachu.

„Wyścigów nie wygrywa się na prostych”

Osiągi są oszałamiające. 640 koni i 3 sekundy do setki robią wrażenie. Są Huracány, które do setki przyśpieszają w 2,9 sekund, ale wyścigów nie wygrywa się na prostych. Tak powiedział szef Lamborghini, Piotr Jędrach , z którym miałem przyjemność porozmawiać, ale o tym później. Samochód ma napęd tylko na tylną oś, więc do jego opanowania potrzebne są naprawdę wielkie umiejętności. Moc jest przekazywana za pomocą 7-biegowej, dwusprzęgłowej skrzyni biegów, którą w wybranym trybie jazdy, można obsługiwać tylko manetkami, które swoją drogą są świetne. Czuć w nich wyścigową nutkę, a odskok manetki po zmianie biegu, można porównać ze strzałem z wydechu. FENOMENALNE uczucie.

Dodatkowo w ramach ciekawostki można zamówić sobie specjalną, wyścigową kierownicę na tor oraz profesjonalny kask wyścigowy. Niezły bajer, co?
Na zdjęciach widać bardzo dużo przetłoczeń i wlotów powietrza. To nie ma nic związanego z design’em auta. Wszystko to jest skonstruowane tak, aby samochód był jak najbardziej dociśnięty na drodze, a powietrze chłodziło różne części auta w celu zapewnienia najlepszych osiągów, nawet podczas najbardziej ekstremalnej jazdy. Dzięki zastosowaniu karbonu w 75% elementów, STO jest lżejszy o 83 kilogramy od Huracána EVO. Całkowita waga STO to tylko 1339 kilo. W połączeniu z fantastycznym silnikiem to auto na torze będzie czynić cuda.

Jak już wspomniałem, to auto nie służy do ścigania się na prostych odcinkach, tylko do pokonywania zakrętów w zawrotnym tempie. Dlatego dział aero w Lambo zadbał, aby każda struga powietrza sprawiała, że to auto będzie jechało jak przyklejone. Tylne skrzydło też wykonuje swoją pracę. Powietrze, które przechodzi przez dach i trafia do wielkiego dolotu, jest przekazywane do skrzydła, co jeszcze bardziej zwiększa docisk pojazdu oraz do innych elementów auta w celu zapewnienia odpowiedniego chłodzenia. Wszystko przez inżynierów zostało dokładnie przemyślane.

Design robi wrażenie!

Na początku miałem trudności z dostaniem się do auta, ponieważ jest to bardzo nisko osadzony samochód. Ale już po kilku próbach wsiadanie nie sprawiało większych problemów. Już w samym wnętrzu można poczuć się jak w typowej wyścigówce. Mocno obejmujące, kubełkowe fotele są fantastyczne. Twarda i obszyta zamszem kierownica perfekcyjnie trzyma się w dłoniach i sama prosi się szybką jazdę po torze. Oczywiście wokół kierownicy nie znajdziemy żadnych przełączników do wycieraczek i kierunkowskazów. Wszystko znajduje się na kierownicy. Jest to bardzo popularne rozwiązanie w tego typu autach i potrzebny jest czas na przyzwyczajenie się do takiego układu. Na torze nie zwrócimy na to uwagi, ale codziennej jeździe po mieście możemy mieć na początku problemy. Wiadomo, człowiek do dobrego szybko się przyzwyczaja i myślę, że w takim samochodzie, nikomu nie będzie to przeszkadzało.

Design środka jest typowy dla marki. Wyświetlacz na środkowej konsoli służący do obsługi wszystkich funkcji auta jest dotykowy. Charakterystyczny jest także zapłon. Trzeba podnieść czerwoną osłonę i pod nią znajduje się przycisk do odpalenia tego potwora. Cała procedura wygląda jak w odrzutowcu. Trzy piknięcia i rozbrzmiewa ryk wolnossącego silnika V10. Cudowna sprawa. Naprawdę, Lamborghini wie jak rozbudzić zmysły.
Wirtualny kokpit zmienia swój wygląd w zależności od wyboru trybu jazdy. A, właśnie. Do dyspozycji mamy trzy tryby jazdy. Najbardziej hardcorowy jest oczywiście STO. Pozostałe to Trofeo i Pioggia, które są bardziej ludzkie, ale nie zmienia to faktu, że w każdych ustawieniach jest to niesamowity bandyta.

Kilka tematów z szefem Lamborghini

Podczas prezentacji samochodu miałem przyjemność poruszyć kilka tematów o włoskiej marce z jej szefem w Polsce, Piotrem Jędrachem. Na początku zapytałem o F1, czy Lambo myślało o dołączeniu do tej grupy motorsportu. Szef Lambo jasno określił stanowisko:

Na razie nie mamy oficjalnych informacji na temat wejścia do F1. Bez oficjalnego stanowiska nie jestem w stanie określić szans na dołączenie. Lamborghini ściga się w innych ważnych kategoriach wyścigowych i na ten moment to w zupełności wystarczy.

Następną kwestią, o której dyskutowaliśmy było stworzenie w pełni elektrycznego modelu. Tutaj również Piotr Jędrach określił się jasno:

Elektryczny samochód nie pasuje do charakteru marki. Na razie staramy się utrzymać wolnossące silniki V10 i V12 w naszej gamie. To jest priorytet.

Udało się również zapytać o przyszłość Huracána. W tej sprawie są przypuszczenia, że STO nie będzie ostatnią odmianą tego modelu, więc możemy liczyć, że w przyszłości pojawi się kolejny. Jestem bardzo ciekawy na co mogą jeszcze wpaść inżynierowie w Lamborghini. Podobno pole manewru jest nieograniczone!

Z niecierpliwością czekamy, również na następcę legendarnego Aventadora. Będzie to auto oparte na podobnej płycie co dotychczas ale na pewno będzie nosiło inną nazwę. O design się nie martwię, bo projektanci z Włoch znają się na swojej robocie. I na pewno przygotują coś spektakularnego. Oby udało się pozostać przy V12.

Podsumowanie

Ten konkretny prezentowany egzemplarz kosztował 1,8 mln złotych. Bardzo drogie auto, ale warte każdej złotówki. Oczywiście wszystkie są już sprzedane a na nowego, skonfigurowanego pod siebie STO, trzeba poczekać rok. Mam nadzieje, że już po oficjalnej premierze tego auta, uda się wybrać na jakieś jazdy testowe i sprawdzić możliwości tego auta na torze. Samochód przepiękny, robiący piorunujące wrażenie. Jego zadziorna linia, kolor i torowy wygląd sprawiają, że czujesz ciarki na ciele. Naprawdę Lamborghini wykonało kawał dobrej roboty projektując Huracana STO. Z niecierpliwością czekam, aż będziemy mogli zobaczyć pierwsze STO na polskich drogach!