Timothee Chalamet znany jest z tego, że w swoich kreacjach na różnych galach redefiniuje podejście do stroju wieczorowego – ubiera cekinowe bluzki z kapturem od Louis Vuitton czy niesamowity garnitur od Stelli McCartney w kolorze magenty. Jednak aktor przez ostatnie kilka lat przyzwyczaił nas do tego, że doskonale wie, jak się ubierać właściwie na każdą okazję, niezależnie od tego, czy jest to wydarzenie typu black tie, czy po prostu wycieczka na zakupy do Nowego Jorku.

Wystarczy spojrzeć na jego ostatnie zdjęcie z ulic największego miasta Stanów Zjednoczonych. Nie odnajdziemy tutaj nic ekstrawaganckiego, czegoś, co bardziej pasuje na wybiegi, aniżeli na co dzień. Mamy proste szare dresy, białe sneakersy i czarną wiatrówkę od Prady. Chalamet zdaje się zresztą lubić Pradę, bo to nie pierwszy raz, gdy przechadza się w ciuchach tej włoskiej marki. Odpowiednią dawkę stylowości nadają aktorowi okulary przeciwsłoneczne. Facet czuje miejski luz tak samo dobrze, jak jest jego starszy kolega po fachu, czyli Brad Pitt.

ZOBACZ TEŻ: Brad Pitt w zimowej stylizacji z Nowego Jorku to pean na cześć miejskiego luzu

Co więcej, taka powściągliwość jest godna pochwały, bowiem Chalamet mógłby ubierać się w sposób, jaki robi to na galach filmowych. Tym samym funkcjonowałby podobnie do Jareda Leto, który uwielbia zadziwiać swoim strojem. Ba, to Harry Styles bywa na ulicy bardziej ostentacyjny od gwiazdy „Tamtych dni, tamtych nocy”. Ale Chalamet nie bez powodu uznawany jest za najlepiej ubranego mężczyznę świata. 24-latek po prostu zawsze znajduje odpowiednie rozwiązania.