Samo-wiążące się buty od Nike i Pumy

Najpierw do walki o „leniwego klienta”, któremu nie chce się schylać, żeby związać sznurówki, przystąpiła marka Nike, która w grudniu zeszłego roku ogłosiła, że planuje wprowadzić na rynek model Nike HyperAdapt 1.0, który miał zaskakiwać nie tylko futurystycznym wyglądem, ale przede wszystkim samo-wiążącymi się sznurówkami. Sznurówki te, choć widoczne, po włożeniu nogi do buta, mają dopasować się do jej kształtu - zacisnąć się na niej tak, aby chodziło (i biegało) nam się wygodnie i bezpiecznie. Projektanci tego modelu nie ukrywali, że inspiracją dla nich były buty, w których chodził Marty McFly w „Powrocie do przyszłości II”. Teraz ten sam film obejrzeli najwyraźniej projektanci Pumy, którzy pokazali właśnie swój model samo-wiążących się sneakersów spod znaku dzikiego kota. Tak właśnie wyglądają buty przyszłości!

Puma Fi trainers - jak to działa?

Puma Fi trainers, bo o tym modelu mowa, to najnowszy model butów od Pumy, w którym wiązanie i luzowanie sznurowadeł możliwe jest poprzez naciśnięcia guzika umieszczonego na przedzie buta. Jak to dokładnie działa? Wystarczy przesunąć guzik w górę, aby zawiązać but, a następnie w dół, żeby poluzować sznurówki. Rozwiązania to możliwe jest dzięki systemowi czujników, który rozpoznaje kształt stopy i dopasowuje do niej moc wiązania. Dla wyjątkowo leniwych dostępna ma być także specjalna aplikacja, dzięki której wiązaniem butów będzie można sterować bez zbędnego schylania się. Co jednak ciekawe, Puma Fi trainers mają najlepiej sprawdzić się wśród sportowców, którzy uprawiają lekką atletykę lub bieganie.

Samo-wiążące się buty - kiedy na rynku?

Marka zapowiedziała, że Puma Fi trainers mają trafić na rynek w 2020 rok. W tym roku Puma planuje je jednak porządnie przetestować wśród fanów biegania i zaawansowanej technologii. Marka ogłosiła nawet nabór na testerów na tym polu. Do programu można się zgłosić za pomocą aplikacji Pumatrac, dostępnej zarówno na iPhony, jak i telefony z Androidem. Stąd nasze pytanie, czy są tu jacyś zagorzali fani „Powrotu do przyszłości”? Ręce (i stopy) do góry!