PIERRE AULAS: Od razu powiem, że urodziłem się w rodzinie, w której perfumy nie miały jakiegoś nadzwyczajnego znaczenia. Tak naprawdę zacząłem je tworzyć przez przypadek.

Jak więc się zaczęło?

Pracowałem dla firmy kosmetycznej i wspólnie z nosami wybierałem zapachy, które będą pasować do produktów marki. Jeden z nich powiedział mi kiedyś, że jestem bardzo wyważony w tych wyborach i choć nigdy się tego nie uczyłem, mój zmysł węchu nigdy nie zawodzi. Więc wyjechałem na południe Francji, aby uczyć się zapachów. 

Myślałem, że opowiesz o młodym chłopcu, który usłyszał historię Grenouille’a i zapragnął stworzyć najpiękniejszy zapach na świecie... 

Myślisz, że chciałbym zostać mordercą? 

Chodzi o obsesję, którą są w tej opowieści zapachy.

Przez ponad 20 lat mojej kariery nikt nie powiedział mi, że został twórcą perfum pod wpływem „Pachnidła”. Ta książka jest fantastyczna, a historia w niej opowiedziana – niesamowita. Ma jeden minus – jest nieprawdziwa, to tylko fantazja. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał się stać jej bohaterem. 

Może nikt nie spróbował?

To, co on robił, jest niemożliwe. Nawet jeślibyś chciał zrobić perfumy z człowieka, nie można wydestylować zapachu ze skóry. Poza tym seksualność obu płci zaczyna się w mózgu, tylko zwierzęta opierają swoje relacje na feromonach. My, w wyniku ewolucji, zatraciliśmy tę umiejętność.

Jak stworzyć perfumy, które kocha wielu?

Nie ma „wygranych” zapachów i chyba niemożliwe jest stworzenie absolutnego numeru jeden, zwłaszcza gdy wszystkie firmy starają się zdobyć rynek. To bardzo często kwestia szczęścia i zrobienia perfum we właściwym momencie. Zawsze staram się stworzyć zapach, który pasuje do DNA marki.

Musisz sporo się napracować, ludzie zwracają teraz uwagę na zapachy.

Tak, a to łączy się z ogromną sprzedażą, z pojawieniem się sieci perfumeryjnych. Kiedyś istniały tylko malutkie sklepy z perfu- mami. Pracowali w nich specjaliści, którzy „tłumaczyli” zapach. A teraz? Wchodzisz do olbrzymiego sklepu, wybierasz flakony, które widziałeś w reklamie, wąchasz i kupu- jesz lub szukasz dalej. Dziś perfumy muszą mówić same za siebie, to zmienia rynek. 

Co jest teraz modne?

Zapachy natury, dzięki trendowi na weganizm. Mam wrażenie, że świat perfum stał się ostatnio mniej kreatywny. Ja stworzyłem jeden z bardziej niespotykanych zapachów dla Mugler – „Alien”, a ta marka od zawsze tworzy coś odmiennego. Gdy patrzy się na światowy rynek, widać, że jest zbyt dużo rzeczy, które pachną tak samo.

Wyznacznikiem sukcesu jest inność?

Kiedy 25 lat temu pokazaliśmy światu zapach „Angel”, różnił się on od wszystkiego, co było wtedy dostępne na rynku. To zapach dla smakoszy. Nie pachniał kwiatkami, jak większość perfum dla kobiet. Niektórzy mówili, że nie pachnie jak perfumy, i wróżyli nam szybki koniec. A on wciąż wymieniany jest na listach bestsellerów.

Zapach jednocześnie kochany i znienawidzony.

Tak, ale to oznacza, że masz odwagę, a nawet czelność, zrobić coś, czego nikt się nie spodziewał. To coś zupełne innego niż „tani” zapach.

Ten da się wyczuć od razu.

Zapach jest trochę jak definicja elegancji. Jeśli kobieta wybiera tani zapach, prawdopodobnie myśli, że jest dla niej stworzony, idealny. Inna osoba podchodzi i myśli sobie: „Boże, jakie to nieeleganckie”. Pewien francuski projektant mawiał: „Nie stwarzaj złych rzeczy, bo ktoś może je kupić!”.

Niedawno wprowadziliście na rynek męską wersję zapachu „Alien”. Znów poszliście na przekór?

W modzie są teraz zapachy przypominają- ce pierwsze wody po goleniu. Mężczyźni nie są tak otwarci na nowości i wolą coś, co już znają. „Alien Man” to orientalno-drzewne perfumy, są bardzo odmienne. Użyliśmy w nich m.in. anyżu, lawendy, drewna kaszmirowego, osmantusa i wanilii.

Trudno zainspirować się do zrobienia czegoś nowego, odmiennego?

Poza obserwowaniem tego, co marka modowa prezentuje na wybiegu i w kampaniach, mam inne zajęcia, które pozwalają mi patrzeć szerzej. Śpiewam operowo, a także tworzę rzeczy z ceramiki. To pomaga nadawać zapachom zupełnie nowe barwy.

Esencje zapachowe i nuty mają coś wspólnego?

Chodzi o emocje. Kiedy śpiewam, widzę, że ludzie to przeżywają. Podobnie z perfumami – nie mogą pozostawiać kogoś obojętnym.

Co najbardziej rozpala zmysły?

Wielu ludzi płacze przy muzyce, ona przy- pomina o wielu momentach. Wzrusza bardziej niż zapach.

To właśnie jest piękno?

Myślę, że to bycie w zgodzie ze sobą i odczuwanie spokoju, poczucie wolności. Ten rodzaj balansu to właśnie piękno.

Materiał ukazał się w magazynie ELLE MAN 1/2019.