Jest to swoisty paradoks. Netflix jest najpopularniejszym serwisem streamingowym na świecie, ale nie ma ostatnio najlepszej passy. Według wyników finansowych za III kwartał 2019 roku, zadłużenie Netflixa wzrosło do 15 mln dolarów. Są to głównie pożyczki na nowe, oryginalne produkcje, które w przyszłości pojawią się na platformie. W ogólnym rozrachunku wzrost przychodów w tym kwartale wyniósł 31 proc., a zysk netto to 665 mln dolarów.

Brzmi to pozytywnie, ale problem w tym, że firma nie wzrasta już tak szybko. Na niektórych rynkach Netflix ma już niemałe problemy ze subskrybentami. Po prostu zaczyna ich tracić. Stąd pojawił się pomysł na ograniczenie dostępu do konta. Greg Peters, szef Netflixa ds. produktu, cytowany przez różne media, twierdzi, że firma zauważa wyraźne straty w dochodach z powodu współdzielenia konta.

ZOBACZ TEŻ: „Dom z papieru” doczeka się 5. sezonu! Kiedy premiera?

To może oznaczać, że serwis będzie próbował utrudnić życie osobom, które korzystają z jednego konta, ale nie mieszkają w jednym gospodarstwie domowym. Czyli jeśli ktoś dzieli konto ze znajomymi czy rodziną mieszkającą w innym mieście. Peters powiedział, że serwis szuka rozwiązania, które nie zirytuje obecnych użytkowników i przy okazji zachęci do zakładania swoich własnych kont. Póki co nie znamy szczegółów nowej strategii Netflixa.

Przypomnijmy, że obecnie można stworzyć do 5 profili na każdym koncie. W zależności od zakupionego planu Netflix blokuje możliwość oglądania filmów lub seriali na wielu urządzeniach jednocześnie. Najdroższy pakiet daje nam możliwość oglądania na 4 różnych urządzeniach korzystając z jednego konta.

To wszystko wygląda jak wygląda. Netflix zapewne czuje oddech konkurencji. Jest przecież już Disney+, który w USA jest tańszy od Netflixa i oferuje cztery równoległe strumienie dla dowolnego konta w jakości 4K. Co więcej, na jednym koncie może być aż 7 profili. To musi dawać do myślenia włodarzom Netflixa. Oby tylko nie wymyślili czegoś, co będzie niekorzystne.