Wprowadzana przez rządy poszczególnych krajów obostrzenia – dla jednych słuszne, dla innych mniej – mają spore konsekwencje dla działalności biznesów z wielu branż. Najbardziej cierpią szeroko pojęte branże turystyczna i gastronomiczna, które nie są w stanie normalnie funkcjonować. Restauracje mogą sprzedawać jedzenie na wynos i dowóz, ale kawiarnie znalazły się w szczególnie trudnym położeniu. Zwłaszcza te, które funkcjonują w miastach mocno nastawionych na turystów.

Jedną z nich jest Caffe Florian. Jeszcze do niedawna była jednym z najpopularniejszych miejsc w Wenecji – zarówno z powodu bogatej historii, jak i jednego z najbardziej prestiżowych adresów w mieście (Plac Świętego Marka 57). Niedawno lokal obchodził okrągłą, 300. rocznicę działalności, ale jego obecni właściciele bynajmniej nie mieli się z czego cieszyć.

Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby utrzymać firmę przy życiu. Pracujemy nad tym, aby pozostać otwartymi tak długo, jak to możliwe. Na razie nie mamy żadnych perspektyw, nie znamy nawet daty ponownego otwarcia. Martwimy się o przyszłość. Jeśli kawiarnia jest zamknięta, znika nie tylko kawa, ale kawałek Wenecji

– powiedział Marco Paolini, który zarządza Caffe Florian. Zgodnie z podanymi przez niego informacjami, kawiarnia nie otrzymała żadnego wsparcia od włoskiego rządu od początku pierwszego lockdownu.

Biorąc pod uwagę status kawiarni trudno się spodziewać, żeby rzeczywiście miała zakończyć na zawsze swoje funkcjonowanie. Mówimy wszak o miejscu, które odwiedzali znani i lubiani (możliwość wypicia kawy w tym samym stoliku, przy którym robił to kiedyś Ernest Hemingway działa na wyobraźnię), a także kręcono filmy (między innymi „Utalentowany pan Ripley”). Nie zmienia to jednak faktu, że los tego lokalu (oraz wielu innych) jest zdecydowanie nie do pozazdroszczenia.