Można śmiało powiedzieć, że wielu z nas długo nie zapomni tego, jak wyglądał Ezra Miller podczas tegorocznej Met Gali. Pokazał się tam w stylizacji, która była zdecydowanie najbardziej kampowa i psychodeliczna. To wszystko za sprawą niesamowitego makijażu, który wprowadzał optyczny zamęt u obserwatora. Rzecz jasna nie był to pierwszy raz, gdy aktor zaszalał na czerwonym dywanie. Podobne rzeczy robił chociażby podczas trasy promocyjnej do filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”.

CZYTAJ TEŻ: Najlepsze męskie stylizacje na MET Gala 2019: Harry Styles, Jared Leto, Rami Malek, Richard Madden

Teraz Miller znowu przypomniał o sobie za sprawą kolejnej oryginalnej stylizacji. Pojawił się we wtorek w Korei Południowej na wydarzeniu organizowanym przez markę Urban Decay, której jest ambasadorem. Jak się można było spodziewać, aktor nie porzucił swoich eksperymentów ze stylem.

Miller ubrał się w sukienkę w różnorakie wzory, czarne szorty, kolorową patchworkową kurtkę i torebkę Coacha, którą pokrywają nadruki wykonane we współpracy z artystą Kaffe Fassettem. Na tym jednak się nie skończyło, bowiem całą stylizację uzupełnił sznurowanymi butami na koturnie sięgającymi niemal do kolan (!), ustami pomalowanymi na czerwono, cieniami do powiek i brokatem oraz eyelinerem. Niezłe szaleństwo!

Jak przystało na ikonę stylu, Miller nie tylko przekroczył modowe granice w swojej nowej kreacji, ale przede wszystkim idealnie zobrazował pojęcie „gender fluid”, które można tłumaczyć bezpośrednio jako „płeć płynną”. Z jednej strony wyglądał jak dawne gwiazdy glam rocka czy new romantic (patrz: David Bowie), a z drugiej strony jak męska wersja dominy. A jak doskonale wiadomo, osoby będące płynne seksualnie zmieniają postrzeganie swojej płci w zależności od swoich potrzeb czy kontekstu. W tym aspekcie mało kto z Millerem może się równać.