Błoto

Dwa lata temu, na letniej trasie septetu EABS, nominowanego do Fryderyków za świetny jazzowy debiut „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)” wypada dzień wolny, czworo z muzyków przerywa ten leniwy czas i zupełnie bez ciśnienia, z chęci wspólnego grania nagrywa album „Erozje". Ten jazz mocno poszukuje, wędrując po innych gatunkach, obszarach odmienności. Łączy się z brudnymi hip-hopowymi dźwiękami, jest nieco ciężki, zbuntowany. Dotyka się tu ziemi, która na naszych oczach, przez nienawiść, złe energie, podziały i niezgodę ulega tytułowej erozji. Dotyka się przez muzykę czarnych ziem, kałuż, gliny, by chwilę później zasadzić na niej dorodny „Kwiatostan", album rewers, na którym rozwijają pąki rave’owych parkietów lat 90. i elementów funku. Jest najlepszy polski jazz od lat!

„Halka" reż. Mariusz Treliński, Teatr Wielki

Treliński sprawnie wychodzi z dziewiętnastowiecznego spojrzenia na Halkę, ubiera ją we współczesny kostium osadzony w latach 70. Bawi się scenami budując kadry będące niemal jak z filmów Paolo Sorrentino. Zabija tym samym góralszczyznę, naszą ludowość, tożsamość, którą i tak już dawno sprzedano na Krupówkach za zdjęcie z wypchanym białym misiem. Dziś prawdziwych górali już nie ma. I pięknie widać to w scenie, kiedy przez moment pojawiają się ich widma, dziady. To wielkie wesele współczesnych elit pełne podziałów, zaściankowości i naszych ułomności.

Hotel Nobu

Najważniejsze w Polsce miejsce do celebrowania czasu, bo w Nobu luksusem jest czas. Wszystko w zgodzie z harmonią, tradycją najlepszej japońskiej sztuki aranżowania wnętrz oraz jazzem, którym wypełnia się wszystkie kąty, do tego we wnętrzach wypełnionych drewnem i pozbawionych obrzydzającej mnie zawsze wykładziny znajdziemy sztukę chociażby od samego Piotra Uklańskiego. To miejsce, któremu jak się zaufa otrzyma się wyrafinowany smak życia, inaczej 私を信じて. Do Nobu warto przyjść po czas, utracony, zakurzony. Warto też przyjść, żeby zjeść na śniadanie wyborne Donburi z ikrą łososia.

Mikołaj Grynberg „Poufne"

W tej książce Grynberg zapisuje zdanie jakże aktualne: „Polska jest krajem, który gdy zechce, potrafi poświęcić część swoich obywateli". Autor powraca do nas z wyborną opowieścią o żydowskiej rodzinie, pełnej przeróżnych postaci i tym samym historii. Zaprasza nas do stołu, przy którym zasiadają różni członkowie rodziny, by opowiedzieć to na co mają ochotę. Historie te są krótkie, lekkie, momentami zabawne jak chociażby opowieść o przygotowanym na obiad smażonym gównie. Daleko pisarzowi do rozliczania i przelewania łez. To portret rodzinny we wnętrzu codzienności, w którym takie problemy jak szkolna wywiadówka, ucieczka chłopca do kina mieszają się z kolejną śmiercią i brutalną historią przodków.

„Woyzeck" reż. Piotr Cieplak, Teatr Narodowy

Niewiele w Polskim teatrze mogliśmy zobaczyć w tym roku, niewiele też mnie dotknęło tak jak teatr Piotra Cieplaka, zresztą nie po raz pierwszy reżyser doskonałego, niesłusznie zdjętego z afisza „Elementarza" czy wciąż we mnie tkwiącego „Albośmy to jacy tacy" skradł moją duszę. Duszę świata, która podobnie jak w spektaklu na podstawie tekstu Buchnera cierpi, boryka się z melancholią i sypię kawałek po kawałku. Tutaj wygrał zespół, a taki dzisiaj niełatwo!

Crafted Scent By Molehill

Jeśli szukać gdzieś uczciwego podejścia do rzemiosła w tym kraju to u twórców Molehill Goods. Na 5. urodziny swojej pracowni, w której powstają i skórzane torby i można kupić najlepszą młodą polską sztukę, przygotowali dla nas zapach. Crafted Scent gromadzi w sobie nietypowe połączenia, pełne kontrastu; od słodkiej wanilii, po mocną czarną porzeczkę, od żywicy po delikatny jaśmin, a to wszystko przyprawione gałką muszkatołową. Z tego dymnego zapachu, stworzonego z naturalnych olei wyłania się zaproszenie do raju wolności, gdzie tworzenie, dotykanie i obwąchiwanie się ze sztuką daje nam świeży oddech, pobudza nas, napędza, łechta. To opowieść jak istotne w  życiu jest spotkanie, a dalej wymiana myśli i tego nam teraz potrzeba najbardziej. Ten zapach to skóra, w której będziecie chcieli żyć!

„Soroczka" Angelika Kużniak 

Autorka zaprasza nas do niełatwej rozmowy. Rozmowy o śmierci, która szczególnie w tym czasie, która szczególnie w okolicach zaduszek, dziadów wydaje się jakże istotna, potrzebna, konieczna. Te rozmowy dla wielu mogą być nie do przejścia, dzisiaj boimy się śmierci, jak komentuje jedna z bohaterek "Soroczki": "Śmierć już nie jest tym, czym była. Ludzie psują dziś nawet umieranie. Udają, że śmierci nie ma." A ona jest i czekają na nią bohaterowie tego wybitnego reportażu, który czyta się jak najlepszą poezję. Reportażu pełnego magii, czarów, zapachu białej szałwi i cygańskiego ziela.  To też opowieść o miłości, bo jak mówi jedna z rozmówczyń: "bo kiedy wokół tyle śmierci, to człowiek pragnie czegoś pięknego." I to piękno z tą kobietą zostało do końca, mimo, iż jej ukochany zginął na wojnie, mimo iż mówił "zbudujemy dom w wolnej Polsce," ona odpowiadała mu: "Latem świat na oścież otwarty, sady, łąki, pola, las. Po co nam dom? Wystarczy niebo nad głową".

„We are Sent Here by History” Shabaka and The Ancestors 

To czyste złoto, pełne spiritual jazzu i duchów afrykańskich przodków, a zarazem nostalgiczna opowieść o końcu naszego gatunku i upadku cywilizacji. Najlepsza płyta tego roku zlepiona z wibrafonów, kontrabasu, saksofonu altowego, perkusji i śpiewu unoszących się dusz doprawiających w pełni księżyca szamańskie rytuały. To jest mój kosmos!

„August Zamoyski. Myśleć w kamieniu” Muzeum Literatury 

Jedna z najciekawszych wystaw w stolicy ostatnich miesięcy, która prezentowała po raz pierwszy tak obszernie dorobek jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy, tworzącego przede wszystkim we Francji i Brazylii. Na wystawie w tym m.in.: szkicowniki i intymne dzienniki, korespondencja z wybitnymi postaciami epoki, pamiątki zarówno osobiste, jak i np. XIX-wieczne rękopisy Ferenca Liszta i Roberta Schumanna, zdjęcia z nieznanego dotąd archiwum fotograficznego, dokumentującego karierę i eksperymenty teatralne Rity Sacchetto, rewelacją był także odnalezione w archiwum i przygotowane do prezentacji filmy kręcone przez Augusta Zamoyskiego z udziałem m.in. Witkacego, Artura Rubinsteina, a także te rejestrujące sceny z życia paryskiej bohemy na Montparnassie z udziałem m.in. Louisa Marcoussisa, Alicji Halickiej, Maxa Jacoba, Mojżesza Kislinga, Adolfa Loosa, młodego Marca Chagalla czy tańczącą w paryskim zaułku Jacqueline Goddard.

„Nędznicy" reż. Ladj Ly 

Obraz francuskiego debiutanta kończy cytat z monumentalnej powieści Wiktora Hugo: "Nie ma złych roślin i nie ma złych ludzi. Są tylko źli ogrodnicy". Podobnie jest w miejscu, o którym opowiada reżyser, to paryskie przedmieścia Saint Denis, w których nienawiść, agresja i podziały są codziennością. Ly tworzy fantastycznie prowadzoną, przemyślaną, trzymającą nas za gardło opowieść, w której brak podziału na dobro i zło, w której każdy jest katem i ofiarą. Zagrana do bólu prawdziwie opowieść to mocny, bolesny, potrzebny policzek dla wszystkich tych, którzy uważają, że na świecie nic złego się nie dzieje. No i dla wspominanych ogrodników...

Jassmine

To nie jest klub, to nowe serce Warszawy, które dodaje do naszej rzeczywistości sporą dawkę wolności i odpowiedniego napędu. Tutaj trochę jak w Petersburgu oddycha się i żyję w „wnie" czyli wiarą w to, że można budować swój świat niezależnie od tego w jakim miejscu i dziwnej rzeczywistości się żyję. To miejsce ze snu, gdzie językiem, dźwiękiem i mową jazzu można doznać ogromnych rozkoszy. To jest ogród rozkoszy ziemskich.

Mini Tajfuny 

Seria, od której jestem już uzależniony, jak ci chłopi, którzy biesiadują pod drzewami i piją sake świętując kwitnienie wiśni. W tym skiążeczka, która skradła w tym roku moje serce, mini-opowiadania, całkowicie nieznanego w Polsce japońskiego pisarza Motojiro Kajii, który rozpoczął swoją przygodę z pisaniem w momencie, kiedy cesarz Hirohito w 1926 roku objął tron Japonii. W "Cytrynie” z olbrzymią precyzją  przedwcześnie zmarły autor szlifuje każde zdanie, by w tej kruchości słów opisać o najskrytszych emocjach jak chociażby w "Pieszczotach": „Od dziecka na samą myśl o kocich uszach ogarniało mnie nieprzeparte pragnienie, by przebić je szczypcami do kasowania biletów”. Jest on potężny, a ja mogę czytać te zdania po wielokroć!

„Roisin Machine” Roisin Murphy 

Cała płyta nawiązuje do ekstatycznej zmysłowości, przełomowego utworu Donny Summer „I Feel Love”, który do dziś uważany jest jako kamień milowy muzyki house i techno, ale inspiracji z repertuaru Donny Summer znajdziemy tu całą masę chociażby w otwierającym "Simulation" nawiązującym do przepełnionej stękaniem kompozycji "Love to Love You Baby" z 1975 roku. Każda piosenka u Roisin wtapia się w następną tworząc udaną  reakcję. Jest tanecznie, energicznie, jest funk, disco, house i wszystkie elementy dyskotekowego, błyszczącego się szaleństwa.

“Rachted” Ryan Murphy

Serial o pielęgniarce Mildred Ratched, która w 1947 roku zjawia się w szpitalu psychiatrycznym w Północnej Kalifornii. Szpitalu Dr Richarda Hanovera, w którym prowadzi się niepokojące eksperymenty na ludzkich umysłach... Twórcy serialu brawurowo żonglują formą; kostiumy, scenografia, każdy rekwizyt, muzyka są tutaj smakowitym kremowym ciastkiem. Cytuje się Hitchcocka, bawi klasykami od "Lśnienia", "Mildred Pierce", „Czarnoksiężnika z krainy Oz" po "Milczenie Owiec".

„Moja kuchnia pachnąca bazylią" Tessa Capponi-Borawska 

To jest najlepsza kulinarna tego roku (pomimo iż to wznowienie), a właściwie książka o filozofii kuchni, jedzenia. Książka inna niż wszystkie. Mistrzyni Tessa Capponi-Borawska opowiada w niej o kuchni, miłości do jedzenia, o swojej rodzinie, o której pierwsze wzmianki sięgają początków XIII wieku, Polsce no i przede wszystkim Italii. Do tego wszystkiego podaje przepisy na Gnocchi di semolino, szpinak z rodzynkami, Salame Di cioccolato czy Penne all'arrabbiata. Wyborna podróż po smakach i historii. Viaggio in Italia!

„Kłamstewko” reż. Lulu Wang

Nie wiele jest tak pozytywnych i uczciwych filmów opowiadających o śmierci, rodzinie, wszystkich tych naszych ludzkich ułomnościach, które skrywamy wraz z prawdziwymi emocjami. Świetnie zagrane i wywarzone przez reżyserkę kino z dalekiego wchodu.

„Desire” Aleksandra Kurzak 

Jedna z największych sopranistek na świecie, nasze dobro narodowe Aleksandra Kurzak zaprezentowała  światu album nagranym wraz z Morphing Chamber Orchestra. Na nim arie z Madama Butterfly, Halki, Rusałki, Carmen czy Tosci. Kurzak w prezentowanym materiale spełnia swoje marzenia i śpiewa w pięciu językach żegnając się z lżejszym repertuarem operowym bel canto (technika wokalna powstała w okresie baroku szkoły neapolitańskiej), wchodząc tym samym na wysokie schody z końca XIX wieku. Ale proszę się nie obawiać, daleko tym wykonaniom do ciężaru czy patosu, tutaj piękno płynie i unosi się nad naszym brzydkim światem. Tak jakby na chwilę opadł kurz i zakwitły liliowe kwiaty - te same, które zdobią okładkę płyty.

„Atlas historii naturalnej w epoce Linneusza”  Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie

40 atlasów flory i fauny, niemal 400 prac z wizerunkami ryb, ponad 90 oryginalnych wielkoformatowych plansz z przedstawieniami ptaków i roślin. Pokazane został też w większości nigdy nieprezentowane zachwycające edytorsko grafiki i teki, w tym m.in. prace znanej przyrodniczki Marii Sibylli Merian, Georges'a Cuviera,  Eleazara Albina, François Levaillanta czy słynne dzieło Ulissesa Aldrovandiego. I tak właśnie rozwijała swoje pąki najlepsza wystawa minionego roku, przynajmniej najpiękniej zaprezentowana!

„Dotyk” Renata Lewandowska 

Na ten album musieliśmy czekać 40 lat, a właściwie jeszcze więcej. Cała historia zaczęła się na początku lat 70. kiedy utalentowana, młoda wokalistka zaczyna współpracować z największymi w tym kraju. Spotyka się z Osiecką, Młynarskim, pracuje z Ewą Bem i zespołem Bemibek, z powodzeniem występuje na festiwalu w Opolu. Od razu rodzą się skojarzenia i porównywania do Arethy Franklin, Janis Joplin czy Glaydys Knight. Mówiło się, że gdyby tylko zaczynała w Ameryce byłaby gwiazdą. W końcu trafia do studia żeby nagrać kilka piosenek, w tym „Dotykiem Chcę Dziś Poznać Wszystko”, a potem czeka, aż ktoś się odezwie i zaproponuje kontrakt na nagranie płyty. Minęło kilka lat, nikt nie zadzwonił. Odnalezione w archiwum radia nagrania zostały wreszcie wydane w tym roku i jest to perła!

Federico Fellini 

Ten rok miał być dla kina wielkim fetowaniem 100. urodzin Federico Felliniego, największego mistrza X muzy. Ale kino przegrało z wirusem i wszelkie przeglądy i wystawy zostały na świecie odwołane. Zabrakło nam wyobraźni, tej którą posiadał reżyser. Zresztą dewiza życiowa reżysera brzmiała: "sny są jedyną rzeczywistością". Mówił, że we śnie nigdy nie był impotentem, mógł się kochać całą noc. Masturbacja i doznania seksualne ukształtowały go jako reżysera. Pierwsze takie doznanie przeżył w wieku czterech lat. Jak to później opisywał to było przedziwne uczucie, niemalże omdlenia spowodowanego rozkoszą. Wszystko przez podglądanie wkraczającej w dojrzałość szesnastoletniej kobiety, zakonnicy z zakonu Świętego Wincentego. Kulminacyjnym momentem było, kiedy młoda kobieta wzięła go na ręce mocno przytulając do swoich obfitych piersi. Tym co utrwaliło mu to wspomnienie był cudowny zapach, który nosiła na sobie dziewczyna... zapach obieranych kartofli na zupę. Na finał oglądajcie Felliniego!