Istnieją samochody, które nieodłącznie kojarzą się z konkretnymi wersjami silnikowymi. Trudno wyobrazić sobie na przykład Volkswagena Passata bez diesla o pojemności 1.9 lub 2.0 lub Mazdę RX8 bez silnika Wankla. I równie dziwny wydaje się pomysł, aby Chevroleta Corvette lub Camaro oferować klientom z inną jednostką, niż V6 lub V8. Okazuje się jednak, że ostatni z wymienionych niebawem stanie się rzeczywistością.

Koncern General Motors zapowiedział bowiem, że wszystkie produkowane przez niego samochody od 2035 roku będą mogły się pochwalić zerową emisyjnością dwutlenku węgla. W praktyce oznacza to, że będą napędzane silnikami elektrycznymi. A należy pamiętać o tym, jakie marki należą obecnie do firmy z Detroit – to przede wszystkim Chevrolet, Cadillac i GMC. I choć współczesna gama modelowa różni się mocno od standardowych wyobrażeń na temat amerykańskiej motoryzacji, to spora część samochodów jest napędzana silnikami V6 i V8. Dotyczy to nie tylko modeli sportowych, takich jak Chevrolet Corvette i Camaro, ale także popularnych w Stanach Zjednoczonych dużych SUV-ów i pickupów (Cadillac Escalade, GMC Yukon, Chevrolet Tahoe).

Decyzja jest oczywiście podyktowana obowiązującymi obecnie w motoryzacji trendami, a właściwie jednym konkretnym, jakim jest elektromobilność. I gdyby chodziło tylko o modę, to pewnie General Motors nadal produkowałby swoje V-ósemki. Problemem dla firmy są jednak zapowiedzi zmian w prawie – władze stanu Kalifornia zapowiedziały wprowadzenie przepisów, w myśl których sprzedaż nowych aut spalinowych po 2035 roku nie byłaby możliwa. Z przekonań proekologicznych znany jest również nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, który niedawno zapowiedział, że cała flota aut rządowych (która liczy, bagatela, około 650 tysięcy pojazdów) zostanie zastąpiona samochodami elektrycznymi.

Rząd federalny posiada ogromną flotę pojazdów, którą zastąpimy autami elektrycznymi. Zbudowanymi tu, w Ameryce, rękami amerykańskich pracowników.

– powiedział Biden podczas przemówienia wygłoszonego 25 stycznia.

Przed General Motors stoi trudne zadanie. Dla koncernu oznacza ono konieczność praktycznie całkowitej zmiany dotychczasowego sposobu działania. Samochody elektryczne to niewielki ułamek wszystkich sprzedanych pojazdów – w ubiegłym roku nabywców znalazło zaledwie 20 tysięcy takich samochodów. Mało, biorąc pod uwagę, że do klientów trafiło ponad 2,5 miliona pojazdów wyprodukowanych przez GM.