Kihnu określany jest mianem wyspy kobiet, a społeczeństwo ostatnim europejskim matriarchatem. Na tej niewielkiej estońskiej wyspie w Zatoce Ryskiej mężczyźni zawsze byli nieobecni. Pracowali na morzu bądź zagranicą, przez co wszystkie obowiązki spadały na kobiety. Teraz wciąż dzielą między sobą pracę na roli czy wychowywanie dzieci, aby podtrzymać obowiązującą tam od dawna kulturę, która została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Cała przestrzeń kulturowa Kihnu została na początku XXI wieku uznana za Arcydzieło Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości. Tradycje mieszkanek Kihnu przyciągnęły na wyspę norweską portrecistkę Anne Helene Gjelstad, która udokumentowała swoją wizytę w książce Big Heart, Strong Hands (Wielkie serca, silne dłonie).

Jak czytamy na stronie BBC, projekt narodził się, kiedy Gjelstad została zaproszona na pogrzeb jednej z mieszkanek Kihnu. Gdy fotografka znalazła się w kuchni pełnej ubranych na niebiesko (kolor żałoby) starszych kobiet, wiedziała, że musi się podzielić ich historią. Bo rzeczywiście jest tu co opowiadać.

Wchodząc do świata kobiet Kihnu trafiamy do rzeczywistości definiowanej kolorowymi tkaninami i haftowanymi ubraniami. Mieszkanki wyspy pomimo swojego niepozornego wyglądu potrafią zadbać o wszystko. Niczym wyjątkowym nie jest dla nich naprawa sprzętów mechanicznych czy hodowla zwierząt. Jak się jednak okazuje ta niezwykła kultura może się niedługo skończyć.

Kobietom Kihnu udało się utrzymać swoją kulturę pomimo występujących tam złych warunków pogodowych czy nawet 50 lat sowieckiej okupacji. Teraz niestety tradycja staje się zagrożona, a wszystko przez to, że młodsze pokolenia opuszczają wyspę w poszukiwaniu większych możliwości.