E-sport jest teraz niezmiernie popularny, rośnie świadomość i wiedza w społeczeństwie na jego temat, ale gdy zaczynałeś, to pies z kulawą nogą nie wiedział, co to jest. Powiedz, od czego się to zaczęło.

Śmieszna sytuacja. Pochodzę z Nasielska, mała miejscowość, dziesięć tysięcy mieszkańców. Jest położona około sześćdziesięciu kilometrów od Warszawy, co oznacza, że do roboty to za dużo tam nie mieliśmy. Jedynie granie w piłkę, co zresztą robiłem po szkole. Przyjechał do nas pewnego razu jeden człowiek ze stolicy i ogłosił, że otwiera biznes – kafejkę internetową. Pierwszą grą, jaką tam zainstalował, był właśnie Counter-Strike. Ani ja, ani moi znajomi z piłki nie mieliśmy komputera w domu, więc wybraliśmy się do tego nowego przybytku z czystej ciekawości i zostaliśmy tam na lata. Tyle czasu tam spędzaliśmy, że przyjaźnie tam nawiązane zostały do dziś. Mnie się udało odnieść jakieś sukcesy, chłopakom niestety nie udało się wstrzelić w odpowiedni moment. Nasze drogi zawodowe się gdzieś rozeszły, bo ja pociągnąłem ten temat dalej, oni znaleźli inne zainteresowania.

To były też czasy noszenia do siebie komputerów i...

I budowania własnych sieci komputerowych. Pamiętam, że pomiędzy blokami przeciągaliśmy kable LAN między oknami, by móc grać po sieci. Później przyszła era pierwszych modemów, gdzie trzeba było płacić pięć groszy za minutę i gdy człowiek grał, to telefon w domu był cały czas zajęty. Wyobraź sobie, że w domu miałem tak źle podłączoną Neostradę, że za każdym razem, gdy ktoś dzwonił do domu, zrywało mi połączenie, a co za tym idzie, cały mecz szedł w diabły. Wiesz, ile awantur było z tego powodu? Mnóstwo. Ale teraz jak to wspominam, to mogę spokojnie powiedzieć, że to były piękne czasy.

Dalszy ciąg wywiadu z Jarosławem „PASHĄ” Jarząbkowskim dostępny jest w najnowszym numerze magazynu ELLE MAN, który może zakupić w naszym sklepie z dostawą do domu. Polecamy!