Artysta, który poświęcił sale koncertowe, żeby zająć się biznesem w trudnej branży beauty. Spadkobierca rodzinnej legendy, któremu ojciec zawiesił poprzeczkę tak wysoko, że zdawała się poza ludzkim zasięgiem. Mężczyzna, który wie, co to znaczy być dżentelmenem w trudnych czasach. I co tak naprawdę liczy się na koniec dnia.

Z Edmondem Eisenbergiem rozmawiają Olivier Janiak i Grzegorz Kapla. 

Ukończyłeś studia muzyczne, fortepian, skrzypce, kompozycję, nauczyłeś się grac na gitarze i perkusji, studiowałeś sztuki sceniczne, teorię teatru, nauczyłeś się zarządzania firmą, zasad budowania marki. Rozwijasz, mimo epidemii, biznes na kilkudziesięciu rynkach na całym świecie, podróżujesz, udzielasz wywiadów w pięciu językach i jesteś przecież naprawdę młodym facetem. Kiedy na to wszystko znalazłeś czas?

Najczęściej tylko ludzie, którzy niewiele robią, narzekają na brak czasu. Ci, którzy faktycznie mają dużo pracy, nie narzekają. Mógłbym wam zadać dokładnie to samo pytanie, jako że jesteście dżentelmenami o wielkich talentach. 

Może tylko jeden miewamy czasami – urok osobisty. I potrafimy słuchać. Powiedziałeś bardzo istotną rzecz: być dżentelmenem. Co to właściwie znaczy w dzisiejszym świecie? Pojawiać się na okładkach magazynów, które niezmiernie rzadko oddają to miejsce mężczyznom, brylować na czerwonych dywanach w najlepszych smokingach?

To zabawne, bo całkiem niedawno wystąpiłem na okładce rosyjskiego „Playboya". Kiedy dostałem tę propozycję, początkowo się zastanawiałem. Z jednej strony legenda „Playboya", a z drugiej słowo „playboy" kojarzy się dość negatywnie. Ostatecznie zgodziłem się na okładkę, ale pod warunkiem, że tematem wywiadu będzie redefinicja tego terminu. Poprosiłem, żeby umieścili to na okładce, to było dla mnie bardzo istotne, że playboy naszych czasów to ktoś, kto przede wszystkim szanuje kobiety. W ogóle dżentelmen szanuje ludzi. Definicje ewoluują wraz z przemianami społeczeństwa i jego potrzebami. Wszędzie na świecie jest dziś mnóstwo problemów społecznych, jak choćby BLM czy kwestie traktowania mniejszości, kobiet, więc te zmiany nie rzucają się bardzo w oczy. Bycie dżentelmenem to przede wszystkim sprawa szacunku. Jedna z pierwszych lekcji, jaką otrzymałem od mojego ojca, była właśnie o tym. „Okazuj szacunek, jeżeli sam chcesz być szanowany". To bardzo proste, kiedy trzeba okazać szacunek osobom wpływowym. Wtedy wiadomo, jak się należy zachować, jak przywitać. Ale kiedy na tej samej ulicy spotykasz skromną, pracującą osobę, najprawdopodobniej się nie odezwiesz. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzi nie przywita się, nie uśmiechnie. A dżentelmen tak. Oczywiście mianiery, piękny język – to wszystko jest istotne, ale jeśli nie szanujesz innych twoja postawa nie będzie miała znaczenia. A wygląd będzie bezużyteczny. 

Dalszy ciąg wywiady z Edmondem Eisenbergiem dostępny jest w najnowszym numerze magazynu ELLE MAN, który może zakupić w naszym sklepie z dostawą do domu. Polecamy!