Demna Gvasalia nie ukrywał, że przy projektowaniu nowej kolekcji Balenciagi miał na myśli ludzi pracujących. W notatkach do pokazu można było przeczytać, że kolekcja „wyobraża na nowo ubieranie się do pracy. To power dressing, w którym nie ma znaczenia, czym się ktoś zajmuje”. Aby tylko wzmocnić swoje założenie, projektant zgromadził bardzo różnorodną obsadę ludzi z różnych ścieżek zawodowych, składającą się z mechaników, studentów prawa, architektów, stylistów i skrzypków.

Kolekcja składa się z charakterystycznych dla Gvasali eksperymentów z krojem. Monochromatyczne blezery mają wydłużone ramiona i logo inspirowane kartą Mastercard, a kolorowe zestawy garniturowe zostały zderzone z florystyczną koszulą. Wszystkie ubrania są ostentacyjnie za duże; przypominają modę z lat 90, ale w wydaniu parodystycznym. Ba, jeden z spłaszczy mógłby być wykorzystany w pierwszym „Matriksie”, a kilka stylizacji spokojnie może przemówić do skejtów.

ZOBACZ TEŻ: Świetna kampania Balenciagi na jesień-zima 2019. Wystąpiły w niej prawdziwe pary

W tym całym szaleństwie z powiększonymi sylwetkami zdecydowanie najzabawniej prezentują się kurtki. Cała kolekcja jest zresztą przepełniona specyficznym humorem Gvasaliego. Za przykład tego można chociażby podać t-shirty, na których odnajdziemy napisy jak „x-rated”, „top model” czy „b@len©i@9a”. Można się tylko zastanawiać, jakby to wszystko odebrał Cristobal Balenciaga, gdyby żył. Szczególnie ostatni akcent pokazu, czyli ogromne suknie balowe.