W czasach, kiedy o pokazach mody możemy zapomnieć i nie wiadomo jak długo utrzyma się ten stan, warto przypomnieć najciekawsze prezentacje męskich kolekcji na sezon wiosna-lato 2020. Nie będziemy jednak analizować samych kolekcji, ale pokazy jako spektakle - ich scenografię, muzykę, przekaz i klimat. Bo w tej kwestii też jest sporo do powiedzenia.

Bez pokazu mody widzimy jedynie ubrania - nawet jeśli perfekcyjne, to wciąż tylko ubrania. Dobrze przygotowany pokaz to ekscytacja, wzruszenie, ciarki na plecach oglądających go gości. Osobom niezwiązanym z branżą mody wydawać się to może zabawne. "Ale jak to? Tak przeżywasz pokaz mody?" Otóż pokaz mody to nie tylko „ciuchy”. Moda to też, a może przede wszystkim sztuka. I podobnie jak najlepsza opera czy balet potrzebuje odpowiedniej oprawy, dzięki której jej piękno i wartość zostaną zaprezentowane w pełni i tak, jak na to zasługuje. 

Owszem, jakość kolekcji, podobnie jak utwór muzyczny najlepszego dyrygenta czy etiuda baletowa wybitnej primabaleriny obroni się nawet w metrze czy na miejskim bruku. Dopiero jednak kiedy otrzyma odpowiednie warunki do prezentacji, stanie się prawdziwym zjawiskiem. Czy geniusze mody jak Alexander McQueen, John Galliano czy Karl Lagerfeld byliby aż tak genialni, gdyby nie ich spektakle mody? Tworzyli wybitne kolekcje, ale byli także wizjonerami w kwestii pokazów. Oczywiście, za każdym takim spektaklem stoi producent, reżyser i zespół realizatorski. Jednak to przecież projektant czy dyrektor kreatywny marki nadaje główną myśl, przekaz i zarys pokazu.

Skoro moda nie może w tym sezonie w pełni wybrzmieć na ulicach, przygotowaliśmy przegląd najbardziej zachwycających pokazów męskich kolekcji na sezon wiosna-lato 2020. Dopracowanych w największych szczegółach, usytuowanych w doskonałych scenografiach, z perfekcyjnie dobraną ścieżką dźwiękową. Każdy z nich był spektakularny i niepowtarzalny. Tu nie ma mowy o „modnej” muzyce powtarzającej się w kolejnych pokazach czy autoplagiacie w temacie reżyserii czy świateł. Każdy pokaz zachowuje DNA marki, odkrywając je jednocześnie na nowo. Bo trendy w pokazach zmieniają się równie szybko jak w modzie. A te tworzą wizjonerzy tacy jak twórcy poniższych pokazów.

11 najlepszych pokazów mody męskiej na wiosnę i lato 2020

Balenciaga

Pokaz kolekcji damsko-męskiej na sezon wiosna-lato 2020 odbył się w okrągłej sali w całości wysłoniętej niebieską tkaniną, odcieniem przypominającą flagę Unii Europejskiej. To z pewnością celowy zabieg, bo projektant marki Demna Gvasalia nie byłby sobą, gdyby zarówno w kolekcji, jak i pokazie nie nawiązał do zjawisk kulturowych, polityki czy socjologicznego znaczenia mody. Wybieg poprowadzono niczym spiralę, po której szli modele. Wielopoziomowy układ konstrukcji przypomina w kształcie i charakterze salę obrad. Mocne jednolite oświetlenie całej przestrzeni podkreśla efekt miejsca zimnego, bez klimatu i emocji. Potwierdzenie tej tezy stanowi też wygląd kolekcji: ubrania będące w dużej mierze odpowiedzią projektanta na biurowy dress code z garniturami, marynarkami, żakietami. Mocno podkreślone ramiona i stylizacje przywodzące na myśl futurystyczne biuro. Z drugiej strony przeskalowane metaliczne suknie balowe. Wszystko przerysowane, dziwne, wzbudzające lęk. I to nie lęk przypadkowy, ale ten o przyszłość. O to, jak rządy będą prowadzić politykę państw, jak będzie wyglądał świat w przyszłości i czy ludzie, podobnie jak modelki w pokazie, będą mieć dziwne implanty w twarzach i maszerować bez emocji po urzędowych korytarzach? Pokaz uzupełniono psychodeliczną ścieżką dźwiękową. Idealnie wpisałaby się w film katastroficzny z gatunku science-fiction. To jeden z najszerzej komentowanych pokazów tego sezonu. W czasach pandemii nabrał nowego znaczenia. Czy potrafimy jednak do końca odczytać, jakiego?

Dior

Choć na pierwszy rzut oka w zupełnie innej atmosferze, tak naprawdę również z odniesieniem do lęku o to, co przed nami wyglądał pokaz Diora. Mimo, że usytułowany w jasnej i jasnej, różowej sali, nawiązywał w scenografii do przemijania. Dyrektor Kreatywny męskiego Diora, Kim Jones zlecił Danielowi Arshamowi wykonanie wielkich liter układających się w nazwę marki. Miały formę kruszących się cementowych rzeźb. Artysta słynie z prac, które mają na celu podsycać pytanie „Jak my, współcześni ludzie korzystamy z kultur i technologii wypracowanych przez tych, którzy byli przed nami?” I takie też pytania pojawiły się po pokazie kolekcji Diora. Litery ustawione zostały na gigantycznym wybiegu pokrytym blado różowym pustynnym piaskiem. A pokaz odbył się w olbrzymiej minimalistycznej, jasnej, pomalowanej na blado różowo sali.

Show uzupełniła nowoczesna, dynamiczna muzyka, która podkreślić miała „pudrowość” kolekcji. Rozbrzmiały utwory Terry’ego Devine „King”, „Higher” oraz Richard Lacy I jego „Back To The Start”. I choć całość wydawać się mogło dość słodka, to jednak oglądając pokaz nie mogę się oprzeć wrażeniu, że siedzący na trybunach goście zobaczyli maszerującą armię mężczyzn. Mimo, że w ubraniach utrzymanych głównie w odcieniach bieli, kremu, różu, a więc dalekich od barw obronnych. Czy tym samym zobaczyliśmy armię przyszłości? Perfekcyjną, piękną, z nowej epoki?

Ermenegildo Zegna

Podobnie jak w pokazie Diora, marka Ermenegildo Zegna wykorzystała w scenografii pokazu pył. Tym razem jednak nie został on przewieziony do miejsca pokazu, ale to miejsce pokazu zostało przeniesione tam, gdzie jego obecność jest naturalna. Pokaz odbył się daleko poza miastem, na terenie dawnej huty żelaza Falck, która w latach 1903-1995 dostarczała surowce dla firm takich jak m.in. Alfa Romeo, napędzających rozwój Lombardii. Niedługo miejsce zostanie przebudowane m.in. na kompleksy mieszkaniowe. Tymczasem stanowiło niezwykłą scenografię pokazu. Zarazem industrialną, brudną, przywodzącą na myśl jeszcze niedawno zatrute przez chemikalia otoczenie, jak i napawającą nadzieją na nowe otwarcie i wykorzystanie tej przestrzeni pod nowe inwestycje. Taka postapokaliptyczna przestrzeń, uzupełniona utworami Gareth Johnson „Wow”, Darren Leigh Purkiss „Retro Machines” i „Nu Bot Groov” stała się doskonałym tłem dla kolekcji Alessandro Sartoriego i z pewnością przywiodła myślenie o tym, co dzieje się z naszą planetą, jak ją zatruwamy, jak powinniśmy wybierać mądrze, jak stawiać na wysokiej jakości modę. Czy goście pokazu zobaczyli Retro Machines? Z pewnością maszyny te szły w jednym z najbardziej klimatycznych i z mocnym przekazem pokazów sezonu.

Fendi

Pokaz męskiej kolekcji Fendi odbył się w ogrodach willi Reale w Mediolanie. Miejsce odpowiadało inspiracjom projektantki Silvii Venturini Fendi, która powiedziała przed pokazem, że wolny czas lubi spędzać w swoim domu pod Rzymem, gdzie pielęgnuje ogród, uprawia kwiaty, warzywa i owoce. Goście pokazu zasiedli więc na rattanowych fotelach ustawionych wzdłuż wysypanych żwirem alejek parku, którymi spacerowo przechadzali się modele przypominający ekskluzywnych i bardzo stylowych ogrodników. Altany nadające niezwykły sielski klimat, drzewa dające cienie i piękne naturalne światło podkreśliły charakter kolekcji.

Do tego akustyczna muzyka pianisty Ryuichi Sakamoto, w efekcie której pokaz miał klimat zupełnie inny od pozostałych. Całość prezentacji pozwoliła gościom cieszyć się pięknem natury i na chwilę choćby zatrzymać się nad spostrzeżeniem, że warto dbać o to, co nas otacza, niekoniecznie w aurze strachu przed przyszłością, ale podziwu dla przyrody i świata.\

Givenchy

Pierwszy duży pokaz męskiej kolekcji Clare Waight Keller w Givenchy odbył się w ogrodach Villa Palmieri. Podobnie jak w pokazie Fendi doskonale wykorzystana została zastana przestrzeń miejsca, niemal nie zaburzona „ciałami obcymi”. Goście zasiedli na ławkach wzdłuż alejek ogrodów, ale także przy ogrodowych stolikach. Oświetlenie pokazu stanowiły duże białe minimalistyczne kule, które równie dobrze mogłyby być latarniami na stałe zamontowanymi w ogrodach. Pokaz odbył się o zmroku, co nadało mu dodatkowo nieco mrocznego charakteru. Początek jeszcze w słońcu, przepiękny finał - już w czasie, kiedy słońce leniwie zachodziło. Niezwykle cieszy mnie, kiedy projektanci decydują się usytuować swój pokaz w zastanej przestrzeni, stanowiącej dla niego gotowe tło. Świadczy to nie tylko o szacunku do miejsca, ale jest opcją pochłaniającą mniejszy budżet. (No i znacznie zanieczyszczającą planetę niż gigantyczne scenografie, jak choćby te z każdego pokazu Chanel.) Pałacowo-ogrodowy klimat pokazu Givenchy przełamała nowoczesna muzyka z wyraźnym bitem i zremiksowaną melorecytacją po francusku „In In” Ben Frost Remix. Całość dała nieoczywisty i niezwykle intrygujący efekt, doskonale uzupełniając kolekcję doskonałą także kolekcję.

Gucci

Pokaz damsko-męskiej kolekcji Alessandro Michele dla Gucci był jednym z szerzej komentowanych pokazów tego sezonu. Nie bez powodu. Projektant jak zawsze prowokuje do myślenia. Jak było tym razem? Goście zasiedli w olbrzymiej białej hali. Zamiast wybiegu w klasycznym tego słowa znaczeniu, w przestrzeni pojawiły się ruchome taśmy – pasy niczym ruchome chodniki na lotnisku czy też taśmociąg w fabryce. Pokaz otworzyło pojawienie się na nich 21 modeli ubranych w białe stylizacje nawiązujące do kaftanów bezpieczeństwa czy laboratoryjnych kitli. Wyjechali na wybieg, światło zgasło i rozpoczął się regularny pokaz, w którym modele szli po tym samym ruchomym wybiegu. Sterylność przestrzeni przywodziła na myśl fabrykę lub laboratorium. Eksperci mody uważają, że to nawiązanie do obserwacji, że moda często jest wtórna a ulicami chodzą „klony wypuszczone z hal produkujących takich samych niemal ludzi”. Tymczasem Gucci stawia na indywidualność. Pokaz uzupełniła ścieżka dźwiękowa pomysłu Alessandro Michele i Steve’a Mackey’a skomponowana przez Jacques’a Auberger’a z wygłaszanymi hasłami takimi jak „Nie wiem, czym jest normalność”, „Jak się masz w tym momencie?”, „Nie jestem normalną osobą” czy motywami z piosenki Madonny „Justify my love”. Całość pokazu skłania do zastanowienia się nad tym, w jakim punkcie się znajdujemy, czy faktycznie zewsząd otaczają nas klony i czy wiemy, czym naprawdę jest normalność. Pytania, które w dobie pandemii koronawirusa wybrzmiewają szczególnie mocno.  

Hermes

Za miejsce pokazu Hermes na wiosnę-lato 2020 posłużył dziedziniec paryskiego repozytorium mebli. Sam budynek zaaranżowany został tak, jakby właśnie trwał tam remont. Stalowe konstrukcje ozdobiono prostokątami w odcieniu zieleni, występującym w kolekcji, a wykonanymi z siatki, przywodzącej na myśl tę, z jakiej robi się banery ochronne podczas remontów budynków. Goście zasiedli na krzesłach pochodzących ze zbiorów repozytorium. Nie widać tego w pokazie, jednak ich różnorodność była tak duża, że goście bez problemu mogli odczytać przekaz: przypomnienie skali ludzkiej pomysłowości. Miejsce doskonale wpisało się w DNA i wizerunek marki jako tej tworzącej najwyższej jakości użytkowe dobra luksusowe. Nawet muzyka nie musiała niczego dopowiadać. Rozbrzmiały utwory Curtis Eugene Cross II „We On”, „Carve Our Names Into The Sun” oraz Jake Field „Catch A Ride”. Hermes to już nie jest kultowa marka, to kult sam w sobie i sztuka mody na najwyższym światowym poziomie. Pokaz stanowił cudowną odskocznię od katastroficznych wizji i pytań o byt na rzecz hołdu dla ludzkiej wyobraźni.

Jacquemus

To pokaz, który miał zdecydowanie najwięcej publikacji w mediach społecznościowych. Twórcy prezentacji dwoili się i troili, aby to ich scenografia i cała oprawa pokazu była najbardziej spektakularna i mimo, że wiele pokazów naprawdę zapierało dech w piersiach, najbardziej spektakularnym okazał się właśnie ten damsko-męskiej kolekcji młodego projektanta Simon’a Porte Jacquemus. Obchodzący dziesięciolecie marki projektant zaprosił gości swojego pokazu na pole lawendy w Prowansji. Na jednym z pasów lawendy rozłożony został niebotycznie długi wąski pas wybiegu w odcieniu nasyconego różu. Falując na polu fioletowej lawendy pod czystym błękitnym niebem dał niebywały efekt. Pokaz odbył się w świetle dziennym, goście siedzieli na skrzyniach przypominających europalety, a w oczekiwaniu na pokaz osłaniali przed słońcem parasolami. Czy komuś to przeszkadzało? Nikt się nie zająknął nawet słowem, bo wszyscy kochają Jacquemusa. Ma talent, skromność, urok i normalność, tak niespotykane w dzisiejszym świecie mody. Klimat pokazu wyprodukowanego przez geniusza pokazów Alexandra De Betaka podkreśliła muzyka – Dan Skinner „Hollow Souls”, Tom Quick „Scrambled Eggs” oraz Daniel Gautreau „Kelvin's Chill”. Jacquemus to po prostu fajny chłopak, jak go nie lubić?

Louis Vuitton

Pokaz marki miał odbyć się pod katedrą Notre Dame. Jednak jak wiemy, katedra spłonęła, a więc twórcy pokazu z projektantem Virgilem Ablohem na czele postanowili przenieść jego organizację na Place Dauphine. Ten skwer z brukowanymi uliczkami ułożonymi wokół zadrzewionego terenu w kształt trójkąta stanowił idealne tło dla kolekcji Abloha, w której nie zabrakło geometrii.

Goście zasiedli na ławkach i przy stolikach, sączyli szampana i oglądali kolekcję przy muzyce granej na żywo przez orkiestrę. Utwory Ray’a Davies’a „Blue Violin” i „Fiddler's Folly” oraz Dario Forzato „At The End Of The Day” nadały nowoczesnej acz lekkiej kolekcji pięknego, spokojnego charakteru. Pastelowa kolekcja, ciekawe formy, dużo oversiz’u, a do tego jak zawsze doskonałe dodatki, w tym geometryczne torby i plecione kapelusze, które pięknie wyglądałaby w minimalistycznej monochromatycznej sali i z brzmiącą „modową” muzyką. Ale to już było, a Virgil Abloh z należy do wizjonerów, którzy nie lubię się powtarzać.

Rick Owens

Ten undergroundowy spektakl mody odbył się na dziedzińcu Palais de Tokio, który sam w sobie byłby już spektakularną scenografią pokazu. To dla Ricka Owensa jednak za mało. Również umieszczenie na środku rzeźby nazwanej „Prawie Człowiek”, idealnie wpisującej się w estetykę Owensa, nie wystarczyło. Dlatego też z pracowni autora rzeźby brytyjskiego artysty Thomasa Houseago w Los Angeles przywieziono kilka ton gliny. Jej rozlanie na podestach tworzących wybieg poprowadzony środkiem dziedzińca dało niezwykle spektakularny efekt.

Poczucie estetyki i twórczość Ricka Owensa są tak charakterystyczne, tak zupełnie inne od całej reszty świata, że nie dziwi fakt, iż Owens i tym razem stworzył pokaz pod każdym aspektem odmienny od pozostałych. Nawet muzyka grana na żywo bardziej niż muzykę przypominała mantrę. Pokuszę się o stwierdzenie, że Owens nie tworzy mody, on tworzy religię. Jego ubrań nie trzeba rozumieć. Projektant ma jednak klientów, którzy je czują, kochają i są w stanie oddać za nie duszę. I te dusze projektant zabiera podczas swoich magicznych mistycznych pokazów w niezwykłe podróże. Jak choćby właśnie ten na sezon wiosna-lato 2020.

Saint Laurent

Eksperci branży mody mówią, że znakiem szczególnym Anthony’ego Vaccarello jest fakt, że podczas jego pokazów goście siedzą po jednej stronie wybiegu. Było tak jeszcze kiedy projektował pod swoim nazwiskiem i nie zmieniło się kiedy objął stery domu mody Saint Laurent w 2016 roku. Rzeczywiście, powtarza się to we wszystkich pokazach projektanta. Wszystkich, dodajmy, spektakularnych pokazach. Jego prezentacje damskich kolekcji usytuowane m.in. w wielkiej przestrzeni praktycznie pod samą Wieżą Eiffla zapierają dech w piersiach za każdym razem. Nie inaczej jest w przypadku kolekcji męskich. Ta na sezon wiosna-lato 2020 zaprezentowana została… na plaży w Malibu. Modele szli tylko w jedną stronę po niezwykle długim wybiegu zbudowanym z drewnianych paneli nad samym brzegiem Oceanu Spokojnego. Goście oglądali kolekcję siedząc przodem do oceanu. Pokaz odbył się wieczorem, więc nocny ocean dał jedyny w swoim rodzaju klimat. Dodatkowo podświetlona została ściana skał znajdujących się za gośćmi. Mało? Dołóżmy światła. Piękne klimatyczne światła zostały umieszczone na wysokich gęsto rozstawionych lustrzanych kolumnach. Nadal mało? Wszyscy modele w finałowym wyjściu ubrani byli na czarno, nie zobaczyliśmy jednak czarnej armii, ale modeli w całej feerii czerni. Każda z tkanin inaczej łapała światło, inaczej połyskiwała, inaczej się załamywała pod wypływem ruchu. Pokaz Saint Laurent to niezwykły mariaż wykorzystania natury i zastanej przestrzeni z najnowszą technologią. Zestawione w idealnych proporcjach pozwoliły stworzyć niezwykłe widowisko. Czyste w formie i bogate jednocześnie. To wielka sztuka tworzyć takie pokazy. Sądzę, że wśród gości nie było osoby, która nie powiedziałaby głośnego „wow” wchodząc na teren pokazu. 

Tak różnorodne i spektakularne pokazy to tylko potwierdzenie tego, że moda to sztuka. I że ta męska niczym nie ustępuje kobiecej. Kolekcje stanowią dzieła sztuki, a pokazy - spektakle, kosztujące miliony dolarów i dające efekt, którego nie da zapomnieć na długo po ich opuszczeniu.