Marzenie polskiego studenta – etat w korporacji – to dziś już przeszłość. Wszyscy chcą mieć własny biznes. A jeśli nie wszyscy, to na pewno 70 proc., jak wynika z sondażu instytutu Millward Brown SMG/KRC. I wielu to się udaje. Co roku w Polsce powstaje ponad 60 tys. firm założonych przez Polaków jeszcze przed trzydziestką. Wśród tych, którzy z raczkujących biznesów stworzyli prężne firmy, są Jakub Pawluk, twórca portalu Halodoktorze.pl, Maciej Rojewski, współwłaściciel bistra i delikatesów Heritage Shop & Wine, oraz Michał Juda i Jasiek Stasz, założyciele platformy zakupowej Showroom.pl (Shwrm.pl). 

Trafiliśmy w niszę 

Z Michałem Judą i Jaśkiem Staszem, współtwórcami najsłynniejszego portalu z polską modą, który skupia ponad 300 młodych projektantów, rozmawiam w samym centrum Warszawy. W starym ceglanym budynku przy ul. Hożej, w miejscu dawnej fabryki serów, mieści się dziś ich biuro. – Moda zupełnie nas nie ruszała – wspominają początki swojej działalności. Lubiliśmy się dobrze ubrać, ale nie chcieliśmy zajmować się tym profesjonalnie. Dziś znają ich wszyscy w środowisku mody. Pomysł na Showroom.pl – platformę, która będzie łączyć kupujących z projektantami – powstał, gdy prowadzili razem agencję kreatywną. – Zaczęło się od tego, że przyjaciółka mojej żony wymyśliła markę odzieżową Bagasz. To był 2011 rok – wspomina Michał. – Te rzeczy świetnie szły na Facebooku. Założyliśmy aplikację, która ułatwiała sprzedaż, i dostrzegliśmy w tym potencjał. Stworzyliśmy więc stronę i wybraliśmy się na tydzień mody do Łodzi. Chodziliśmy z iPadem od stoiska do stoiska i przekonywaliśmy projektantów, żeby pokazali swoje rzeczy na naszej platformie sprzedażowej. – Wizyta na Fashion Week Poland była dla nas nietypowym wydarzeniem, to ludzie trochę z innego świata! Ale że lubimy rozmawiać, szybko znaleźliśmy wspólny język – dodaje Jasiek. – Wróciliśmy z Łodzi do biura z plikiem wizytówek. Do biura, czyli mojego mieszkania na Ursynowie. Zaczęliśmy wszystkich obdzwaniać i dodawać ciuchy na stronie. 

Trafili w niszę. Michał: – Na polskim rynku to było coś nowego. Dotąd istniały tylko strony z wyrobami typu hand made, ale nie ubraniami wielu projektantów zgromadzonymi w jednym miejscu. Szybko nawiązaliśmy kontakty z wpływowymi ludźmi w tej branży, umieliśmy zarazić ich swoją wizją. Potraktowaliśmy modę biznesowo.

To podejście się sprawdziło. Wkrótce musieli zatrudnić do pomocy ludzi z doświadczeniem w dużych firmach i z dużymi budżetami. Miejsca na ciuchy nie potrzebowali. Showroom.pl nie magazynuje rzeczy, bo zamówienia są wysyłane bezpośrednio od projektantów, którzy płacą prowizję od sprzedanych ciuchów. Ceny zaczynają się od kilkunastu, a kończą na kilkuset złotych. – Chcemy, by klienci mogli ubrać się oryginalnie, ale wydali tyle pieniędzy, ile dotąd zostawiali na zakupach w sieciówce – mówią Michał i Jasiek.

Sami też lubią nosić showroomowe rzeczy, choć przyznają, że oferta dla mężczyzn jest wciąż ograniczona. Kobiety mają do wyboru kilkanaście tysięcy ciuchów, mężczyźni – kilka razy mniej. 

Na razie snobizm na polskie marki dotyczy głównie dużych miast, gdzie takie firmy jak Local Heroes, Sieradzky czy Madox cieszą się coraz większą popularnością. Najbliższe plany? Europejska ekspansja! Te marzenia są całkiem realne, bo Showroom.pl jest dziś częścią grupy Burda Media, która przejęła 52 proc. udziałów, i zatrudnia 30 osób podzielonych na działy sprzedaży, technologii, marketingu, obsługi klienta i PR. Może korzystać z platform dostępnych w wielu krajach. Pod koniec zeszłego roku firma wygrała w konkursie Seven Ventures Pitch Day budżet reklamowy w wysokości miliona euro. Przyda się na start niemieckiej wersji platformy Shwrm.de. – Prawda jest taka, że Polska nie kojarzy się ludziom na Zachodzie z modą – tłumaczy Jasiek. – Dlatego będziemy przedstawiać markę jako „modę z Europy”, a także eksponować wysoką jakość za przystępne ceny.

Mimo planów podboju europejskiego rynku nie zamierzają jednak zamienić siedziby w dawnej fabryce na biurowiec. – Nasza firma jest kameralna. I chcemy, by tak zostało – zapewniają. A problemy? – Zawsze są – nie ukrywa Jasiek. – Kiedyś jeden z projektantów zaimprezował i zapomniał o zamówieniu. Ale myśl, żeby rzucić to w cholerę, w ogóle nie przyszła nam do głowy i mam nadzieję, że jeszcze długo się nie pojawi. Wciąż jesteśmy na fali wznoszącej.