Lubimy to, co dobrze znamy

Mitsubishi przyzwyczaiło klientów, że bardzo spokojnie podchodzi do tematu wprowadzania na rynek nowych modeli i zamiast opracowywać kolejne generacje testuje cierpliwość klientów oferując kolejne liftingi. Testowany przeze mnie egzemplarz przeszedł już czwartą z kolei kurację odmładzającą i zaczynam powoli podejrzewać, że Japończycy uzależnili się od operacji plastycznych. 

Sylwetkę Outlandera znamy już na pamięć, bo jest z nami od przeszło 8 lat. Jego „twarz” jest coraz bardziej napinana, a oczy robią się bardziej skośne. Jak się pewnie domyślacie, za liftingiem przedniej części poszły również hmm… „pośladki”, które zyskawszy nową architekturę świateł stały się bardziej jędrne i ponętne. Projektanci odkryli chyba sekretny składzik z chromem, bo wszystko co można, zostało nim pokryte. Nie, żebym się czepiał szczegółów, ale przód wręcz ocieka połyskującym metalem. Z pewnością nie pomylicie Mitsubishi z żadną inną marką, szczególnie w słoneczny dzień, a blask bijący od chromów rozświetli okolicę.

Z długością niemal 4,7 metra i szerokością 1,8 metra SUV spod znaku Trzech Diamentów plasuje się w czołówce swojej klasy, jednak rozstaw osi, który wynosi jedynie 2670 mm zdradza wiek konstrukcji. Konkurencja w tej kwestii może pochwalić się lepszymi parametrami. Niezbyt wysoki jest również prześwit nadwozia, który wynosi 19 centymetrów, ale pierwsza generacja modelu miała prześwit mniejszy o 2 centymetry, co stawiało ją na równi z popularnymi wtedy kombi. Auto może się jednak podobać i ze względu na pojemne wnętrze będzie wybierane w szczególności przez rodziny. Plusem są szerokie drzwi przednie i tylne, które ułatwiają dostęp do wnętrza i manipulację przy dziecięcych fotelikach.

Wygodnie, ale staroświecko

Deska rozdzielcza jest prosta w formie, a jej centralnym punktem jest ekran systemu multimedialnego. Widać, że projektantom zależało na ograniczeniu ilości przycisków, ale te które zostały, porozrzucane są po całym kokpicie. Szczególnie razi mnie brak pomysłu na umieszczenie przycisku Start/Stop. W miejscu kluczyka jest zaślepione miejsce, a przycisk uruchamiania powędrował na deskę rozdzielczą. Dodatkowo jest on niewidoczny z pozycji kierowcy, bo zasłania go wieniec kierownicy. A wystarczyło umieścić go w miejscu po klasycznej stacyjce.

Fotele są obszerne i całkiem wygodne. Widać, że zaprojektowano je do pokonywania długich podróży, ale kompletny brak trzymania bocznego predysponuje Outlandera do przejazdów autostradami. Skórzane obicie i przeszycia w romby nadają im jednak specyficznego smaku zahaczającego o klasę premium. Podoba mi się również konsekwencja w doborze materiałów wykończeniowych. Dominującym kolorem jest czarny, ale nie próbowano go „złamać” pseudo aluminiowymi wstawkami.

Zarówno z przodu, jak i z tyłu jest wygodnie i przestronnie. Wysoko zamontowane przednie fotele pozwalają pasażerom siedzącym w drugim rzędzie na niemal wyprostowanie nóg w kolanach. Na szerokość miejsca będzie dość dla dwóch rosłych pasażerów, ale jeśli macie przyjaciół noszących rozmiar nie większy niż L, na weekendową wycieczkę bez problemu pojedziecie w piątkę. Ze względu na akumulatory systemu hybrydowego zmniejszył się także bagażnik, którego pojemność wynosi teraz 463 litry (wcześniej 550 l). Pojemność jednak nie jest największą bolączką przestrzeni bagażowej, a jej wysokość. Od podłogi do rolety użytkownicy mają jedynie 36 cm, a to pozwoli postawić w pionie jedynie walizki kabinowe. Na weekend wystarczy, ale pełny urlop?

Hipernowoczesny napęd hybrydowy

Najważniejszy w Outlanderze jest jednak zespół napędowy, bo to właśnie on sprawia, że samochód staje na czele grupy ekologicznych SUV-ów. Wersja hybrydowa modelu dostępna jest na rynku od 2014 roku i pozwala na bezemisyjną jazdę nie tylko w mieście, ale również na krótkich odcinkach poza nim. Najnowsza odmiana PHEV plug-in hybrid została wyposażona w motor spalinowy o pojemności 2,4 l wspomagany silnikiem elektrycznym. Zespół napędowy generuje moc 224 KM, przy czym sam silnik spalinowy osiąga moc zaledwie 135 KM. Od razu widać, że osiągi generowane są przy znacznym wykorzystaniu możliwości silnika elektrycznego. I rzeczywiście to silnik elektryczny gra główne skrzypce dając moment obrotowy i przyjemność z jazdy od najniższych prędkości.

Hybryda może pracować w kilku wariantach. Pierwszy to czysty, bezemisyjny tryb elektryczny, który za sprawą akumulatorów o pojemności 13,8 kWh pozwala na pokonanie dystansu około 40 kilometrów. Drugi tryb to tak zwana hybryda szeregowa. W tym układzie motor spalinowy jest generatorem ładującym akumulatory, a napęd realizowany jest przez silnik elektryczny. To ciekawe rozwiązanie, w którym prawie dwu i pół litrowy silnik benzynowy pracuje jako generator prądu może niewtajemniczonych kierowców przyprawić o zawal serca, bowiem komputer pokładowy potrafi wyświetlić zużycie paliwa na poziomie 21 l/100 km! Silnik jest w stanie naładować akumulator w nieco ponad godzinę, więc kolejne kilometry pokonać można już w kompletnej ciszy i wskazaniami bliskim zeru. Trzeci tryb, to klasyczna hybryda, jaką znamy od dawna, gdzie za napęd odpowiadają obydwa silniki.

W sytuacji, gdy poruszamy się jedynie po mieście i na krótkich dystansach, warto korzystać z gniazdka i doładowywać akumulatory. To wzorcowa i najkorzystniejsza finansowo opcja, pod warunkiem, że wasz plan taryfowy obejmuje tani prąd w nocy. Możliwość poruszania się w trybie bezemisyjnym to największa zaleta hybrydowego napędu Outlandera. Będziecie uchodzili wtedy za bohaterów w walce o środowisko. Stąd jedynie krok do wegańskiej diety, zakupów w sklepach ze słowem BIO w nazwie oraz praniu w orzechach. Niestety, jeśli zapomnicie naładować baterie czar pryśnie, ale będziecie mogli zjeść na obiad dorodnego steka. Jazda z wykorzystaniem obydwu silników skutkuje zużyciem na trasie na poziomie 9-10 l/100 km i ponad 7 litrów w mieście, choć w skrajnych przypadkach i szybkiej jeździe autostradą zużycie benzyny może wzrosnąć nawet do 13-14 litrów na 100 kilometrów, a zbiornik o pojemności 43 litrów opróżnicie na dystansie 300 kilometrów.

Najoszczędniej będzie, jeśli uprzednio naładujecie baterie, a podczas jazdy wykorzystywać będziecie tryb hybrydowy, rekuperację energii z hamowania, a podczas przerwy skorzystacie z ładowarki 22kWh. Ładowanie zajmie wtedy około pół godziny, ale w dalszą drogę ruszycie z naładowanymi akumulatorami.

Jak się prowadzi ekologiczne Mitsubishi? Cóż, nie będę oryginalny pisząc, że największym przeciwnikiem osiągów jest masa. Pusty Outlander waży 1890 kilogramów, a spakowany na wakacje dobrze ponad dwie tony. Tę masę rzeczywiście czuć na drodze, tym bardziej, że auto zawieszone jest raczej komfortowo. Kaszubskie zakręty zdecydowanie nie są żywiołem japońskiego SUV-a, dlatego lepiej będzie, jeśli zdejmiecie nogę z gazu. Nadwozie wyraźnie przechyla się na boki, a do tego jest bardzo czułe na podmuchy bocznego wiatru. I to właśnie wiatr jest największym wrogiem Outlandera. Układ kierowniczy został zestrojony po amerykańsku, dlatego żeby podczas większego podmuchu nie zostać zepchniętym na przeciwległy pas, należy założyć niezłą kontrę, a cały manewr zaplanować przed wyjazdem zza ekranów dźwiękochłonnych.

Jeśli zależy wam na lepszej przyczepności użyjcie trybu Sport. Poprawia on nieco prowadzenie w zakrętach, ale nie ma co liczyć na cuda. Przyspieszenie do 100 km/h w czasie 10,5 sekundy również trudno nazwać sportowym, ale przypominam, że auto waży prawie dwie tony. Nie można zapomnieć jednak o napędzie na wszystkie koła 4WD S-AWC z systemem All Wheel Controll i blokadą centralnego mechanizmu różnicowego. W tym miejscu Mitsubishi przypomina o swoim terenowym dziedzictwie dzielnie radząc sobie na nierównych szutrach w okolicach Kościerzyny. Miękkie zawieszenie staje się wtedy zaletą, a jazda dostarcza pozytywnych wrażeń.

Po tygodniu spędzonym z Mitsubishi Outlaner PHEV plug-in hybrid mam mieszane uczucia, bo z jednej strony mam do czynienia z dojrzałym samochodem rodzinnym, w którym po 4 liftingach nie ma śladu po jakichkolwiek „chorobach wieku dziecięcego”, z drugiej wciąż nie uporano się z denerwującym, nieprecyzyjnym układem kierowniczym, który psuje ogólny obraz niezłego przecież auta. Wydaje się, że podążanie drogą ekologii i elektromobilności to słuszna decyzja, a możliwość bezemisyjnej jazdy nie tylko w mieście pozwala poczuć się naprawdę „trendy”. Na trasie lepiej mieć jednak lekką nogę, bo oszczędności pieczołowicie zbierane podczas jazdy na krótkich dystansach szybko wyparują z portfela. Jeśli jednak potrzebujecie elektrycznego SUV-a, którego użytkować będziecie w mieście to Mitsubishi Outlander PHEV będzie dla was autem idealnym.

MOTO PIĄTEK: Mercedes – AMG 45 S 4MATIC Plus – nie umie opowiadać dowcipów

ZOBACZ: Volvo S60 – globalny sedan ze szwedzką metką

ELLE MAN POLECA: Pojawiły się pierwsze zdjęcia BMW M3 i M4. A na nich? Wielkie grille i intrygujące kolory!