Jedyny w swoim rodzaju

Nowoczesna, bardzo azjatycka sylwetka przykuwa wzrok. Ostre, przecinające się linie tworzą charakterystyczny dla Mitsubishi, drapieżny przód. Skośne lampy i chromowane obramowanie grilla mają w sobie mnóstwo dynamiki. Linia boczna karoserii przypomina nieco SUV-y coupe i obiecuje sportowe wrażenia podczas jazdy. Duże drzwi zachodzą na progi, dzięki czemu nawet przy złej pogodzie pozostaną czyste, tak jak nogawki waszych spodni. To bardzo praktyczne i coraz częściej spotykanie rozwiązanie. Najbardziej kontrowersyjną częścią karoserii wydaje się tył. Dach kończy się efektownym spojlerem, a górna część szyby łagodnie opada ku tyłowi, by nagle natrafić na przepaść. Linia bagażnika spada pionowo do zderzaka, a ładnie narysowane lampy tworzą drugi spojler.

Wnętrze jakby znajome

Kokpit gdzieś już widziałam i na pewno była to także marka japońska. Wnętrze Eclipse Cross nadąża za śmiałą stylistyką karoserii, ale w jego stylistykę wkradł się mały bałagan. Góra deski rozdzielczej wykonana została z przyjemnego w dotyku tworzywa, zaś wszystko to, co znajduje się poniżej wzroku jest już twarde, Co ciekawe plastiki nie są tandetne, a po prostu twarde. Nie ma także problemu z jakością wykonania wnętrza. Wszystko jest dobrze spasowane i nie trzeszczy, ale chciałbym poznać człowieka, który wpadł na pomysł, by na przestrzeni kilkudziesięciu centymetrów użyć miękkiego tworzywa, imitacji włókna węglowego, czarnego, błyszczącego niczym fortepian plastiku, srebrnej imitacji aluminium i twardego tworzywa. Z pewnością człowiek ten musi być dobrym znajomym księgowego w Mitsubishi, bo w innym koncernie taka mozaika mogłaby się nie udać. To wszystko jednak jest tylko kwestią gustu, a po wynikach sprzedaży widać, że Polakom odpowiada taka wesoła architektura kokpitu.

Eclipse Cross to obecnie lider sprzedaży „Trzech Diamentów”. Pozycja za kierownicą jest jak najbardziej poprawna. Siedzi się wysoko, jak na SUV-a przystało, a ja bez problemu znalazłem wygodną pozycję. Trochę gorzej jest z ergonomią. Poszczególne przyciski porozrzucane są bez ładu po kokpicie, mają różne kształty i fakturę. Niektórych trzeba szukać w zagłębieniach deski rozdzielczej.

Przed oczami kierowcy zainstalowano analogowe zegary, a między nimi mały kolorowy wyświetlacz wskazujący parametry komputera pokładowego. Funkcjami samochodu steruje się za pomocą wyświetlacza centralnego. Jest on dotykowy, ale umiejscowiony dość daleko i trzeba mieć ponad przeciętnie długie ręce, by dosięgnąć do niego bez odrywania pleców od fotela. Pomiędzy fotelami producent zainstalował jednak dotykową płytkę, za pomocą której także możemy komunikować się z komputerem pokładowym. Moją uwagę zwrócił system audio Rockford Fosgate, który gra bardzo efektownie. Wielbiciele soczystych bitów nie będą zawiedzeni. Tu znów zwrócę uwagę na dobrą jakość wykonania i spasowanie wnętrza, bo nawet podczas odtwarzania głośnej muzyki ze strony plastików nie dochodziły do mnie żadne niepokojące dźwięki.

 Z tyłu ilość miejsca zaskakuje. Na kanapie wygodnie usiądą dwie dorosłe osoby, a ponieważ tu również siedzi się wysoko, pasażerowie mają wyjątkowo dużo miejsca na nogi. Kanapę można także przesuwać w zakresie 20 cm, zwiększając pojemność bagażnika. Awaryjnie przewieziemy z tyłu trzy osoby, ale raczej na krótkich dystansach. Jeśli chodzi o kufer, to ma on pojemność 341 litrów, co nie jest wynikiem wybitnym. Sytuację ratuje przesunięcie kanapy, wtedy do dyspozycji mamy o 100 litrów więcej. Pod podłogą znajduje się plastikowe korytko, które pomieści luźne przedmioty.

Układ napędowy z potencjałem

Pod maską testowego auta pracował silnik wysokoprężny o pojemności 2.2 litra i mocy 150 KM, spełniający normy emisji spalin EURO 6d TEMP. Motor połączono z automatyczną, 8-biegową skrzynią biegów. Napęd pracuje bardzo płynnie, a moc przekazywana jest na koła równomiernie i bez szarpnięć, ale skrzynia CVT i tu zdradza swoje upodobanie do wkręcania silnika na wysokie obroty. Motor okazuje się jednak oszczędny i w trasie bez problemu osiągniecie wynik 7 l/100 km, natomiast w mieście trzeba się postarać, by komputer pokazał więcej niż 8,5 l/100 km.

Duże lusterka pozwalają na obserwację tego, co dzieje się wokół samochodu. Niestety jeśli chodzi o widoczność w wewnętrznym lusterku nie jest już tak dobrze. Podzielona szyba skutecznie ogranicza widoczność. Mimo, że Mitsubishi reklamuje Eclipse Cross, jako auto sportowe, zawieszenie jest zaskakująco komfortowe. Podczas jazdy autostradą auto prowadzi się pewnie, ale nie jest wielkim miłośnikiem zakrętów. Ciężki silnik powoduje, że przód chętnie wyjeżdża z zakrętu. Podsterowność jest znaczna i trzeba wziąć to pod uwagę planując trasę. Precyzyjny jest za to sam układ kierowniczy. Kierowca czuje, co się dzieje z kołami i jest w stanie szybko reagować na zmieniające się warunki. Podróż autostradą najprzyjemniejsza jest do prędkości 120 km/h. Później do uszu docierają głośne szumy opływającego karoserię powietrza. Prawdopodobnie jest to wina uszczelek drzwi i mam nadzieję, że Mitsubishi szybko wyeliminuje ten defekt. 

Pozostał niedosyt

Podsumowując, rozstałem się Mitsubishi Eclipse Cross z mieszanymi uczuciami. Auto jest przestronne, ale nie przesadnie duże. Rozczarowuje szczególnie wielkość bagażnika. Świetne zawieszenie zapewnia wysoki komfort podróżowania, ale ciężki przód potrafi zrobić niespodziankę, wyjeżdżając z zakrętu. Bardzo dobre, wręcz idealne spasowanie elementów wnętrza koliduje nieco z mnogością rodzajów użytych przy jego budowie tworzyw. Auto ma potencjał, by pojechać autostradą szybciej, ale hałas skutecznie studzi sportowe zapędy kierowcy. Ogólnie jednak Eclipse Cross to ciekawe auto, które wielu będzie się podobać. 

CZYTAJ TEŻ: Volkswagen e-up! – jeszcze ciekawostka, czy już poważny samochód elektryczny?

ZOBACZ: AUTA Z DUSZĄ: Chevrolet, czyli „american dream" wśród samochodów [ZDJĘCIA]

ELLE MAN POLECA: „Projekt samochodu jest jak obraz – nigdy nie jest skończony” - wywiad z Jackiem Frohlichem, szefem działu projektantów marki BMW