„O randkach poza siecią, czyli o tym, jak wyjść z Matrixa” [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Jak wynika z badania „Pokolenie singli”, 70 procent ankietowanych na swoją ostatnią randkę umówiło się za pośrednictwem Internetu. W ogóle sieć jest miejscem, gdzie najczęściej (72 procent respondentów) umawiamy się na spotkania. Na drugim miejscu (10 procent) znalazły się randki z osobami, które spotkaliśmy wśród znajomych lub które poznaliśmy podczas imprez (6 procent).

Z deklaracji użytkowników Sympatii wynika także, że 74 procent z nich szuka zdecydowanie trwałego związku, a 22 procent raczej trwałego. Zaledwie 2 procent przyznaje, że liczy na jakikolwiek związek, a 1 procent raczej na przelotny. Można więc powiedzieć, że większość osób gra do jednej bramki. Jak zatem nie spudłować?

Sylwia: W którym momencie najlepiej pomyśleć o randce? Czy istnieje jakaś nawigacja, która pomoże nam w odpowiednim momencie zadecydować o przeniesieniu znajomości z Internetu do świata realnego?

Uważam, że szkoda czasu na rozmowy bez końca w portalu. Jak ma się udać, to lepiej spotkać się od razu, więc zwykle proponuję to w jednej z pierwszych wiadomości. Mało kto się decyduje, więc widać, jak „bardzo” ludziom zależy.

Joanna: Propozycja w pierwszej wiadomości to jednak lekka przesada. Nie ma takiej bezbłędnej nawigacji, zawsze może się okazać, że wjechaliśmy w las, ale najlepszym momentem na randkę jest chwila pomiędzy sytuacją, kiedy naprawdę mało wiemy o drugiej stronie i opieramy się na domysłach, a tym momentem, w którym zaczynamy się do tej osoby przyzwyczajać i kontakt z nią staje się stałym elementem naszego dnia. Bo jeśli mało wiemy, to może się okazać, że niepotrzebnie traciliśmy czas (mam na myśli obie strony), a jeśli zaczynamy się przyzwyczajać, to przeżyjemy spore rozczarowanie, gdy rzeczywistość nie potwierdzi naszych nadziei. Bliskość okaże się jedynie efektem stworzonym w wyobraźni.

Sylwia: Single pytają czasem, jak zaproponować randkę, żeby nie spotkać się z odmową. Uważam, że zawsze warto być gotowym na odmowę, ale też nie traktować jej jako osobistego dramatu.

Zniechęciło mnie, że jestem od miesiąca na portalu i nie udało mi się z nikim umówić. Rozmowy o pogodzie jakoś się kleją, ale gdy proponuję się spotkać, raczej są urywane. Jak zachęcić kobietę, żeby zechciała porozmawiać, ale na żywo?

Joanna: Nie ma sposobu, żeby zaproponować randkę w jakiś magiczny sposób. Warto mieć na uwadze fakt, że ktoś nam może odmówić – z różnych powodów. Nie warto brać tego do siebie, choć większość ludzi niepotrzebnie tak to odbiera. Przyczyn może być całe mnóstwo i nie muszą mieć nawet z nami nic wspólnego. A nawet jeśli ta osoba stwierdziła, że nie chce się z nami spotkać, bo pod jakimś względem jej nie odpowiadamy, to zasada jest prosta – nie każdy pasuje do każdego i nie ma takiej osoby, która podoba się wszystkim. To po prostu niemożliwe. To my mamy nierealistyczne oczekiwanie, że przez całe życie można nigdy nie doświadczyć odmowy. To fikcja!

Wracając do wpisu, zastanawiam się też, co chłopak zaproponował owym kobietom oprócz wspomnianych rozmów o pogodzie. Bo jeśli było krótkie wstępne zagajenie, potem wstawka zapoznawczo-meteorologiczna, po czym od razu padła propozycja spotkania, być może zabrakło w tym iskry. To mogło się wydawać nudne! Jeśli chcemy obudzić czyjeś zainteresowanie, to już na poziomie znajomości w portalu czy aplikacji powinniśmy stworzyć namiastkę relacji – a nie rozprawiać o tym, czy jutro będzie padało. Przede wszystkim po to, aby ta osoba dostała od nas sygnał, że się umawiamy z nią, bo coś nam w niej odpowiada, a nie tylko dlatego, że sprawnie przebrnęliśmy przez wstęp, więc czas na „konsumpcję”.

Można to porównać do sytuacji, gdy chcemy kogoś poprosić o przysługę i mówimy: „Hej, co u ciebie, bo wiesz, chciałbym cię prosić o pożyczkę”. Jeśli zrobimy to w taki nienaturalny sposób, skutek będzie oczywisty.

Sylwia: Co robić, gdy trudno jest nam na luzie rozmawiać na randce? W innych dziedzinach nie mamy problemu, w pracy czy towarzysko nie brakuje nam odwagi, a na randce – jakby odbiera nam rozum.

Wszystko jest dobrze do momentu konfrontacji. A właściwie często do niej nawet nie dopuszczam. Dopóki gadamy online, czuję się pewnie. Gdy mam iść na spotkanie – wymiękam.

Joanna: Ewidentnie znowu wkraczamy na pole samooceny. To dość powszechny problem. Jeśli uważamy, że jesteśmy fajną, atrakcyjną osobą (bez zadzierania nosa!), to podczas randki zachowujemy się swobodnie. Robimy wtedy założenie, że cokolwiek powiemy czy zrobimy, to jest w porządku, i nawet gdy się to komuś nie spodoba, to nie znaczy, że popełniliśmy jakiś straszny błąd. A jeśli nawet zdarzy się nam gafa, przeprosimy – i po krzyku. Natomiast jeśli bardzo obawiamy się konfrontacji i rozmowy w cztery oczy, to znaczy, że czujemy się nie dość dobrzy. Albo uważamy, że nasza powierzchowność ma jakiś mankament, na który ktoś zaraz zwróci uwagę, albo mamy zastrzeżenia do własnej elokwencji czy nawet inteligencji.

Tak czy owak, uważamy, że randka jest dla nas egzaminem, którego możemy nie zdać z tych oczywistych powodów. Pracowałam kiedyś z osobą, która za swój ogromny deficyt uważała nieznajomość geografii. Bardzo się stresowała w sytuacjach, kiedy okazywało się, że nie ma pojęcia, jakie miasto jest gdzieś stolicą lub w jakim kraju leży łańcuch górski. W pewnym momencie poznała mężczyznę, który nie tylko bardzo się interesował geografią, ale jeszcze świetnie się na niej znał. Gdy okazało się, że ona nie zna nazwy jakiejś małej wysepki na Pacyfiku, czuła się przy nim jak kompletny nieuk. Wydawałoby się – błahostka, ale nie dla niej.

Gdy o tym rozmawiałyśmy, doszłyśmy do wniosku, że ma to swoje głębsze korzenie. Gdyby była osobą z dobrą samooceną, powiedziałaby sobie: „wiem sporo rzeczy, ale o tym akurat nie mam zielonego pojęcia, mam prawo”. Ale ona była osobą, która uważała, że jej intelekt czy poziom wykształcenia jest niedostateczny, więc czuła się zawstydzona.

W takich przypadkach, bez względu na to, czy chodzi o wiedzę, rozmiar ubrania czy wzrost, warto uświadomić sobie, że jesteśmy w pełni wartościowymi ludźmi. Gdy to zrozumiemy, to nawet kiedy podczas rozmowy okaże się, że nie znamy na przykład nazwy jakiejś wysepki, bez wstydu powiemy: „nie mam najmniejszego pojęcia, super, że możesz mi o tym opowiedzieć”. Rozmowa przestaje być dla nas trudnym, a staje się ciekawym i inspirującym doświadczeniem.

Sylwia: Co robić, gdy po pierwszej randce kontakt się urywa?

Znalazłem kiedyś w sieci taką poradę: jeśli dziewczyna zgadza się na randkę, to ma w tym interes, bo chce cię lepiej poznać, podobasz się jej. Jeśli nie umówi się z tobą po raz drugi, to znaczy, że tego interesu już nie ma, bo nie chce cię dalej poznawać, woli poszukać innego kandydata. Na pocieszenie było dodane, że faceci też nie zapraszają na randki kobiet, wobec których nie mają jakiegoś interesu.

Joanna: To nieco cyniczne potraktowanie relacji i wygląda jak z podręcznika napisanego przez specjalistę od podrywu. Ja nazwałabym tę motywację potrzebą, a nie interesem, ale to przecież naturalne, że robimy coś, co wydaje się nam potrzebne, sensowne. Jeśli spotkanie się nie powiodło, gdyż osoba, z którą się spotkaliśmy, nie wywarła na nas pozytywnego wrażenia, to naturalną rzeczą jest, że nie mam już potrzeby umawiać się z nią po raz kolejny.

Gdy pracuję z ludźmi, którzy mają obniżoną samoocenę, czyli koncentrują się wyłącznie na tym, żeby zrobić wrażenie na drugiej osobie, staram się im uświadomić, że idą na spotkanie przede wszystkim, żeby tę osobę poznać, dowiedzieć się, czy chcieliby tego kogoś włączyć do swojego świata, czy nie. Jeśli stwierdzą, że jej wartości, zachowanie czy rodzaj ekspresji nie są tym, co chcieliby oglądać na co dzień, to jedynym sensownym rozwiązaniem będzie zaniechanie kontynuowania spotkań. Dlatego nie brniemy w drugą czy trzecią randkę. Po co zwodzić kogoś i mówić, że „było fajnie, na pewno zadzwonię”? A więc to, że kontakt się czasem urywa, jest normalne.

Sylwia: A jeśli ktoś mimo obietnicy nie dzwoni? Czy zaakceptować fakt, że nie będzie drugiego razu, choć chcielibyśmy?

Joanna: Skoro czujemy, że brakowało czegoś, co świadczyłoby o zainteresowaniu i chęci dalszego ciągu, to może tak właśnie jest. Ale może to efekt tego, że druga strona nie jest pewna, czy nam się spodobała? Czasem pozory mylą i ktoś, kto wyglądał na pewnego siebie, wcale taki nie jest. Warto więc spokojnie poczekać na rozwój wydarzeń.

„Miłość na celowniku. Jak szukać, żeby znaleźć?”– Joanna Godecka, Sylwia Stodulska-Jurczyk

 

Książka nie rozważa, czy wirtualny świat jest lepszym czy gorszym miejscem do zawierania znajomości, ale próbuje przedstawić ważne zjawisko, którego nie powinniśmy ignorować.

Joanna Godecka – psychoterapeutka, Członkini Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Dyplomowany life coach, coach oddechu z tytułem Diploma Master Practicioner. Certyfikowany Praktyk Integracji Oddechem i Integrującej Obecności. Prowadzi Gabinet Psychoterapii INSIDE YOU. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka wielu poradników psychologicznych „Bądź pewna siebie”, „Nie odkładaj życia na później”, „Szczęście w miłości”, „Przestań się zamartwiać”. Ekspertka medialna i komentatorka wielu zagadnień związanych z psychologią, szczególnie z miłością na wielu poziomach.

Sylwia Stodulska-Jurczyk – od 2008 roku bacznie przygląda się życiu singli w Polsce i na świecie. Z radością zarządza działem porad w portalu randkowym Sympatia.pl, wspierając singli w ich dążeniu do spotkania odpowiedniego partnera. Najlepsze momenty w jej codziennej pracy to te, gdy czyta wiadomości od par, które w portalu znalazły miłość. Dzięki temu wie, że to co robi, ma sens. Autorka artykułów i wywiadów o relacjach, związkach i singlach (m. in. dla Onet.pl, Sympatia.pl, Zwierciadło.pl, „Fakt”, „Dbam o zdrowie”).