Z powodu pandemii koronawirusa w pewnym momencie ligi piłkarskie grały tylko w czterech krajach: Burundi, Tadżykistanie, Nikaragui i na Białorusi. Trzy pierwsze państwa to kompletna futbolowa egzotyka, więc siłą rzeczy w centrum uwagi fanów futbolu znalazł się nasz wschodni sąsiad. Żeby podnieść trochę poziom emocji towarzyszących śledzeniu tamtejszych rozgrywek, zagraniczni kibice postanowili znaleźć sobie drużynę, której zaczną kibicować.

Ich wybór był dość zaskakujący. Nie padło bowiem ani na znane z występów w europejskich pucharach BATE Borysów, ani na broniące tytułu Dynamo Brześć czy jego imiennika z Mińska, lecz na mało popularny nawet na Białorusi FK Słuck. Jak do tego doszło i o co tu chodzi?

Fanklub z Adelaide

Wszystko zaczęło się na drugim końcu świata – w Australii. Kilku tęskniących za piłkarskimi emocjami kibiców z Adelaide zainteresowało się ligą białoruską. Ich uwagę przykuła drużyna ze Słucka. W oryginalnej pisowni nazwa miasta to Slutsk, co od razu skojarzyło im się z funkcjonującym w języku angielskim określeniem kobiety prowadzącej rozwiązły tryb życia (slut - przy. red.). W normalnych okolicznościach pewnie skończyłoby się na uśmiechu, jednak w obliczu niedoboru futbolu Australijczycy zaczęli śledzić losy drużyny.

W pierwszym spotkaniu w sezonie Słuck podejmował u siebie Sławiję Mozyrz. Mecz, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:1, miał niecodzienny przebieg. W ciągu 90 minut sędzia aż pięciokrotnie dyktował rzut karny. To tylko utwierdziło Australijczyków w przekonaniu, że wybrali właściwą drużynę. 

Po tamtym meczu mieszkańcy Antypodów założyli na Facebooku grupę „FK Slutsk Worldwide”. Zaczęli dołączać do niej miłośnicy piłki z całego świata. Już po kilku dniach było ich ponad tysiąc. Niektórzy nie ograniczali się do lajków i komentarzy. Amerykanin Andy Bajana udostępnił na grupie film, na którym śpiewa napisaną przez siebie piosenkę „We love our Slutsk”. Utwór szybko stał się nieoficjalnym klubowym hymnem. Lokalny zespół nagrał nawet jego studyjną wersję, którą zaczęto puszczać przed meczami. 

Klub wyczuł swoją szansę i sprytnie podłapał internetową zajawkę zagranicznych kibiców. Podczas rozgrywanego na początku kwietnia meczu ligowego z FK Witebsk, Białorusini pozdrowili swój nowy fanklub. Przed rozpoczęciem spotkania na telebimie wyświetlone zostały zdjęcia kilkudziesięciu członków grupy. Uhonorowano także fanów z Australii. Na płocie wokół boiska zawisła australijska flaga, która od tamtego momentu jest w Słucku stałym elementem stadionowej choreografii.

Nowi idole

Na przeciw oczekiwaniom zagranicznych kibiców wyszli też administratorzy klubowego fanpage’a na Facebooku. Na prowadzonej wcześniej tylko w języku rosyjskim stronie zaczęły pojawiać się wpisy po angielsku. Wprowadzono też serię „Q&A” z piłkarzami. Na pierwszy ogień poszedł bramkarz, Barys Pankratov. - Motywuje nas to, że nasze mecze oglądają kibice z różnych kontynentów. Naprawdę doceniamy ich wsparcie - tak golkiper odpowiedział na pytanie o nagły przypływ zagranicznych fanów.

Ulubieńcami kibiców stali się zwłaszcza dwaj piłkarze: właśnie Pankratov oraz napastnik Artyom Serdyuk. Ten pierwszy zawdzięcza to po prostu świetniej postawie na boisku, drugi - dołączeniu do „FK Slutsk Worldwide”, gdzie chętnie wchodzi w interakcję z fanami. Obaj są bohaterami licznych memów i przeróbek autorstwa członków grupy.

Żarty żartami, ale zainteresowanie zagranicznych fanów przyniosło klubowi również wymierne korzyści. Z założycielami grupy skontaktowali się kibice ze Słucka. Poinformowali ich o problemach finansowych ulubionego zespołu. Australijczycy zorganizowali więc zbiórkę pieniędzy, do której chętnie dołączali inni członkowie grupy. W ciągu kilku dni udało się zebrać ponad 5 tys. dolarów.

Zamieszanie wokół klubu przyciągnęło również sponsorów. Jedna z ukraińskich firm bukmacherskich wykupiła miejsce reklamowe na stadionie i rozmawia z władzami na temat dalszej współpracy. Trudno sobie wyobrazić, by FK Słuck wzbudził jej zainteresowanie jeszcze kilka miesięcy temu.

Są kibice, są wyniki

Efekty medialnego szumu widać na boisku. Wspierana przez kibiców z całego świata drużyna jest jedną z rewelacji pierwszej części rozgrywek. W przedsezonowych przewidywaniach FK Słuck wymieniany był jako jeden z kandydatów do spadku. Tymczasem po siedmiu kolejkach znajdował się nawet na czele stawki. Trzy mecze z rzędu bez wygranej zrzuciły go na piąte miejsce, ale dalej jest to pozycja, którą przed startem rozgrywek wzięto by w Słucku w ciemno.

Wraz z powrotem czołowych lig, zainteresowanie ligą białoruską z pewnością zmaleje. Zagraniczni kibice deklarują jednak, że nie porzucą swoich nowych ulubieńców. Umawiają się już nawet na wspólną wycieczkę na Białoruś, gdy tylko podróżowanie znów będzie możliwe.

Póki co armia internetowych fanów FK Słuck rośnie w siłę. Do założonej przez Australijczyków grupy dołączyło już ponad 7 tys. osób. Dla porównania - na początku marca oficjalny profil klubu miał zaledwie tysiąc polubień.