W kuchni panuje wojskowa dyscyplina. W każdej ogromny zegar wisi nie dlatego, żeby sprawdzać czas gotowania, ale pamiętać, że nie wolno się spóźnić. Lunch musi być gotowy na czas.

Ale nie czuję się niewolnikiem czasu. To by znaczyło, że źle wybrałem zawód. Artysta, aktor może się spóźnić na plan 45 minut. Architekt może robić plany bardzo długo. W kuchni jest inaczej. Jeżeli pan coś zamówi, to bez przerwy będzie pan sprawdzał czas. Kucharz nie dałby sobie rady, jeżeli zabralibyśmy mu zegarek czy timer piekarnika. W dawnych czasach mierzyli czas przy pomocy klepsydry.

W młodości czasu nie liczyłem, bo sądziłem, że mam go bez końca. A teraz słychać na całym świecie „nie mam czasu”, „czas tak szybko leci”. Dlatego trzeba umieć organizować czas, ale ja nie wiem, czy to potrafię. W kuchni umiem, ale w życiu? W kuchni to proste. Dzwoni pan X i rezerwuje stolik w restauracji, a ja pierwsze pytanie, jakie mu zadam, brzmi: na którą? To jest rzecz niesamowita, jak szybko leci czas w pracy. W czasie programu „MasterChef”, kiedy nadzoruję kucharzy, czas leci całkiem normalnie. Ale kiedy przyszło mi gotować z nimi, to był dramat. Myślałem, że ten zegarek mnie ukłuje, że krąży dwa razy szybciej!

Czas ma dziwną naturę. Słyszałem, że gdy jesteśmy szczęśliwi, zadowoleni z tego, co się dzieje w życiu, czujemy, jakby czas leciał dwa razy szybciej. Pięć godzin, jakie spędzam z synem, z wnuczkiem, mijają mi jak sekunda. W kuchni zależy od tego, ile jest do zrobienia. Są pory, że się toczy, ale jak jest sobota, weekend, pełna sala, to ani się obejrzysz i jest 20. Kiedy to minęło?! Patrzę na zegarek, pytam kolegów, bo aż nie wierzę, że dobrze chodzi.

Zbliżają się święta, to taki czas trochę wyjęty z kalendarza, ale my mamy tyle pracy w restauracji, że w domu nie będę miał czasu niczego przygotować, więc proszę grzecznie żonę, żeby robiła te wszystkie znakomite rzeczy. Ja w ogóle nie gotuję dla siebie niestety. Jak mam dzień dla siebie, to nie chcę go spędzać w kuchni. Tylko w gościach u kolegów kucharzy, po fachu, to gotujemy. Ale to nie jest fokus na jedzenie, tylko na to, co będziemy wykorzystywać w restauracji. No czy aktor w każdy piątek idzie do kina? Nie wiem. Mam teraz w kuchni chłopaka, który robi w domu eksperymenty nowych dań. Ja robię to w restauracji, może już za stary jestem? Mam tylko 54 lata, ale myślę o tym. Jeżeli człowiek wypełnił swoje zadanie zawodowo, jeśli stworzył rodzinę, to po co mu więcej czasu? Spędzić go z bliskimi to wielkie szczęście, ale jeśli miałby odejść jutro? Okej. Zrobiliśmy wszystko, jesteśmy spełnieni.