Jestem optymistą co do przyszłości świata. Właśnie dzięki temu, że świat jest tak rozpędzony przez Facebooka, Instagrama i nowe technologie ułatwiające kontakt między ludźmi. W tym kontekście widzę rolę teatru. Teatr polega na fizycznym kontakcie grupy ludzi, którzy spotykają się w jednym miejscu, żeby przeżyć wspólnie coś istotnego. Takie spotkania będą zyskiwać na wartości. Wszystkie tradycyjne przestrzenie, wolne od wszechwładzy nowych technologii i kultywujące tradycyjną wspólnotowość polegającą na rzeczywistym kontakcie ludzi doświadczających razem tych samych przeżyć i emocji, będą coraz ważniejsze dla życia społecznego. Tym samym wartość teatru w nowej rzeczywistości będzie rosła. Tradycyjne sposoby prowokujące do rzeczywistego kontaktu pozostaną wartościowe. Teatr lubi opowiadać o nowych mediach, analizuje je, opowiada o tym zjawisku, korzysta z nowych mediów i od nich nie ucieka, ale podstawą teatru pozostaje zmysłowość, która nie jest zapośredniczona przez ekran.

ZAGUBIENIE I LUKSUS ANALOGU

Teatr ma wyjątkowe szanse, żeby analizować to, co się dzieje z nowymi mediami, żeby wpływać nakształt ludzkiej percepcji czy psychiki. Gubimy się w zderzeniu z tempem postępu nowych mediów, w odczuciach. Nie jesteśmy gotowi na tempo zmian. Teatr, który może to zjawisko dekonstruować, może też przywracać  znaczenie opowieściom i pozwolić na oddech dlatego właśnie, że jest i że pozostanie zjawiskiem analogowym. Może nawet stanie się dobrem luksusowym. W obecnym świecie kontakt człowieka z człowiekiem staje się dobrem rzadkim i pożądanym.

SPOKÓJ, DŁUGIE RUCHY

Skoki nadproduktywności czy nagłe przyspieszenia cywilizacji nie są czymś wyjątkowym w kulturze człowieka. O zjawiskach przyspieszenia czy nagłego zalewu informacji napisano w przeszłości sporo książek. Świat już takie momenty przeżywał nie raz i nie dwa. A jednak potrzeba kontaktu, głód przeżycia spotkania z drugim człowiekiem, poznania opowieści za każdym razem przetrwał.

ZOBACZ TEŻ: Tomasz Sobierajski w ELLE MAN: Nauczmy się komunikować na nowo

Jakie jednak przybierze formy i formuły, trudno przewidzieć. Anna Karasik w Teatrze Nowym przygotowała spektakl o teatrze za sto lat. Wynika z niego, że potrzeba bezpośredniego kontaktu ludzi w zetknięciu ze sztuką ocaleje. Pęd do nowoczesności generuje potrzebę ocalenia enklaw autentyczności. Teatr zawsze był zjawiskiem elitarnym, niektórzy mogą powiedzieć – niszowym. I bardzo dobrze, bo dzięki temu ma szansę na ocalenie pierwotnego kontaktu człowieka z nieznanym. Wymaga przeżycia wspólnotowego i dzieje się w czasie rzeczywistym. Nie ma więc ani pokusy, ani zagrożenia, że to przeżycie zostanie zafałszowane przez pośrednictwo innych mediów. Dlatego teatr jest prawdziwy. A w ludziach potrzeba prawdy pozostanie.

Nawet dzisiaj, w epoce telewizji, bogatej oferty kin czy wreszcie zachłyśnięcia się serialami, teatry są pełne, bo chcemy uczestniczyć w czymś niezapośredniczonym przez ekran. Dobrze jest rozwijać wirtualną wyobraźnię, ale nie zastąpi to kontaktu z aktorem w żywym planie. Więc jeśli idzie o przyszłość sztuki, jestem optymistą. Pozostaje pytanie o język.

A TO POLSKA WŁAŚNIE

W polskim teatrze nie mamy wypracowanej poetyki opowiadania o własnej historii tak, jak czyni to teatr anglosaski. Nie mieliśmy Szekspira, więc wszystkiego dopiero się uczymy. A trochę nam tego brakuje w roku stulecia niepodległości. Popkultura nie udźwignęła zagadnienia. Wymyśliliśmy program „Sto wskrzeszeń na stulecie Polski” trochę na wzór tego, co w Stanach Zjednoczonych zrobił Hamilton. Bazując na historii w formie musicalu, opowiadał o paradoksach współczesności przez historie wybitnych postaci. Zrobiliśmy spektakl o Józefie Bemie. „Bem” to nie jest ideologiczna opowieść, ale historia konkretnego, żywego człowieka z jego dylematami i wątpliwościami. Nie chodziło o zrzucanie z piedestału, ale skorzystaliśmy z tego, że teatr potrafi odbrązowić mity, bo nie obowiązują go ideologie ani ograniczenia. Nie musi słuchać lęków przed aparatem państwa. W telewizji twórcy mogą zacząć się sami cenzurować w obawie przed reakcją polityków. To może ograniczyć im wolność opowiadania. Teatr nie ma takich ograniczeń.

GŁOS WOLNOŚCI

Wpływ polityków czy mecenasów na artystów będzie istniał, bo istniał zawsze. Ale teatr jest znacznie tańszym przedsięwzięciem niż kino czy telewizja. Nie potrzebuje wielkich funduszy przyznawanych przez państwo, może reagować błyskawicznie na wydarzenia, praktycznie z dnia na dzień. Dlatego, niezależnie od polityki, teatr tej wolności miał, ma i będzie mieć najwięcej. Paktu z kapitałem czy władzą teatr zawierać nie musi. Filmowcy w takiej sytuacji już nie są. W trudnym okresie muszą uciekać się do metafor, błąkać po jakichś odległych historycznie pomysłach. Nie jest dla nich dostępne też to wspólnotowe przeżycie. To właśnie teatr potrafi opowiadać o tym, co jest tu i teraz.

CZYTAJ TEŻ: Łukasz Simlat w ELLE MAN: 80 procent naszego środowiska jedzie na farcie

Teatr opowiada o emocjach. Niezależnie od tego, w którą stronę rozwinie się cywilizacja, ta ludzka potrzeba się nie zmieni. Ale czy my, ludzie teatru, będziemy mieli siłę, żeby tworzyć nowe, alternatywne historie? Żeby napisać dobrą historię, musisz mieć czas, inspiracje, wiedzę i musisz mieć z czego żyć. Wraz ze zmianami w polityce i gospodarce, z rozwojem technologii przechodzimy też zmiany sposobu finansowania kultury. I nie jest jasne, jaki model wypracujemy. Mnie interesuje model wolnorynkowy, inny niż w Teatrze Wielkim, który zatrudnia tysiąc osób. Twórcy we własnym gronie myślą jeszcze starymi kategoriami. Ale żyjemy w epoce internetu i nowych technologii i powinniśmy traktować te zjawiska jako sojuszników, zaprząc je do pracy i nauczyć się je wykorzystywać. W przyszłości może to przynieść upragnioną wolność od władzy i pieniędzy publicznych. Zająłem się teatrem, żeby poszukiwać własnej prawdy, czasami odległej od przekazu mainstreamu. Internet pozwala niezależnym twórcom na dotarcie do widza bez pośrednictwa choćby telewizji czy prasy.

KWESTIA PRAWDY

Prawda w teatrze jest w mistycznym połączeniu fikcyjnego świata z absolutnie prawdziwą interakcją, jaka tworzy się między ludźmi na scenie i widownią. Ta relacja jest prawdą w teatrze, mimo że na scenie wszystko jest przecież umowne i symboliczne. Oczywistość tej umowności w cyfrowym społeczeństwie jest wartością, odtrutką na zalew informacji winternecie, w którym odbiorcy nie potrafią odróżnić prawdy od fałszu. To jest wartość, która w przyszłości będzie do teatru prowadzić coraz więcej ludzi. A kwestia prawdy będzie coraz bardziej paląca. Przestaliśmy rozpoznawać sarkazm, ironię, groteskę, nawet żart. Pogłębia się problem w prostej międzyludzkiej komunikacji. Wiarygodność artysty wróci jednak do łask. Ludzie będą poszukiwali spójnej i prawdziwej

opowieści. Internetowe kariery youtuberów z ich przypadkowością są atrakcyjne tylko na chwilę, bo w człowieku jest głód prawdziwej opowieści. Po fali zachwytu nowością nastąpi powrót do poszukiwania wartości w sztuce. Nie damy się skołować nadmiarowi informacji. Będziemy poszukiwali znaczeń.

POLITYKA KONTRA SZTUKA

Dziś sztuka musi rywalizować z polityką. Politycy bombardują dziennikarzy newsami co kwadrans. Wysyłają komunikaty na Twitterze, a ich sejmowe starcia mają w sobie wiele z teatru. Sztuka musi zareagować. Musi być więc polityczna, ale nie może być prostą publicystyką. Musi prowadzić do uniwersalizacji. Poszukiwać głębszych wartości. Z pomocą przychodzą mity i wielka literatura. Na razie politycy swoją robotę wykonują bardzo skutecznie. Próbują być szamanami, którzy zagarniają świat duchów dla siebie, budują rytuały i kalendarze nowych świąt – temu służyły choćby miesięcznice smoleńskie. Artyści nie mogą pozwolić na tę zamianę ról. To ich po- wołaniem jest opowiadanie mitów, które tworzą społeczną podświadomość.

Dla starożytnych teatr, poza funkcją integracyjną, pełnił też funkcję sakralną. Dzisiaj przeżycie wspólnotowe jest rozbite. Teatr nie jest już aż tak masowym przeżyciem. Ale małe spektakle pozwalają na bliskość. Starożytni otwierali teatr na element ludyczny. To im pozwoliło na upowszechnienie sztuki. Potrzeba masowego przeżycia jest w nas wciąż silna. Sztuka podąży w stronę ludyczności i znowu otworzy się na masowego odbiorcę.

Michał Walczak - jeden z najbardziej cenionych dramaturgów i reżyserów teatralnych. Jego utwory są tłuma- czone na kilkanaście języków. Wraz z Macie- jem Łubieńskim wymyślili i stworzyli w 2012 kabaret i teatr polityczno-literacki Pożar w Burdelu. Za „stworzenie unikalnego, krytycznego i przenikliwie dowcipnego języka opisu dzisiejszej Polski” obaj byli nominowani do Paszportów Polityki 2017.