Obsesyjny podrywacz, który pod maską przystojniaka kryje rozpacz. To Michael Fassbender, seksoholik we „Wstydzie”. Tak przekonujący, że po tej roli aż strach się w nim zakochać. Jednak z drugiej strony cóż bardziej kusi niż fatalne zauroczenie? Mówi się, że aktor spotyka się z brytyjską lekkoatletką Louise Hazel, ale w Montrealu wielokrotnie widywano go u boku tajemniczej blondynki. Co na to sam Michael? „To nie fair stawiać karierę przed kobietą, ale tak długo czekałem na swoją wielką szansę w kinie, że nie chcę jej stracić. Nie jestem w stanie stworzyć związku, bo nie mógłbym spędzać z najbliższą osobą tyle czasu, ile wymaga poważna relacja” – mówi. Rzeczywiście jest mocno zajęty. Skończył zdjęcia do „X Men: Days of Future Past” i „Zniewolonego” Steve’a McQueena, w którym gra okrutnego właściciela plantacji w XIX-wiecznej Luizjanie. W połowie listopada do kin wszedł „Adwokat” Ridleya Scotta. Michael wystąpił u boku Penélope Cruz, Javiera Bardema i Brada Pitta. Gra tytułową rolę.


Podobno sam chciałeś kiedyś zostać prawnikiem?
MICHAEL FASSBENDER Tak, ale zrozumiałem, że wolno czytam, a ten zawód wymaga przeglądania wielu stron dokumentów i uczenia się dzień i noc. To mnie zniechęciło. 

Nie zniechęciło Cię jednak do przeczytania scenariusza naszpikowanego prawniczym żargonem? 
Scenariusz jest genialny! Jak tylko skończyłem go czytać, zadzwoniłem do Ridleya Scotta i powiedziałem mu, że chcę tę rolę. Tyle w niej mrocznych niuansów, że wchodząc w nią, czujesz się częścią świata, który kusi i przeraża. Cormac McCarthy kocha tworzyć takie poczucie zagrożenia.

A Twój bohater?
Jest tylko przechodniem, który wybiera się w bardzo ryzykowną podróż. Wchodzi w świat handlu narkotykami, ale gdy to robi, nie do końca wie, w co się pakuje. Później jest już za późno, by się wycofać. Pociągają go pieniądze? Pieniądze i glamour. Jest prawnikiem, który chciałby prowadzić pełne przepychu, lekko niebezpieczne życie. Z chciwości jest gotowy na czyny, do których wcześniej nie był zdolny. Przez to pakuje siebie i swoją dziewczynę w układ z niebezpiecznymi ludźmi.

Ta dziewczyna to Penélope Cruz. Jak to jest grać jej chłopaka, gdy w filmie występuje też jej mąż, Javier Bardem?
Penélope jest świetną aktorką. To wielka radość móc z nią pracować. Ona i Javier są niezwykle utalentowani i profesjonalni. Wspaniale jest móc pracować z Javierem i obserwować wszystkie jego metamorfozy i nagłe zmiany wyrazu twarzy. W ciągu kilku sekund z miłego kolesia zmienia się w okrutnego zbrodniarza. To czyni go genialnym aktorem. Nie sądzę jednak, żeby Javier martwił się o moje sceny miłosne ze swoją żoną. Jego postać i tak przeraża, więc nawet bym nie zauważył, gdyby próbował mnie jeszcze postraszyć z zazdrości.