Polska męska ulica. Prawie tak różnorodna jak w Paryżu albo Nowym Jorku. Ale „prawie” robi różnicę. Bo chociaż ponad 20 lat wolności nauczyło polskich mężczyzn ekonomicznego myślenia, inwestowania, prowadzenia firm, a nawet języków obcych, to o modzie nie udało im się jeszcze dowiedzieć wszystkiego. Sprawiedliwie trzeba przyznać, że jest już dużo lepiej, choć niektórzy dopiero niedawno zdjęli białe skarpety, a inni wciąż paradują ze sportowymi plecakami do garniturów. Z odblaskami przy szelkach. Najlepiej z modą radzą sobie najmłodsi: licealiści i studenci. Ubrani zgodnie z trendami, nie odstają od swoich rówieśników z Notting Hill.

CHINOSY DLA HETERYKA
– 20-, 30-latkowie coraz częściej mają ładne, zadbane sylwetki, noszą dobre buty i są świetnie ostrzyżeni – wylicza projektant Robert Kupisz. – Wyglądają rewelacyjnie.
Jego słowa potwierdzają wszyscy, którzy się znają na modzie. A zatem skoro im młodziej, tym lepiej, warto skupić się na tych, którzy już dawno zdali maturę, przekroczyli trzydziestkę i mają przed sobą widmo brzucha oraz sandałów na rzepy, kupionych w sklepie ze sprzętem wędkarskim. Jak im powiedzieć, żeby nie szli tą drogą?
Warto zacząć od spodni, bo w powszechnym kulturowym znaczeniu to właśnie one czynią mężczyznę. Ten „prawdziwy” boi się każdych prócz zwykłych wyświechtanych dżinsów lub bojówek z mnóstwem kieszeni, modnych dekadę temu. – Będę wyglądał jak gej! – protestował jeden z muzyków na sesji zdjęciowej, gdy Ina Lekiewicz, szefowa mody ELLE, zaproponowała mu modne, czerwone chinosy, luźne spodnie z cienkiej bawełny. Dla mężczyzny, który całe życie nosił to samo, włożenie innego ciucha rodzi panikę, że nagle zacznie być obiektem podrywu kolegów. Tylko że o dziwo, nigdy nic takiego się nie dzieje. Nowy krój spodni rodzi tylko jedną zmianę: wizerunku na lepszy. – Muzyk usłyszał od wielu osób tyle komplementów, że na końcu był zadowolony – komentuje Ina Lekiewicz. – I za nic nie chciał tych czerwonych chinosów już zdjąć.
– Warto, a może nawet trzeba, przyjrzeć się krytycznie męskim spodniom od garnituru. – Przede wszystkim są za długie – ocenia Krzysztof Łoszewski, stylista, doradca wizerunkowy, autor książki „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”. – Kładą się na butach, a zrolowane przy kostce deformują sylwetkę – ocenia. Dziś można już skorzystać z usługi skrócenia spodni od razu, w sklepie. Jednak mało kto tak robi. Teraz spodnie nosi się krótsze niż kilka lat temu, łączą się z butem, tworząc jedną całość. Młodsi mężczyźni i wszyscy, którzy dobrze się znają na modzie, wybierają wąskie, podwinięte, do butów bez skarpetek.
Jednak każdy, kto ma słabą nawigację po modzie, niech lepiej zostanie przy bezpiecznej klasyce. Jeśli garnitur został poczęty w czasach, gdy na listach przebojów królował Ivan i Delfin, lepiej zużyć go do rozniecania ognia na grillu. Nie ma wyjścia, trzeba kupić nowy. O nowoczesnym, węższym kroju. Spodnie bardziej dopasowane, marynarka krótsza. A jej rękawy niesięgające do nasady kciuka. – To wciąż częsty błąd polskich mężczyzn – zwraca uwagę Łoszewski. – A przecież rękawy też można skrócić od razu po zakupie. Prawidłowa długość to taka, w której widoczny jest przynajmniej centymetr mankietu koszuli.
Kolejne wykroczenie to wkładanie przez szczupłych mężczyzn zbyt obszernych marynarek. Chcą w ten sposób dodać sobie objętości, ale efekt jest odwrotny. Z kolei ci, którzy za bardzo przytyli, nie wymieniają garderoby, tylko pilnują, by na wdechu nie puściły im guziki.

 Mężczyzna jak spod igły - Czytaj dalej >>