Koniec wojny płci

Muszę się do czegoś przyznać. Mam słabość do męskich zapachów. Uwielbiam je na facetach, ale i na sobie. Nie dla mnie lekkie i zwiewne wody kwiatowe czy słodkie, cukierkowe, tak zwane gourmand, które zawierają składniki imitujące woń słodyczy. Od marcepanu, toffi i tuberozy zdecydowanie bardziej wolę wytrawne, „piwniczne” nuty wetywerii, mchu, drzewa cedrowego czy ciężkie, odurzające kombinacje kadzidła, oudu (olejek agarowy), tytoniu i skóry. I zbieram za nie sporo komplementów, zwłaszcza od facetów, na ogół nieświadomych, że to zapach z ich półki. Bo te same perfumy i tak pachną zupełnie inaczej na skórze kobiety i mężczyzny. To kwestia między innymi jej grubości, poziomu pH i wydzielania sebum.

Na szczęście dla mnie w perfumiarskim świecie coraz bardziej odchodzi się od sztywnych podziałów ze względu na płeć. Pierwszy zapach uniseks, Feminité du Bois, wypuścił w 1992 roku Serge Lutens. Dziś uniwersalne pachnidła oferują zarówno niszowe marki, jak Byredo, Etat Libre d’Orange czy Francis Kurkdjian, jak i duże międzynarodowe firmy, choćby Hermès, Cartier czy Calvin Klein. Jego kultowy CK One dla niej i dla niego niezmiennie utrzymuje się na liście bestsellerów od debiutu w 1994 roku.

Kosmetyczny gender

Granice płciowe zacierają się też na innych polach branży kosmetycznej. Wystarczy spojrzeć na coraz prężniej rozwijający się segment kosmetyków dla mężczyzn. Od dwóch lat mam przyjemność szefować działowi urody w ELLE MAN, który jest młodszym bratem ELLE. Z dużą przyjemnością (a nawet lekką zazdrością) stwierdzam, że męska półka nie ustępuje damskiej ani pod względem liczby, ani jakości i różnorodności produktów. Wielu chętnie używałabym sama. Są wśród nich zapachy, kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów, a nawet do makijażu.

Tak, to nie pomyłka. Pierwszą linię kosmetyków do makijażu specjalnie dla mężczyzn wprowadziła marka Chanel. Obejmuje ona nawilżający balsam do ust, fluid wyrównujący koloryt cery i kredkę do brwi, które szybko i dyskretnie przywrócą świeży, wypoczęty wygląd i skorygują drobne niedoskonałości. Z kolei Givenchy od niedawna oferuje luksusowe produkty uniseks dla pary. Obok korektora i przezroczystego żelu do brwi są to żel rozświetlający i sztyft matujący, które dają bardzo naturalny, nierzucający się w oczy efekt. Śmiało mogą więc znaleźć się i w damskiej, i w męskiej kosmetyczce.

Czy Polacy przekonają się do fluidu i korektora pod oczy? Szczerze mówiąc, nie wiem. Ale już fakt, że takie kosmetyki pojawiają się na naszym rynku, jest kolejnym dowodem na to, że czasy, gdy dbanie o siebie przez panów uchodziło za niemęskie, odeszły w niepamięć. Zamiast nieśmiało podkradać kosmetyki partnerce, Polacy coraz częściej sami wybierają się na zakupy, analizują składy, sprawdzają zapachy. Są też świadomi, że zgodnie z zasadą: „Jak cię widzą, tak cię piszą” wygląd stanowi ich wizytówkę. I że nawet najlepszy garnitur, eleganckie buty czy zegarek nie odwrócą uwagi od obgryzionych paznokci, sińców pod oczami czy zaniedbanej cery.

Męska specyfika

Nic dziwnego, że duży potencjał dostrzegły w męskiej klienteli także polskie firmy, jak w pełni ukierunkowane na facetów ZEW for Men, Pan Drwal, Cyrulicy czy Roomcays. Ale i w ofercie tych bardziej „kobiecych” rodzimych marek panowie znajdą coś dla siebie, na przykład węglowa pasta IOSSI świetnie sprawdzi się też dla ich skóry: oczyści z zaskórników, zwęzi pory, delikatnie zmatuje.

Bo skóra skórze nierówna. U mężczyzn jest o mniej więcej 20% grubsza niż u kobiet. Szybciej się złuszcza, wydziela też więcej sebum, dlatego panowie częściej mają skłonność do zaskórników i świecenia się. Ale też później widać u nich oznaki starzenia się w postaci zmarszczek czy kurzych łapek. Przynajmniej teoretycznie. Bo fizjologiczne uwarunkowania to jedno, a właściwa pielęgnacja - drugie.

Co powinno się znaleźć w męskiej kosmetyczce?

Właściwa, czyli jaka? Po pierwsze – szybka. Znasz mężczyznę, który będzie przestrzegał wszystkich kroków koreańskiego rytuału piękna? Bo ja nie. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale zdecydowana większość panów nie lubi spędzać zbyt wiele czasu przed lustrem i wklepywać w siebie kolejnych specyfików. Kosmetyki, których szukają, mają być skuteczne, praktyczne i najlepiej wielozadaniowe. Co więc powinno znaleźć się na męskiej półce? Oprócz środków do codziennej higieny na pewno preparat do oczyszczania twarzy dostosowany do jej potrzeb. Zwykłe mydło w kostce będzie przesuszać. Lepiej sprawdzi się naturalne mydło z gliceryną roślinną i olejami albo łagodny żel myjący, na przykład z delikatnie peelingującymi drobinkami. Cerze tłustej dodatkowo raz, dwa razy w tygodniu przyda się użycie głęboko oczyszczającej pasty z węglem aktywnym.

Męska kosmetyczka – jaki krem na dzień?

Obok zaskórników zmorą facetów jest szary, niezdrowy koloryt skóry. To znak, że jest ona niedotleniona i słabo odżywiona. Pozostali winowajcy to między innymi dym papierosowy, stres i smog. Ten ostatni szczególnie może dać się we znaki fanom joggingu i sportów na niekoniecznie świeżym powietrzu. Wsparciem dla biegaczy, palaczy i pracoholików będzie krem na dzień, który nawilży, zapobiegnie błyszczeniu się i ochroni przed wyżej wymienionymi „agresorami”. Warto, aby w swoim składzie zawierał nawilżający kwas hialuronowy, ceramidy, które wzmocnią barierę hydrolipidową skóry i antyoksydanty, na przykład witaminy C i E, które zabezpieczą skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Powinien szybko się wchłaniać, nie tworzyć tłustej warstwy i pozostawiać skórę miękką i gładką. Przyda się też krem pod oczy, na przykład z pobudzającą mikrokrążenie kofeiną czy guaraną, najlepiej w formie chłodzącego żelu lub rollera, który zniweluje obrzęki i cienie. Co jeszcze? Krem do rąk i pomadka ochronna do ust. Chyba nie trzeba komentarza. Szorstkim dłoniom i spierzchniętym ustom mówimy zdecydowane „nie!”.

Męska kosmetyczka – krem ochronny

Jaki jest znak rozpoznawczy zapalonych narciarzy i snowboardzistów, którzy właśnie wrócili ze stoku? Jasne ślady od gogli wokół oczu i rozpalone, czerwone policzki. Uwaga na te drugie, i to nie tylko ze względów estetycznych. Odmrożenie (zresztą tak samo jak przegrzanie) skóry to prosta droga do trądziku różowatego. Fani sportów zimowych w wyjazdowej kosmetyczce zawsze powinni mieć tłusty krem ochronny z SPF 50, który zabezpieczy skórę przed mrozem, wiatrem i działaniem promieni słonecznych. O przeciwsłonecznych blokerach bezwzględnie powinni pamiętać też surferzy, zwłaszcza pływający w egzotycznych zakątkach. Warto brać przykład z Australijczyków surfujących w kombinezonach z nowoczesnych tkanin z blokadami UV, które odcinają szkodliwe promieniowanie ultrafioletowe, a i tak kilka razy dziennie smarują się od stóp do głów wodoodpornymi kremami z najwyższym faktorem. Bo wiedzą, że poparzenia słoneczne to pierwszy krok do czerniaka i nawet najsilniejsza ochrona nie zabezpieczy skóry przed słońcem w stu procentach.

Domowy barber shop

Obok zmiennych warunków atmosferycznych i smogu męska skóra jest też narażona na podrażnienia i urazy mechaniczne podczas codziennych zmagań z zarostem. Aby je zminimalizować, profesjonalni barberzy stosują różne triki, jak zimny i gorący ręcznik. Ten ostatni ma zmiękczyć włosy, żeby łatwiej było je zgolić brzytwą. Na koniec barber nakłada na twarz zimny ręcznik, który pomaga zamknąć pory skóry.

Męska kosmetyczka- nie tylko dla drwala

Również w warunkach domowych golibroda amator może zadbać o skórę. Po pierwsze, wybierając żel lub piankę do golenia, które zawierają składniki o działaniu nawilżającym i kojącym, na przykład wyciąg z aloesu. Uwaga na wody po goleniu! Zwykle są na bazie alkoholu, który ma za zadanie dezynfekować skórę, ale niestety również ją wysusza i może podrażniać. Panowie o cerze wrażliwej powinni zamienić wodę po goleniu na delikatny balsam z łagodzącą alantoiną czy D-pantenolem – także odkazi skórę i zabezpieczy ją przed infekcjami, ale nie wywoła zaczerwienienia i nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia.

Taka minimalna pielęgnacja wystarczy mężczyznom golącym się na gładko. Co innego brodacze. Pamiętam, jak przerażona przyjaciółka przysłała mi zdjęcie swojej czerwonej buzi. Myślałam, że dostała ataku alergii. Okazało się jednak, że to efekt czułości z brodatym narzeczonym. Przez jego twardy jak szczecina zarost wyglądała, jakby wpadła twarzą w pokrzywy. Na szczęście problem zniknął, od kiedy podarowała chłopakowi zmiękczający olejek do brody i szczotkę z włosia dzika.

Męska kosmetyczka– co do kąpieli?

Broda wymaga takiego samego traktowania jak włosy na głowie. Niezależnie od tego, czy mężczyzna dba o nią sam w domu, czy raz, dwa razy w miesiącu odwiedza barbera, powinien regularnie ją „kąpać” (do wyboru są specjalne szampony i mydła do brody, ale łagodny szampon do włosów też się sprawdzi) i czesać. Tak zwany kartacz, czyli szczotka do brody, najlepiej z włosia dzika, działa jak peeling: delikatnie złuszcza martwy naskórek, dotlenia skórę, pobudza krążenie krwi i wzrost włosa. Pozwala też wystylizować zarost i nadaje kierunek, w którym się on układa. Wykończeniem stylizacji będzie olejek, który nabłyszczy brodę i odżywi skórę. Większość z nich jest wzbogacona w naturalne olejki eteryczne, a warto pamiętać, że na owłosionej skórze zapach utrzymuje się dłużej. Przy wyjątkowo niesfornych włosach układających się w różnych kierunkach przydadzą się też wosk lub pomada do brody, które pozwolą ją ujarzmić.

Włos ma głos

Bujna fryzura to symbol witalności, siły i zdrowia. Niestety coraz więcej mężczyzn ma problem z wypadaniem włosów. Zakola, powiększone czoło, przerzedzenia na czubku głowy to efekt łysienia androgenowego, które dotyka mężczyzn przed czterdziestką, ale zdarza się też u młodszych, nawet dwudziestolatków.

Oszukać geny

Za przedwczesne łysienie odpowiadają głównie geny oraz zbyt wysoki poziom testosteronu. Dlatego z problemem nadmiernego wypadania włosów często mierzą się miłośnicy siłowni i pracoholicy. Częste treningi, tak samo jak stres, powodują wzrost poziomu testosteronu, który stymuluje rozwój włosów na twarzy, ale hamuje ich wzrost na głowie. Na szczęście można spowolnić ten proces. Pomogą wcierki zawierające minoksydyl, który miejscowo stymuluje porost włosów i hamuje ich wypadanie. Trzeba jednak stosować je regularnie, najlepiej codziennie, i uzbroić się w cierpliwość, bo pierwsze efekty widać dopiero po mniej więcej dwóch miesiącach, a najlepsze wyniki można zaobserwować po… roku stosowania. Dopóki cebulka włosa nie jest martwa, można też zastosować mezoterapię z podaniem komórek macierzystych lub osocza bogatopłytkowego. Nakłuwanie mikroigłami pobudza krążenie i sprawia, że cebulka jest lepiej odżywiona. Uwaga! Taki zabieg powinien wykonywać lekarz.

Męska kosmetyczka– co przeciw łysieniu?

Geny i stres – to one, podobnie jak w wypadku łysienia, odpowiadają za przedwczesne siwienie. Ale i na to jest metoda. Srebrne pasma można nosić z dumą, jak George Clooney, albo zamaskować koloryzującym sprayem do tuszowania siwizny, dobranym do naturalnego odcienia włosów (polecam Retouch.Me marki Kevin.Murphy). Warto też sięgnąć po szampon z niebieskim pigmentem, który zapobiega żółknięciu siwych włosów.

Metroseksualny czy lumberseksualny?

Jeszcze kilka lat temu w kampaniach reklamowych i show-biznesie prym wiedli mężczyźni metroseksualni. Wzorem dla nich byli najpopularniejsi piłkarze, z perfekcyjnie wyrzeźbionymi ciałami i wystylizowanymi fryzurami, ubrani od stóp do głów w drogie produkty topowych marek i spędzający przed lustrem nie mniej czasu niż ich królujące na Instagramie żony i dziewczyny (WAGs). Z czasem jednak sławni gracze stali się wręcz parodią tego trendu, a ich przesadna dbałość o wygląd – tematem żartów i memów. Mój ulubiony to zdjęcie załamanego po przegranym meczu Cristiano Ronaldo z podpisem: „Nie płacz, mamy twój żel do włosów”.

Ale na horyzoncie szybko pojawił się nowy typ: mężczyzna lumberseksualny, który miał być odpowiedzią na kryzys męskości i przeciwwagą dla wymuskanego faceta w typie „metro”. To współczesny wiking: męski, charakterystyczny, często z brodą i tatuażami. Ale też zaradny, odpowiedzialny, umiejący sobie poradzić w każdych warunkach, a nie skupiający się wyłącznie na tym, by nie zniszczyła mu się fryzura, nad którą tyle pracował. Wrażliwy macho, czuły barbarzyńca, który i rozpali ognisko, i wzruszy się na filmie. Facet z krwi i kości, który ma własny styl i nie przywiązuje zbyt dużej wagi do wyglądu. Tyle w teorii. Bo lumberseksualizm to tak naprawdę kolejny wymyślony przez speców od marketingu trend, który ma nakręcić machinę sprzedaży. Nonszalancki, pozornie niechlujny styl „na drwala” wymaga przecież sporo pracy i odpowiedniej oprawy, w tym regularnych wizyt w barber shopie i pokaźnego kosmetycznego zaplecza.

Co na to kobiety? Zadałam to pytanie przyjaciółkom i okazało się, że wszystkie jesteśmy zgodne. Niezależnie od nomenklatury i trendów, chcemy, żeby mężczyzna był po prostu zadbany, bez popadania w skrajności. A czy jest łysy, czy z bujną fryzurą, wytatuowany, z brodą czy gładko ogolony – to ma już drugorzędne znaczenie.

MĘSKI KONTURING

Tak jak my, kobiety, możemy konturować twarz brązerem, mężczyźni mogą uzyskać podobny efekt zarostem. Odpowiednio przycięte trymerem linie brody mogą podkreślić linię żuchwy, optycznie wyszczuplić twarz i wydłużyć szyję.

ZERO PROBLEMÓW

Wielu mężczyzn tracących włosy decyduje się ogolić na łyso – i nie tylko nie tracą przez to na atrakcyjności, ale wielu z nich wręcz zyskuje. Wystarczy spojrzeć na Bruce’a Willisa czy Jasona Stathama, którym brak włosów dodaje męskości. Fryzura „na zero” ma wiele plusów: nie trzeba myć, czesać i układać włosów. Można pożegnać się z suszarką i czepkiem na basen. Latem trzeba tylko pamiętać, aby smarować głowę kremem z filtrem przeciwsłonecznym, bo skóra jest tam bardzo cienka i łatwo ulega poparzeniu. Warto też zainwestować w maszynkę i raz na tydzień samemu się ogolić.

(W)BREW REGUŁOM

Groźne, krzaczaste, „na Breżniewa” albo zrośnięte, w stylu Fridy Kahlo – tak często wyglądają męskie brwi. Panowie próbują z nimi walczyć maszynką lub trymerem, co często przynosi jeszcze gorsze skutki: włoski zaczynają odrastać szybciej, stają się gęstsze i mocniejsze. A wystarczy naprawdę niewiele, by je uporządkować. Jeśli twój mężczyzna niezbyt wprawnie posługuje się pęsetą, zasugeruj mu regulację brwi w profesjonalnym salonie, na przykład typu brow bar. Specjalistka nałoży na skórę ciepły wosk i jednym zdecydowanym ruchem usunie niepotrzebne włoski. Dla „wrażliwców” lepszą metodą może być nitkowanie, które nie podrażnia skóry. Nie ma też po nim ryzyka wrastania włosków i pojawienia się krostek, które powstają w wyniku za- palenia mieszków włosowych.

Artykuł jest częścią książki #Polish beauty. Przewodnik piękna dla Polek autorstwa Marty Krupińskiej. 

Razem z najlepszymi ekspertkami do spraw urody w Polsce Marta Krupińska wzięła pod lupę najbardziej popularne praktyki pielęgnacyjne i „cudowne składniki” z różnych stron świata. Przeprowadziła śledztwo, na ile sprawdzają się one na polskim gruncie. Autorka podpowiada czytelniczkom, co powinno się znaleźć w ich kosmetyczkach, a z czego mogą bez wyrzutów sumienia zrezygnować. Zdradza, jak w dziesięć minut zrobić make-up no make-up, który podkreśli naturalne atuty, bez teatralnych sztucznych rzęs, tipsów i hebanowej opalenizny rodem z solarium. Z tej książki dowiecie się, jak świadomie kupować kosmetyki i na co zwracać uwagę w ich składzie, jednocześnie nie szkodząc środowisku.

---------

Marta Krupińska - szefowa działu urody „ELLE” i „ELLE MAN”. Wcześniej pisała między innymi dla „Wysokich Obcasów” i „Viva! Moda”. Testuje dziesiątki kosmetyków, a znajomi żartują, że jej mieszkanie zmieniło się w drogerię. Chciałaby być kosmetyczną minimalistką, ale chyba uda jej się to dopiero w następnym wcieleniu. Do napisania książki o pielęgnacji dla Polek zainspirowały ją rozmowy przy kawie z koleżankami i liczne wywiady z lekarzami, makijażystami i innymi ekspertami z branży beauty.