Zgodzi się pan z tym, że coraz więcej mężczyzn cierpi na depresję?

Zacząłem zajmować się psychoterapią 20 lat temu i rzeczywiście kiedyś znacznie więcej kobiet niż mężczyzn przychodziło do psychologa. Teraz liczba kobiet i mężczyzn wyrównuje się. Nie zawsze chodzi o wzrost ilości zachorowań, ale raczej o coraz częstszą zgodę mężczyzn, by omawiać własną bezradność. Dopiero od niedawna mężczyźni mają pełną świadomość, że posiadają także życie psychiczne i że można się nim zajmować. Mężczyźni mają swoje sposoby na tłumienie depresji. Głównym jest alkohol, stosowany jako antydepresant. Oczywiście z czasem po prostu się uzależniają i alkoholizm staje się chorobą samą w sobie. Picie maskuje depresję i staje się mechanizmem obronnym.

Czemu mężczyźnie tak ciężko pójść do psychologa?

Dla mężczyzny depresja jest trudna do uznania, ponieważ jest to choroba bezradności. Depresja to brak sił, rozleniwienie, spadek nastroju i napędu. To nie jest łatwe przeżycie dla nikogo, a dla mężczyzn, których poczucie wartości w klasycznym modelu wychowania dotyczy zaradności, podboju świata, sprawności fizycznej, to dramat. Oczywiście podbój świata to tylko stereotyp, ale wciąż funkcjonujący. Proszę spojrzeć na przedstawienia szkolne i role, w których obsadza się chłopców. Zwykle zgodnie ze stereotypem. A to nieświadomie utrzymuje stary wzorzec.

Wzorzec rycerza...

Tak, mężczyźni mają być sprawni, odnieść sukces zawodowy (to ich sprawczość i zaradność), umieć wchodzić w rywalizację rówieśniczą z kolegami i nie bać się walki. Najlepiej, by od czasu do czasu rywalizację wygrywali. I kiedy nagle okazuje się, że nie mogą nawet wyjść z domu, to uderza w nich boleśniej niż w kobiety. Nie pasują do wzoru i ciężko im się do tego przyznać. Na szczęście, dzięki rozmaitym akcjom społecznym depresja coraz częściej uznawana jest za zwyczajną chorobę i rośnie na nią przyzwolenie społeczne.

Skąd najczęściej bierze się depresja?

Powody bywają różne, ale najczęściej przyczyną depresji są dziecięce traumy związane z nieobecnością ważnych osób, na ogół rodziców. To może być nieobecność fizyczna, ale także brak empatii ze strony rodziców i brak dobrego kontaktu z nimi. Dorośli mogą być fizycznie na miejscu, ale jednocześnie zajmować się swoimi sprawami, nie zauważać potrzeb dziecka. Mogą sami przeżywać smutki, napięcia, kłopoty, uzależnienia czy depresję i przez to nie na- wiązywać z dziećmi żywej więzi. Ich oczy się nie błyszczą, są bez kontaktu. Dla dziecka oznacza to, w żargonie psychologicznym, brak „obiektu”. To może skutkować depresją. Nie musi, bo dzieci też mają mechanizmy obronne, ale najczęściej to właśnie okazuje się początkiem depresji. Dotyczy to okresu wczesnego dzieciństwa, do trzeciego, maksymalnie szóstego roku życia. Najważniejsze są pierwsze lata. Im wcześniej pojawiają się te deficyty, tym głębsze traumy.

Kiedy zwykle objawiają się konsekwencje traum dzieciństwa?

Istnieją progi życiowe uruchamiające depresyjną konstrukcję, która zbudowała się w człowieku w pierwszych latach życia. Pierwszym progiem jest zwykle rozpoczęcie studiów, czyli separacja od domu rodzinnego. To moment większej niezależności i sprawdzania swojej wartości w świecie dojrzalszych rówieśników. Zwykle depresja w tym wieku objawia się unikaniem zajęć, zmniejszeniem energii, zmęczeniem. Unikanie studiów oczywiście kończy się zwykle problemami i koło się zamyka. Podobnym progiem może być pierwsza praca. Teraz depresja ujawnia się nawet w okresie szkolnym, bo już liceum staje się wyzwaniem, młodzież sprawdza tam swoje poczucie wartości w zetknięciu z kolegami i zaczyna się oceniać.

A pierwszy związek?

Tu najważniejszym momentem jest urodzenie się pierwszego dziecka. Często towarzyszy temu osłabnięcie więzi między partnerami, skupienie na dziecku. Pewna część czasu kobiety przesuwa się na dziecko i zdarza się, że mężczyźni czują wtedy odrzucenie. To może uruchomić dawne traumy. Dziecko tylko je wyzwala. Kolejnym progiem, na którym pojawia się depresja, jest kryzys wieku średniego. To czas, kiedy mężczyzna już się ustatkował i mógłby zacząć korzystać z życia, ale zaczyna się zastanawiać nad sobą. Ma czas na refleksje, ponieważ skończył się okres zadaniowości w życiu i pędu do stabilizacji finansowej. Dla wielu mężczyzn życie wygląda tak: do czterdziestki się dorabiam, po czterdziestce boję się, że umrę. Ten kryzys to głęboko ukryty lęk przed śmiercią i stąd nerwowe poszukiwanie tego, co w życiu radosne, piękne, dy- namiczne...

Dynamiczne jak... porsche.

I piękne jak młodsza kobieta. Romanse, samochody, fitness, sporty ekstremalne – to nic innego jak poszukiwanie nowej energii.

CZYTAJ TEŻ: Stres – cyjanek dla Twojej psychiki. Jak z nim walczyć?

Przyczyny depresji są podobne u kobiet i mężczyzn?

Tak, różnice pojawiają się później. Jeśli depresja jest reakcją na brak „obiektu”, to obiektem może być dosłownie rozumiana bliska osoba, ale może być nim także dobre mniemanie o samym sobie. Kiedy wchodzimy w dorosłość, zauważamy, czy dobrze radzimy sobie w życiu. I czasem, w zderzeniu ze światem, tracimy dobre mniemanie na swój temat. A każda strata może zaowocować depresją. Tu też widać różnicę między kobietami a mężczyznami.

Mężczyźni są częściej sobą rozczarowani. Wracamy do wzoru mężczyzny?

Dokładnie. Współczesny typ mężczyzny, który osiągnął sukces życiowy, nijak się ma do sposobu wychowywania chłopców. Dziś już powszechnie powtarza się, że mężczyzna może mieć gorsze dni czy może płakać, ale kiedy chłopiec płacze, to mówi się mu: nie bądź beksą. Inaczej mówiąc, na plakatach już wiszą nowe ideały, ale wychowanie za tym nie nadąża. Wciąż facetów wychowuje się na szefów, na ludzi sukcesu, korporacyjnych żołnierzy. A świat już tak nie wygląda. To były lata 90. Dziś coraz bardziej liczą się „miękkie kompetencje”. Rozwijają się zawody związane z relacjami międzyludzkimi, słuchaniem konsumentów, empatią, elastycznością. I nie są to kompetencje lidera czy menedżera sprzed 20 lat.

To kompetencje kobiece.

Stąd ogromne rozczarowanie u mężczyzn. Bo niewielu tak potrafi, bo czegoś innego ich uczono. W przeciwieństwie do kobiet, które odnajdują się w tym jak ryby w wodzie. Rozumieją, że ludzie ze sobą rozmawiają nie po to, by jedno drugiemu wydało polecenie, ustaliło plan czy zrealizowało zadanie. Powodem rozmowy może być wzajemne poznanie się, stworzenie atmosfery zaufania. Mężczyźni łatwo się w tym gubią. I jeśli nie ma w nich zgody na zmiany, chęci uczenia się nowych kompetencji, może skończyć się chorobą.

Ile zwykle leczy się depresję?

Zwykle, w podejściu psychodynamicznym dwa, trzy lata. Dobrze, by w tym czasie było także wsparcie farmakologiczne, czyli opieka psychiatry. Często bowiem objawy depresyjne odbierają możliwość normalnego funkcjonowania. Pacjent nie może pracować albo nie może się na niczym skupić. Psychoterapia nie działa doraźnie, nie stawia człowieka po miesiącu na nogi. Leki natomiast tak. Zmniejszają poziom objawów na tyle, że pacjent jest w stanie w miarę normalnie żyć, chodzić do pracy i pracować na terapii.

Czyli nie jest tak, że leki przeszkadzają w psychoterapii?

Nie. W ciągu tych 20 lat bardzo zmieniło się podejście do leków. Kiedyś faktycznie pacjent musiał odstawiać leki, by zacząć psychoterapię. Kierujemy się zasadą realizmu. Jeśli pacjent przychodzi do terapeuty raz w tygodniu, to nie można sobie pozwolić na to, by w międzyczasie rozpadł się emocjonalnie. Trzeba zadbać, by nie wypadł ze ścieżki swojego życia. Zabezpieczyć go przed tym i dopiero wtedy pracować terapeutycznie.

Jakie są pierwsze objawy depresji?

Częstsze popijanie alkoholu, nawet w małych dawkach. Mniejsza dbałość o siebie. Ktoś rzadziej zmienia koszule, rzadziej myje włosy. Często zmniejsza się libido. To objawy, z którymi należałoby pójść do lekarza, na przykład seksuologa, endokrynologa, gastrologa (bo przecież w jelitach jest nasz drugi mózg) i oczywiście psychologa.

Czy istnieje coś takiego jak profilaktyka depresji?

Tak. To przekierowanie źródła przyjemności życiowej ze spraw zawodowych na bliskich i rodzinę. Od rodziny naprawdę możemy dostać w życiu więcej niż od korporacji. Oczywiście, w firmie będę zarabiał pieniądze, ale być może nie dadzą mi one poczucia wartości. Druga rzecz: docenić relacje z dziećmi. To się już dzieje. Ojcowie naprawdę spędzają z dziećmi więcej czasu i zajmują się nimi realnie, a to niezwykle pogłębia więź. Widać to potem przy rozwodach. Mężczyźni nie chcą zostawić dzieci. Czasem właśnie lęk przed rozstaniem z dziećmi powstrzymuje ich przed rozstaniem z ich matką. Kolejna rzecz to sport. Zawsze na samopoczucie dobrze działa aktywność umiarkowana fizyczna. Nie polecam triathlonu jako antidotum na depresję. (śmiech) Należy przywołać znane powiedzenie: higiena życia. To myślenie o sobie, swoim zdrowiu, samopoczuciu. Mam coraz więcej pacjentów, którzy odkrywają mindfulness i znajdują w nim ukojenie. Dostają naukowe potwierdzenie, że można siedzieć na balkonie i słuchać śpiewu ptaków, a do tej pory sprawdzali wieczorami maile i martwili się kolejnym dniem.

Skończmy zatem na innym zabójcy współczesnego mężczyzny na stresie. Jak się mu nie dawać?

Stres to złożona emocjonalna i biochemiczna reakcja organizmu, która, nierozładowana, zamienia się w przewlekłego niszczyciela. Warto wiedzieć, co nas stresuje, irytuje, wywołuje bóle brzucha. Ale to nie wszystko. Dla stresu kluczowa jest ekspresja. Stres trzeba wyrazić. On będzie się zawsze pojawiał, bo w takim żyjemy świecie, ale musi mieć ujście. Najłatwiejszym sposobem rozładowania stresu jest powiedzieć o nim komuś, porozmawiać. Wsparcie drugiego człowieka może niesamowicie pomóc. Można nawet poplotkować o kimś, kto wzbudza nasze zdenerwowanie, bo obgadywanie rozładowuje stres. (śmiech) No i oczywiście sport. Stres jest czystą biochemiczną reakcją, a sport to także biochemia. Wysiłek i napięcia mięśni, które wytwarzają endorfiny. Czyli endorfiny kontra kortyzol, hormon stresu.

ZOBACZ: Atari Wu w ELLE MAN: Potrafię czuć się jak król i kochać jak wariat [WYWIAD]