Czym jeszcze może pochwalić się Mercedes EQXX? Na pewno zasięgiem, bo to właśnie on ma grać tutaj kluczową rolę. 1000 kilometrów na jednym ładowaniu robi wrażenie. Na papierze wszystko wygląda bardzo dobrze: 

  • pakiet akumulatorów o pojemności ok. 100 kWh (netto),
  • maksymalna moc – 205 KM,
  • zużycie energii – poniżej 10 kWh na 100 km,
  • zasięg przekraczający 1000 km,
  • rozstaw osi – 280 cm,
  • masa – ok. 1750 kg.

Po przeanalizowaniu tych danych, możemy dojść do wniosku, że dostajemy „normalne" auto. 205 koni wystarczy na swobodne poruszanie się po mieście, a waga 1750 kg jest zbliżona do aut spalinowych. 1000 kilometrów zasięgu dostaniemy w idealnych warunkach, ale nawet gdyby było 100 kilometrów mniej, to i tak jest fantastycznie. 

Kolejne porównanie – Tesla Model 3 w wersji Long Range RWD ma masę 1730 kg i akumulator o pojemności na poziomie ok. 75 kWh. Gołym okiem widać przewagę niemieckiego producenta. 

W Mercedesie wiedzą jak robić samochody elektryczne. W swojej gamie mają już ich naprawdę sporo, a każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego. Model Vision EQXX ma być potwierdzeniem, że to właśnie producent ze Stuttgartu przejmuje pałeczkę lidera aut napędzanych silnikami elektrycznymi. Nie usłyszeliśmy ile zajmuje naładowanie akumulatorów do pełna, ale jestem pewny że nieco dłużej niż w EQS. 

Mercedes EQXX – jak inżynierom się taka sztuka udała?

Po pierwsze – tworząc, we współpracy z AMG HPP, nowy zestaw akumulatorów o zwiększonej gęstości energii (blisko 0,4 kWh/l), co miało pozwolić pomieścić akumulatory o pojemności porównywalnej z tymi z EQS w zauważalnie mniejszym nadwoziu. Według Mercedesa taki pakiet ma połowę rozmiaru pakietu z EQS i przy okazji jest o 30 proc. lżejszy (ok. 500 kg).

Drugą rzeczą jest niezwykle wydajny układ napędowy. Aż 95% energii ma być przekazywane bezpośrednio na koła. Przez niskie zużycie energii, nic się za bardzo nie nagrzewa, a co za tym idzie, nie potrzeba wielu układów chłodzenia. Jeśli gdzieś jednak powstanie niepotrzebne ciepło – ma je wykorzystać pokładowa pompa ciepła. I najważniejsza rzecz, o której nie można zapomnieć, niski opór powietrza. 

Kolejną cegiełką do tak wielkiego zasięgu są panele słoneczne zamontowane na dachy, które w ruchu miejskim mają dodawać 25 kilometrów dziennie. 

Kiedy będziemy mogli go zobaczyć na drogach?

Niestety tego nie wiemy. Nie otrzymaliśmy takiej informacji. Nie wiemy też, na która oś będzie przekazywany napęd. Jest za to wiele obietnic, że rozwiązania z prototypu trafią do aut produkcyjnych. Zdumiewające jest to, że cały projekt zajął inżynierom tylko 18 miesięcy. 

Osobiście jestem zafascynowany tym konceptem i jeżeli tak mają wyglądać auta przyszłości to nie będę miał nic przeciwko, aby elektryki przejęły branżę motoryzacyjną.