Dlaczego pierwszy elektryczny mercedes jest SUV-em? Przyczyny są przynajmniej dwie. Po pierwsze, dziś każdy klient chce jeździć autem wyglądającym na terenowe, a segment crossoverów rozwija błyskawicznie. Po drugie platforma, na której zbudowane są SUV-y daje większe możliwości adaptacji różnych napędów, a konstrukcja, która przewiduje napęd na wszystkie koła idealnie nadaje się do tego, by wsadzić do niej dwa silniki elektryczne. Dlaczego dwa? Tu znów mamy dwa powody. Pierwszy to taki, że dwa mniejsze silniki będą wydajniejsze niż jeden duży, a drugi powód związany jest bezpośrednio z układem jezdnym. Dwa silniki napędzają wszystkie koła pomijając dodatkowe sprzęgła, skrzynie redukcyjne, wały napędowe, czy skomplikowane blokady mechanizmów różnicowych.

Na szaro i na niebiesko

Mercedes EQC bazuje na tej samej platformie, co zasilany klasycznymi spalinowymi silnikami model GLC. Projektanci zastosowali w nim jednak nieco delikatniejszą, bardziej stonowana stylistykę. Samochód wygląda więc, jakby został specjalnie wygładzony i pozbawiony modnych przetłoczeń. Inżynierowie bardzo ciężko pracowali nad tym, by nadwozie było możliwie najbardziej opływowe. Dzięki zastosowaniu miękkich linii, idealnie płaskiej podłogi i szeregu trików udało się uzyskać współczynnik oporu powietrza Cx w przedziale od 0,27 do 0,29. Podanie niejednoznacznego wyniku spowodowane jest zastosowaniem aktywnej aerodynamiki, lotek i żaluzji kierujących powietrze tak, by najlepiej chłodziło układ hamulcowy i baterie, ale również po to, by samochód dobrze się prowadził przy wysokich prędkościach autostradowych. Co ciekawe, inżynierowie AMG swoimi zaklęciami potrafili współczynnik oporu powietrza obniżyć do niewiarygodnego Cx=0,25. Jeśli więc chcecie mieć dodatkowy argument w dyskusjach ze znajomymi, koniecznie zamówcie tego „elektryka” z pakietem AMG. Karoseria ma przyjemny kształt, ale jej tylna część wygląda jakby projektanci do ostatniej chwili nie mogli się zdecydować, czy EQC ma być klasycznym SUV-em, czy może SUV-em Coupe. Reflektory przednie ozdobione zostały niebieskimi wstawkami, które już na pierwszy rzut oka mają zdradzać ekologiczny rodzaj napędu.

Tu jest jakby luksusowo…

Po otwarciu drzwi miałem wrażenie, że gdzieś już to wnętrze widziałem. I faktycznie, dolna część deski rozdzielczej jest jakby żywcem przeniesiona z modelu GLC. Dopiero kratki nawiewów oraz wirtualne zegary wraz z systemem multimedialnym MBUX nabrały tu indywidualnego charakteru, choć ekrany znamy już z modeli Klasy A i Klasy B. Nie muszę chyba tłumaczyć, że pod względem jakości wykonania mamy do czynienia z najprawdziwszym Mercedesem. Plastiki są miękkie, a skóra najwyższej próby. Z tyłu wygodnie usiądą dwie dorosłe osoby, choć jeśli macie koleżanki w rozmiarze S, to na imprezę będziecie w stanie pojechać w piątkę. Zewnętrzne miejsca wyposażone zostały naturalnie w uchwyty do montażu fotelików zgodne ze standardem IsoFix. Bagażnik ma pojemność 500 litrów i jest jedynym miejscem na bagaże duże i małe. Spytacie dlaczego napisałem, że jedyne? A to dlatego, że Audi e-tron i Jaguar i-Pace mają z przodu dodatkowe miejsce, w którym zmieszczą się na przykład kable do ładowania baterii. Uważam, że to spore niedopatrzenie ze strony Mercedesa, bo wyjęcie kabla ze schowka pod podłogą, w sytuacji, gdy mamy cały bagażnik zapakowany walizkami, może okazać się problematyczne. Przestrzeń bagażowa jest za to bardzo ustawna, a dodatkowo można ją powiększyć poprzez złożenie oparć kanapy. Oparcie dzielone jest w proporcjach 40:20:40, a dodatkowo po złożeniu środkowej, wąskiej części powstaje przestrzeń na długie przedmioty. Jeśli więc macie na tyle długi urlop, żeby pojechać Mercedesem EQC na narty w Alpy, bez problemu spakujecie sprzęt do wnętrza. 

Niema moc, głośny zachwyt

Przejdźmy zatem do wrażeń z jazdy. Auto wyposażone jest w akumulatory o pojemności 80 kWh, które dostarczają prąd do dwóch silników elektrycznych o łącznej mocy 408 KM. Silniki generują moment obrotowy o wartości 760 Nm, dostępny od samego startu. Ta ogromna siła jest w stanie rozpędzić SUV-a o wadze przeszło 2400 kg do pierwszych 100 km/h w czasie 5,1 sekundy! Wrażenia są przy tym iście sportowe i mało który przeciwnik będzie w stanie nadążyć za wami podczas sprintu spod świateł. Mamy jednak do czynienia z Mercedesem, a to moi drodzy zobowiązuje. Producent postawił tu na komfort jazdy, więc zawieszenie jest mówiąc delikatnie miękkie. Jeśli wiecie co mam namyśli pisząc, że auto prowadzi się po amerykańsku, to jest to najlepsze określenie opisujące charakterystykę pracy zawieszenia. Producent zastosował tu połowiczne rozwiązanie, bowiem tylko zawieszenie tylnej osi jest pneumatyczne. Mamy więc sytuację analogiczną, jaka jest na przykład w Klasie E Kombi. Samochód prowadzi się ultrakomfortowo, ale obce jest mu słowo „precyzja”. Dokładnie odwrotnie jest z układem kierowniczym, który z kolei zestopniowany jest niemal sportowo. Ustalmy jednak, że Mercedesem EQC powinno się jeździć dostojnie i wyjątkowo płynnie. Wymaga to niezłego treningu mentalnego, bo olbrzymia moc prowokuje, by pedał przyspieszenia naciskać mocno i długo, jednak taka zabawa może skończyć się przedwcześnie i to nie tylko ze względu na możliwość szybkiej utraty prawa jazdy, ale z powodu konieczności ładowania akumulatorów. 

Dokąd pojechać?

Mercedes zapewnia, że EQC, z w pełni naładowanymi bateriami jest w stanie pokonać dystans 417 kilometrów. W praktyce, jeśli chcielibyście zrobić sobie wycieczkę do Białegostoku i wrócić do Warszawy bez doładowywania baterii, to lepiej, żebyście znali kogoś w Wyszkowie, a najlepiej także w Ostrowi Mazowieckiej. W realnym ruchu drogowym nie ma bowiem szans, żebyście były w stanie wrócić do domu. Zasięg 350 km i tak jest bardzo optymistyczny i możliwy do uzyskania jedynie podczas jazdy miejskiej z wykorzystaniem wszystkich opcji odzyskiwania energii. Jeśli wybierzecie się w trasę droga ekspresową, to nastawcie się na to, że po 250 kilometrach będziecie musieli ponownie ładować akumulatory i to nawet, jeśli zrezygnujecie z wszelkich wygód wciskając tryb Maximim Range. Do szybkiego ładowania służy gniazdo standardu CCS, a maksymalna moc ładowania to 110 kW. Realnie w Polsce znajdziecie ładowarki o mocy 50kW, co w założeniu, że ładujecie się maksymalnie do 80% pojemności baterii, jesteście skazani na ponad godzinny postój, ale prądu wystarczy na maksymalnie 200 km. Okazuje się więc, że dojazd z Warszawy do Gdyni zajmie wam niecałe 6 godzin i to w sytuacji, gdy wcześniej zadbacie o baterie, a w Gdyni porzucicie rozładowane auto. Mercedes EQC wydaje się więc być samochodem miejskim i tu sprawdzi się najlepiej, choć nie próbujcie jego sił na wysokich progach zwalniających. Prześwit Mercedesa EQC to jedynie 13 cm.

Podstawowa wersja elektrycznego Mercedesa otwiera cennik kwotą 331 200 złotych. Jeśli zaznaczymy w konfiguratorze większość dostępnych opcji, a żeby w pełni skorzystać z możliwości auta, wypadałoby tak zrobić, cena samochodu gotowego do jazdy podskoczy do 450 000 złotych. Dużo jak na samochód miejski. Wielu powie pewnie, że o wiele za dużo. I wydaje się, że to właśnie wysoka cena zakupu jest największą wadą elektrycznego Mercedesa. W dobie rozwijającej się wciąż infrastruktury ładowania, zdecydowanie się na zakup SUV-a o ograniczonym zasięgu nie jest najlepszym pomysłem. Mercedes modelem EQC 400 pokazał nam jednak kierunek w którym pójdzie większość producentów, bo jak pokazuje historia, to co dziś możemy spotkać w Mercedesie, za kilka lat znajdziemy także u innych producentów. Jeśli jednak jesteście w stanie pogodzić się z koniecznością częstego ładowania, elektryczny Mercedes będzie ciekawą alternatywą dla spalinowych modeli.

Mercedes EQC 400 - dane techniczne:

Silnik: 2 silniki elektryczne
Moc: 408 KM
Moment obrotowy: 760 Nm
Skrzynia biegów: Automatyczna – 1 bieg
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Przyspieszenie: 5,1 s

ZOBACZ: Skoda Superb iV Plug-in Hybrid – wyższy poziom ekologii? [MOTO PIĄTEK]

CZYTAJ TEŻ: Ford Mondeo Hybrid – jeszcze rodzinne kombi, czy już miejska taksówka? [MOTO PIĄTEK]​​​​​​​

WIĘCEJ O MOTO: Porsche Cayenne GTS Coupe – sportowiec i gentleman w jednej osobie [MOTO PIĄTEK]​​​​​​​