Przemek Dankowski: Media określają Cię jako przedstawiciela młodego pokolenia artystów interdyscyplinarnych. Jak ta przynależność przekłada się na Twoją twórczość

Mateusz Suda: W tym roku mija dokładnie 10 lat mojej pracy artystycznej. Kiedy zaczynałem, tak mnie właśnie nazywano, ale czas płynie dość nieubłaganie, a co za tym idzie - zdobywam nowe doświadczenia. Przez ostatnią dekadę nabrałem dystansu do mojej pracy, środowiska, w jakim pracuję i przede wszystkim samego siebie. Staram się robić swoje i czerpać z tego jak największą satysfakcję.

Mimo tego, iż wielu artystów wystrzega się komercji, Ty na przekór twierdzisz, że sztuka może się z nią łączyć i harmonijnie współgrać. 

A nawet musi! Artysta, który wystrzega się komercji, stoi w miejscu. To stereotypowe patrzenie na postać rzemieślnika artystycznego już dawno wyginęło. Jeff Koons czy Takashi Murakami to topowe nazwiska artystów współczesnych, którzy podejmują działania komercyjne po to, by dotrzeć do ludzi, którzy nigdy nie mieli z nią styczności. Działam podobnym trybem i dzięki temu dostaję pełne zaufanie przy projektach komercyjnych, gdzie często wygrywa moja wizja artystyczna. By tworzyć sztukę, trzeba na nią zarobić, i właśnie komercja nam w tym pomaga.

Od ponad 10 lat jesteś twórcą prac wideo, malujesz obrazy, współpracujesz z markami odzieżowymi takimi jak Arkadius, Reserved czy Mohito. Zaprojektowałeś kolekcję biżuterii i linię nadruków między innymi dla Simple. Świat mody pokochał Twój talent ilustratorski. I choć w swojej karierze nie ograniczasz się do jednej profesji, udało Ci się wypracować charakterystyczny dla nich wszystkich styl. Jak byś go zdefiniował

Mój styl to enigmatyczna podróż z nutą nostalgii do miłości. Niech każdy zinterpretuje to po swojemu. 

Co jest dla Ciebie najważniejszym źródłem inspiracji?

Życie, uczucia. Również bez ludzi, których spotkałem w swoim życiu, nie byłbym artystą, ale zapewne prawnikiem bądź ekonomistą. Gdybym nie przeżył dużo rozterek emocjonalnych czy miłosnych, nie malowałbym tego na moich obrazach. Życie to nasz priorytet, nie możemy go zmarnować, dlatego staram się czerpać emocje z każdego jego elementu, by dalej działać twórczo. 

Twoje ilustracje zostały docenione przez takie marki jak Versace, Moschino, Calvin Klein, Marc Jacobs czy Burrbery. Jak myślisz, co sprawiło, że spośród tysięcy ilustratorów światowe domy mody postawiły właśnie na Ciebie?

W zawodzie ilustratora najważniejsze jest to, by pracować nad swoim dorobkiem artystycznym. Natomiast bardzo dużą rolę odgrywają także spryt i szczęście. Myślę, że moje zamiłowanie do mody jest tak silne, że wyznaczając sobie takie cele dopiąłem swego. To miłe uczucie, kiedy dostaję od projektantów takich marek osobiste podziękowania. Motywuje mnie to do nowych zadań. 

W świecie mody jesteś znany jako ilustrator. Mimo to sporo czasu poświęcasz malarstwu. Jak sam mówisz, w swoich obrazach „badasz pojęcia związane z niszczeniem i dekonstrukcją tożsamości”. Jak wygląda proces tworzenia takiego obrazu?

Nigdy nie planuję tego, co namaluję. Zazwyczaj to jakiś impuls wpływa na to, bym podjął się pracy nad danym projektem. Ktoś mi opowiedział jakąś historię, posłuchałem muzyki, obejrzałem fajny film. To może brzmieć dość trywialnie, ale to jest punkt wyjścia do tworzenia. Następnie zaczynam malować, ale wstępny koncept ulega zmianie w momencie, kiedy tworzę. Wpływ na to może mieć mój stan emocjonalny, albo po prostu chęć pozbycia się swoich emocji i przerzucenia ich na płótno. 

Masz tytuł magistra sztuki Instytutu Artystycznego w Opolu, jesteś absolwentem Art & Fashion Festival organizowanego przez Grażynę Kulczyk. Masz swoich mentorów? Kogo byś nazwał swoimi autorytetami?

Andy Warhol i Damian Hirst. To oni sprawili, że chciałem pracować na granicy komercji i sztuki. Dzięki nim stwierdziłem, że mogę robić to, co tak naprawdę sobie wymarzyłem. Nie jest ważne, do jakiej grupy ludzi trafię czy docenią moją wrażliwość na piękno. A ze świata ilustracji będzie to David Downton - jego kreska nadal mnie hipnotyzuje i marzę, by tak samo jak on w szybkim tempie robić ilustracje modowe. 

Popularna malarka Małgorzata Malinowska zauważyła, że studenci szkół artystycznych często twierdzą, iż sami są dziełami, a potem życie puka im do drzwi w postaci rachunków do zapłacenia... Rzeczywiście konfrontacja młodych twórców z rzeczywistością jest aż tak brutalna?

Po większości szkół artystycznych studenci nie pojmują, iż nasz zawód jest taki sam jak bycie ślusarzem czy kucharzem... Podejmując się wyzwania pójścia w kierunku artystycznym trzeba wiedzieć, że jesteśmy rzemieślnikami i musimy poświęcić bardzo dużo uwagi naszemu rozwojowi. Jako wykładowca zawsze uświadamiam moich studentów, by pracowali na swój dorobek artystyczny. Tylko wtedy udaje się nam kochać to, co robimy. A świadomość bycia kimś wielkim jest bardzom mylna i może nas tylko pogrążyć w stan stagnacji i braku rozwoju. 

W ramach Łódź Young Fashion Awards prowadziłeś warsztaty LETS WEAR PAINT, gdzie młodzi twórcy wykorzystywali ubrania marki Reserved do zaprojektowania kolekcji nawiązującej do dekonstrukcji. Dzięki marce Asus i inicjatywie #createasus przewodniczyłeś szkoleniom poświęconym modzie i biznesowi kreatywnemu. Jak odnalazłeś się w roli edukatora?

Jak wcześniej wspomniałem, na co dzień jestem wykładowcą. Robię to, co kocham. Uwielbiam mieć poczucie obowiązku wobec młodych ludzi, ponieważ wiem, jak ciężko jest odnaleźć się w twórczym biznesie. Poprzez własne doświadczenie, liczne porażki, jak i wygrane chcę uchronić ich przed podejmowaniem ryzykownych działań, a tym samym nakłonić do łamania zasad związanych z ich obawami. Tylko odważni i pracowici ludzie mają szansę na to, by pracować w zawodzie, który kochają. Reszta godzi się na wyznaczone im tory i zapomina o swoich celach. 

Jak znosisz obecną izolację spowodowaną koronawirusem? Sprzyja ona tworzeniu nowych dzieł sztuki czy wręcz przeciwnie, zadziałała na Ciebie demotywująco? 

Przed koronawirusem żyłem dość odobnie. Większość czasu spędzam w domu, pracuję zdalnie, więc moja praca ogranicza się zazwyczaj do kontaktu poprzez komputer. Tak naprawdę tworzę projekty indywidualne, pracuję na uczelni i maluję. To czas na samorealizację. Nadal uważam, że za mało wiem i muszę wiedzieć więcej, dlatego zapisałem się zarówno na kurs z historii mody, jak i formy designu i obsługi nowych mediów w dziedzinie ilustracji. Maluję obrazy, by tym samym stworzyć nowy materiał na wystawę. Mam nadzieję, że to wszystko skończy się szybko i będę mógł cieszyć się z tym wszystkim po pandemii. Nie chcę użalać się nad tym stanem, chcę go wykorzystać po to, by po tym wszystkim zaśmiać się mu w twarz. 

---------

Mateusz Suda – projektant graficzny, lustrator, dyrektor kreatywny, projektant mody, artysta nowych mediów, wykładowca. Doceniany w świecie mody za energiczną kreskę, eksperymenty z fakturą i kolorem.Magister sztuki w Instytucie Artystycznym w Opolu. Laureat konkursów artystycznych, w tym min. podwójny absolwent prestiżowego Art & Fashion Festival organizowanego przed Grażynę Kulczyk. Współpracował z takimi brandami jak BoConcept, Orska, Simple, Mohito, Reserved, Arkadius, Asus, No.21. W swoich działaniach artystycznych nie ogranicza się wyłącznie do ilustracji. Jest też twórcą prac video, maluje obrazy, projektuje dla marek odzieżowych.