Agnieszka Prokopowicz: Work – life – balance… jak to łatwo powiedzieć. Udaje ci się łączyć te wszystkie obowiązki, jakich się podejmujesz ze sportem, rodzina i odpoczynkiem?

Mateusz Kusznierewicz: Słucham dobrych rad ludzi wokół mnie i podglądam. Jestem bacznym obserwatorem i staram się znajdować gotowe rozwiązania. Wymyślanie koła i odkrywanie Ameryki jest bez sensu. Ktoś już to zrobił. Trzeba tylko dużo czytać, pytać innych i korzystać z ich rad. Tak działam od wielu lat. Wprowadzam w życie sprawdzone metody. Dodatkowo sport nauczył mnie dobrej organizacji i planowania, wyznaczania celów i wybierania priorytetów. Bez tego ani rusz. 

Jak wyznaczasz te priorytety?

W ciągu dnia pracuję 4 godziny, za to bardzo intensywnie. Wybieram 7 priorytetów do zrobienia w ciągu dnia. Na przykład ta nasza rozmowa jest jednym z nich. Poza tym mam jeszcze kilka spotkań i rozmów telefonicznych, przeczytanie ważnej umowy. To dotyczy zadań związanych z biznesem i sportem. Wiem, że jeśli założę sobie, że to wykonam, to tak się stanie. Dzięki planowaniu jestem skuteczny i mój świat idzie do przodu. 

A po tych czterech godzinach co porabiasz?

To co każdy tata małych dzieci. Każdy ranek i czas po szkole jestem z nimi w domu. Chyba, że gdzieś wyjeżdżam, ale jeśli jestem na miejscu, staram się spędzać ten czas z rodziną. Odkładam wtedy telefon i komputer i wchodzę w ich świat. Dzieciaki szybko rosną. Max ma 7 lat, a Natasza 9. Póki jeszcze chcą ze mną rozmawiać i opowiadać mi o swoich przygodach – ja ich słucham. Lubię i chcę teraz żyć ich światem. Wierzę, że to zaprocentuje na przyszłość. Poza tym lubię odpoczynek na świeżym powietrzu. Mieszkamy w Sopocie, mam obok morze. Uwielbiam chodzić z psem na długie spacery i robię to kilka razy dziennie. To fajne nie tylko dla Nico, naszego psa, ale i dal mnie. Nazywam to wietrzeniem głowy. Lubię też umówić się w ciągu dnia z moją żoną. Czasem to kawa, czasem lunch. To takie nasze mini-randki. Opowiadamy sobie co kogo spotkało, co czytał, słyszał, spędzamy zwyczajny czas. 

Sport bywa dla Ciebie odpoczynkiem rodzinnym?

Jasne! Ale sport to nasz sposób pędzanie czasu. Lubię jeździć z rodziną na rowerze. Mamy niedaleko domu ulubioną lodziarnię. Ale staramy się tak ułożyć trasę, by jechać do niej godzinę.  Lubimy nagłe, spontaniczne wycieczki. Ostatnio wypożyczyliśmy łódkę z Sopotu, zapakowaliśmy na nią rowery i popłynęliśmy do Jastarni. Tam pojeździliśmy na rowerach, odwiedziliśmy rozsianych po różnych campingach na Helu i w Juracie znajomych, pograliśmy w siatkówkę na plaży, graliśmy w karty, poszliśmy na rybę. Lubimy tak spędzać czas. Dzieci czasem na początku marudzą, ale potem są zawsze bardzo zadowolone.

Jak motywujesz dzieci a jak siebie?

No tak, czasem muszę motywować. Każdy potrzebuje innej motywacji w życiu. Czasem jest to pochwała, czasem nagroda finansowa, kiedy indziej samo uczestniczenie w wydarzeniu jest wystarczającą motywacją. Są i tacy, dla których motywacją jest samochód służbowy. Ja jestem osobą, która lubi robić ciekawe rzeczy w dobrym towarzystwie. To wystarczy, by mi się chciało! Nawet jak trzeba wstać o 4.45 to budzę się nawet przed budzikiem z ekscytacją i radością na to, co mnie czeka. To mnie zawsze nakręca i niezależnie, czy są to sprawy zawodowe, prywatne czy sportowe. 

A dzieci?

Z każdym jest inaczej. Natasza to dusza artystyczna – z nią trzeba zaczynać temat wcześniej, nie zaskakiwać nagłymi zadaniami. Chcemy zrobić coś wieczorem – zagadujemy rano. Z kolei syn jest w tej przestrzeni typowym facetem. Dla niego istnieje zadanie do wykonania, a na końcu czeka nagroda. To łatwe i proste. Mojej żony nie muszę do niczego motywować, bo jest totalnie otwarta i zaangażowana. Jesteśmy podobni. 

Robisz tak wiele rzeczy naraz – jak dajesz radę to łączyć?

Mam jedną zasadę, że nieważne jak wyglądał dzień, czy były wyzwania sportowe czy biznesowe, dbam o odpoczynek. Kilka razy zdarzyło mi się w życiu nie zastosować tej zasady i skończyło się okropnie. Raz, w 1996 roku, wróciłem ze złotym medalem olimpijskim i wpadłem z tornado rozmaitych spotkań, sesji, wydarzeń towarzyskich, wyjazdów, zaproszeń, imprez. Było wspaniale, a to wszystko bardzo przyjemne, ale po trzech miesiącach nagle padłem. Straciłem przytomność. Nie zadbałem o odpoczynek, o dobre nawodnienie, właściwą dietę i tyle. Zagalopowałem się. Na szczęście nie uderzyłem wtedy w nic i nie zrobiłem sobie krzywdy. Drugim razem., kiedy jechałem na swoje drugie igrzyska olimpijskie, przesadziłem z koeli ze sportem. (śmiech) Jechałem tam jako główny faworyt do zwycięstwa i postanowiłem na maxa trenować. Utrzymać przewagę nad konkurencją. Zamęczałem się i przetrenowałem się. Efekt – opłakany. Czwarte miejsce, czyli poza podium. Najgorzej… 

To były twoje lekcje?

Tak i odrobiłem je. Teraz dbam o relaks. A przede wszystkim o sen. Staram się spać codziennie około 8 godzin. Wyciemniam sypialnię, wkładam do uszu zatyczki, wietrzę pomieszczenie. Jeśli wiem, że wstaję wcześnie – kładę się też wcześniej. Drugi sposób na relaks to tzw. power naps, czyli krótkie, piętnastominutowe drzemki w ciągu dnia. Tego nauczył mnie sport. Podczas takiej drzemki zwykle nie zasypiam. Po prostu kładę się na plecach, zamykam oczy i odpoczywam. Niesamowite jak bardzo regeneruje się wtedy organizm. Wstaję, wypijam szklankę wody i mogę ruszać dalej. 

A stres? Zdarza Ci się? 

Zdarza i czasem przeszkadza. Mam w sobie wiele emocji i czasem nie da się ich po prostu odsunąć. Zdarza się, że jestem poddenerwowany. Od lat pracuję ze świetną psycholożką. Kiedyś bardzo mi pomogła i do dziś staram się widywać z nią raz w miesiącu. Przegadujemy wtedy różne trudne sprawy i to daje ulgę i pomaga odnaleźć się w różnych sytuacjach. Czasem stres sprawia, że ciężko się zasypia. Kiedy zmienia się strefy czasowe, pomaga melatonina. W domu – szklanka ciepłego mleka. Ale racja, stres jest w życiu najgorszym „przeszkadzaczem”. Pracuję nad tym.

Zacząłeś współpracować z CUREM, marką produkującą ekskluzywne, zaawansowane technologicznie materace. Pasujesz do nich ze swoim podejściem do życia?

Właśnie dlatego zaczęliśmy współpracę! Po pierwsze, CUREM robi totalnie zaawansowane technologiczne materace! A ja jako syn inżyniera mam bzika na punkcie nowych rozwiązań. Zobaczyłem ich laboratorium w Szwajcarii i oniemiałem. Zresztą firma ta stawia na kilka bliskich mi rzeczy. Ich hasło to „Work, Play, Sleep, CUREM”, a całe moje życie to właśnie taki balans między pracą a zabawą – u mnie to sport, a sen to odpoczynek, na który stawiam. Kiedy dziewczyny z CUREM zgłosiły się do mnie i pokazały mi to wszystko, od razu pomyślałem: „Ależ my do siebie pasujemy!” Dokładnie jak mówisz. 

Przestrzeń snu to sypialnia. Dbasz o to, by nie przynosić tam pracy?

Bardzo. Mamy w domu oddzielne miejsce do pracy. Nigdy nie przenosimy do sypialni żadnych napięć i trudnych tematów. Mamy nawet specjalne miejsce w domu, duży stół, gdzie siadamy, gdy trzeba przegadać jakieś trudne tematy. Zarówno my z żoną we dwoje, jak i razem we czwórkę. Dzieci są przyzwyczajone, że jeśli tam siadamy, aby porozmawiać, to będzie to na serio i poważnie. Sypialnia jest w naszym domem osobną, tylko naszą strefą. Tam się odpoczywa, tam jesteśmy bezpieczni, jest spokojnie, błogo i przyjemnie.

ZOBACZ: Jak zacząć pływać na kitesurfingu? Kilka porad dla początkujących kitesurferów

OGLĄDAJ ELLE MAN TALKS: Marek Podgórski, kapitan reprezentacji Polski w baseballu [WIDEO]

WIĘCEJ O POLSKICH SPORTOWCACH: Robert Kubica – jak wyglądała kariera pierwszego polskiego kierowcy w Formule 1?