Niemalże każdy z nas kocha filmy/sztuki/książki o marzycielach. Pociąga nas w nich to, że ktoś miał odwagę i siłę, żeby pójść za marzeniami. Wczuwamy się w losy bohaterów, kibicujemy im, smucimy się, kiedy ponoszą porażki i cieszymy, kiedy wreszcie osiągają to, o czym marzyli. Zaraz potem obiecujemy sobie, że my zrobimy tak samo, że zawalczymy o siebie, pójdziemy za ciosem i również spełnimy swoje marzenia. Mija dzień, drugi, trzeci… i odkładamy marzenia na półkę. Aż do następnego razu. Do następnego spotkania z wymyślonym i/lub zagranym przez kogoś marzycielem. 

ZOBACZ TEŻ: Jesień może być piękna – o debiutanckiej płycie zespołu The Ears pisze Tomasz Sobierajski

Musical „Hairspray” – tytuł tłumaczony jest niekiedy na mniej seksowny „Lakier do włosów” – jest kwintesencją spektaklu, po którym chce się sięgnąć po najskrytsze cele. Świetnie zaśpiewany, znakomicie zatańczony i ładnie skrojony porywa publiczność od pierwszych akordów zagranych przez muzyków pod wodzą Dariusza Różankiewicza. Reżyser Bernard Szyc zrealizował wspaniałe widowisko, które ma szansę stać się wielkim hitem gdyńskiego teatru. Mnie ogromnie przypadła do gustu oszczędna scenografia Wojciecha Stefaniaka, która uruchamia wyobraźnię widza, choć jak twierdzą malkontenci, nie wykorzystuje wszystkich możliwości sceny. W moim odczuciu ta „umowność” w scenografii tylko podbija atrakcyjność muzyczną sztuki. 

Jednak myliłby się ten, który potraktowałby „Hairspray” jedynie jako błahą historię o spełnianiu marzeń. To sztuka o tym, że wprawdzie można spełniać marzenia, ale nie można tego robić za wszelką cenę. Akcja „Hairspray” osadzona jest w Ameryce lat 60., w której podziały na tle rasowym były normą, a kolor skóry determinował status społeczny. Analogia podziałów etnicznych, klasowych i rasowych doskonale pasuje do naszego kraju, do Polski A.D. 2019, w której bycie innym, odstającym od normy, jest niewygodne, niemile widziane. Kraju, w którym realizować marzenia mogą tylko ci, którzy mieszczą się w społecznej, narzuconej odgórnie normie. 

CZYTAJ: Kwartet doskonały, czyli Kuna, Suchora, Braciak i Jakus we „Wstydzie” [RECENZJA]

„Hairspray” mógłby być lekkim i landrynkowym musicalem. Na szczęście tak się nie dzieje, dzięki określonym, dramaturgicznym zabiegom. Tak jak w - na pozór lekkiej – „Gorączce sobotniej nocy” hiperzdolny aktorsko Filip Cembala wznosi dramat swojego bohatera Tony’ego Manero na wyżyny, tak w „Hairspray” wspaniały song o tolerancji, mistrzowsko wyśpiewany przez Martę Smuk, grającej Maybelle, zmienia ten musical w dojrzałą formę artystycznego wyrazu. Postać Maybelle (Marta Smuk gra ją w dublurze z Karoliną Trębacz) to jedna z najbardziej kolorowych postaci musicalu. Widać, że Smuk ma ją dokładnie przemyślaną, precyzyjnie ułożoną i krok po kroku, za każdym pojawieniem się na scenie, odkrywa widzowi nowe barwy swojej bohaterki. Bo tak jak Maybelle jest kochana przez pozostałych bohaterów musicalu, łącznie z tytułową Tracy Turnblad (ja widziałem w tej roli skrzącą się jak iskierka talentem Barabarę Tarczewską), tak Marta Smuk, wykonując swoje solowe partie jest kochana przez publiczność. Potrafi wzruszyć i swoją interpretacją dotknąć najczulszych strun. Pomimo tego, że jest filigranową kobietą, to jako aktorka ma w sobie ogromne pokłady siły i wielką moc. Na scenie błyszczy, rozkwita, jaśnieje blaskiem. Jest liderką, fajterką i po prostu albo aż przezdolną artystką!

Aktorsko, wokalnie, tanecznie to znakomity musical! Z zachwytem patrzy się na to, że nawet najmniejsze role w tym spektaklu są znakomicie wygrane, wytańczone i wyśpiewane.  Szczególnie – obok Marty Smuk - zachwyciła mnie Beata Kępa w roli Amber von Tussle, która jest nie tylko piękną kobietą, ale i wszechstronną aktorką – dla mnie idealny materiał do sztuk Czechowa. No i niewątpliwą perłą jest Marcin Słabowski w roli Edny Turnblad, matki głównej bohaterki, który totalnie rozwala system! 

„Hairspray” to spektakl o tym, że realizacja każdego marzenia jest możliwa, ale ich spełnienie będzie nas cieszyć długo tylko wtedy, kiedy nie będziemy iść po trupach do celu. 

Marc Shaiman

„Hairspray”

reż. Bernard Szyc

kier. muz. Dariusz Różankiewicz

Teatr Muzyczny w Gdyni