W wywiadach często powtarzasz, że przedsiębiorczość masz w genach. A co wyniosłeś z domu rodzinnego?

Dobre wzorce. Mój ojciec jest najlepszym przykładem, że determinacją i ciężką pracą można osiągnąć bardzo dużo. To są najważniejsze czynniki. W połączeniu z odpowiednią strategią i świadomością celów składają się na bycie przedsiębiorczym. Przedsiębiorczość to działanie, a nie mówienie. I to wyniosłem z domu. Wierzę, że charakter kształtują dom, szkoła, otoczenie i doświadczenie.

Miałeś 24 lata, kiedy zostałeś prezesem Kaczmarski Group i przejąłeś rodzinny biznes. Olbrzymi kredyt zaufania i odpowiedzialność. To Cię motywowało czy raczej budziło lęk?

Wiesz, co mnie uratowało? Nieświadomość. Z dzisiejszym doświadczeniem i wiedzą, gdybym cofnął się do tamtego czasu, to prawdopodobnie bym nie podołał. Ale dopiero kiedy wszedłem w przysłowiową wodę po pas, to zdałem sobie sprawę, że już nie ma odwrotu i trzeba płynąć dalej. Szybko przekonałem się, jak wiele energii, stresu, pracy i obowiązków to wymaga. I ryzyka, ponieważ trudne decyzje obarczone są ryzykiem. Ale byłem nieświadomy skali problemów i odpowiedzialności. Wydawało mi się, że będę zarządzać zza biurka, że to nic skomplikowanego. Szybko przekonałem się, że obowiązki, które spadły na moje barki są olbrzymie. Jedna decyzja może zaprocentować bardzo poważnymi zmianami, a mogą one być dobre lub złe. I to jest trudne. Uważam, że praca w firmie to praca z ludźmi. Menadżerowie są najważniejsi. Zawsze powtarzam, że szczególnie w mojej sytuacji, firma to ludzie.

Kiedy musiałeś mierzyć się z prawdziwą odpowiedzialnością, przejmowałeś firmę, twoi rówieśnicy kończyli studia, byli na stażach, albo szukali pierwszej pracy. Czy kiedyś pytałeś ojca, dlaczego akurat wtedy zdecydował się na taki ruch?

Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, ale jestem przekonany, że nie żałuje. Jeżeli oceniać moją pracę po wynikach, to jestem skuteczny.

Rozumiem, że byłeś przygotowywany do takiej roli?

To nie było tak, jak to oglądamy w amerykańskich firmach: najpierw wykształcenie kierunkowe, później poznawanie firmy od podszewki. Czy to było dobre? Nie wiem, ale myślę, że ważne jest to, że moje pierwsze miesiące upłynęły na poznawaniu tego, z czym mam się zmierzyć. Musiałem poznać rynek. Przysłuchiwałem się rozmowom z klientami, pracownikami, menadżerami, dłużnikami, wierzycielami. Musiałem zdefiniować czego chcą ci wszyscy ludzie, czego potrzebują. Od początku próbowałem zrozumieć dla kogo pracuję, dla jakiego klienta. Nie na odwrót. Od początku wiedziałem, że to my musimy maksymalnie dostosować się do oczekiwań klienta. Brzmi to, jak prosty slogan reklamowy, ale ja naprawdę tak uważam. To są moje zasady. Wypracowane.

Co myślisz, kiedy słyszysz słowo "prezes"?

To jedynie nazwa stanowiska. Pomaga uporządkować strukturę. Ale ważniejsza jest praktyka. Zarządzam osobami, które z kolei zarządzają dużymi obszarami. Muszę to rozumieć. Wyznaczam strategie, rozwiązuje konflikty. A jest ich wiele i występują często. Sądzę, że tworzymy organizm, który jest niezastąpiony. Oni beze mnie nie funkcjonowaliby tak dobrze, jak funkcjonują. Ja bez nich też.

Często podkreślasz rolę ludzi z którymi pracujesz.

Tak, bo popełniłem wiele błędów starając się zrobić wiele rzeczy sam. Wierzyłem, że nikt nie zrobi tej pracy lepiej ode mnie. Szybko przekonałem się, że tak nie jest. Nie jestem alfą i omegą. Ale miałem pokusę żeby tak myśleć.

A pycha kroczy przed upadkiem.

Tak. I ja się o tym przekonałem. Miałem trudny moment w życiu. To był rok 2017. Czas wielu zmian. Czułem się wtedy za bardzo pewny siebie i dość doświadczony. Byłem tylko pewny siebie. Odkąd zacząłem zatrudniać świetnych ludzi i nauczyłem się ich słuchać, moja sytuacja oraz otoczenie zmieniły się na lepsze. Gdyby nie ci ludzie, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. I z każdym miesiącem, kwartałem utwierdzam się, że ludzie są najważniejsi.

Czyli wyciągnąłeś szybko wnioski?

Nie za późno (śmiech) Każdy popełnia błędy. Ja po prostu staram się ich nie powtarzać.

Jaką rolę, w przyśpieszonej lekcji dorastania, i w tym, co robisz teraz odegrał sport?

To jest bardzo trafione pytanie. Swoje życie dzielę na dwa etapy. Pierwszy to ten, w którym nie mam się czym chwalić. Czasy po liceum. Miałem totalnie hedonistyczne podejście do życia, a ono rozleniwia. Drugi etap zaczął się od rajdów. To one nauczyły mnie wyznaczania celów, wytrwałości, konsekwencji. Wszystkiego. Nie patrzyłem na trudności tylko wyznaczałem cel i go realizowałem. Ten model praktykuję dziś jako przedsiębiorca.

Dlaczego wybrałeś rajdy?

Lubię rywalizację. Bardzo. Buduje mnie. Kiedy biegnę z kimś, to osiągam lepsze wyniki, niż gdy biegnę sam. Uwielbiam to.

Kiedyś powiedziałeś "gdy zakładam kombinezon, to tak, jak bym wchodził w swoje życie. Każdy inny strój jest nieprawdą". Jak jest z garniturami, stały się już jedyna prawdą?

Chyba nie. Sentyment do sportu zostanie na zawsze. Ale trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Podziwiam kierowców za ich determinację i konsekwencję, kiedy wiem, że to, co robią jest tak ulotne. Nadal bardzo dobrze czuję się w samochodzie i w tym symbolicznym kombinezonie, ale nie czułbym się w nim dobrze, gdyby nie byłoby mnie na niego stać.

Czym są dla Ciebie pieniądze?

Energią, która daje wolność i spokój.

Jak humanista odnalazł się w świecie finansów?

Ja nie muszę umieć liczyć, ale muszę wiedzieć skąd się biorą poszczególne liczby i jakie mamy oczekiwania wobec wszystkich wskaźników. Nie wymagam od siebie liczenia całek w pamięci, tylko opracowania i rozumienia strategii. Dlatego uważam, że bycie humanistą stanowi wartość dodaną, bo staram się zrozumieć więcej, myślę wielotorowo. A świetnych analityków zatrudniam. Nie muszę wiedzieć wszystkiego tylko mieć odpowiednie cechy charakteru. Mam niesamowitą frajdę w tworzeniu, czy budowaniu koncepcji. Większość pomysłów, które później realizuję pojawia się w najmniej oczekiwanych sytuacjach i to jest ciągły proces. I to jest pasja. Tworzenie czegoś. To uwielbiam

Jakie cechy charakteru pomagają w prowadzeniu biznesu?

Determinacja , brak sentymentów i logiczne myślenie. Czasami trzeba podjąć bardzo trudne decyzje. Zarządzania firmą nie można opierać na emocjach. Bardzo ważna jest prostota. Analizuję wiele biznesów, w których jest sporo kombinowania, nadinterpretacji. A ja nie lubię przerostu formy nad treścią. Zarówno w życiu, jak i biznesie prostota jest siłą.

Jak łączysz życie zawodowe z prywatnym?

Chyba nie łączę. Nie mam czasu prywatnego rozumianego, jako czas, kiedy nie myśli się o pracy. Często też spędzam czas wolny z ludźmi z pracy, bo lubię. To jest fajne. Czasami denerwuję się, że nie potrafię się zrelaksować. Widocznie ta umiejętność jest wciąż przede mną. A tak w ogóle, to jadąc tutaj wypełniłem test osobowości. Wyszło, że jestem typem wykonawcy, a wykonawcy, to miłośnicy tradycji, porządkujący świat, korzystający z własnego poczucia dobra i zła. Są dumni z tego, że łączą ludzi. Łatwo przyjmują rolę lidera. Ciężko pracują. W pracy kierują się logiką. Ich dewiza to: „dobry porządek jest fundamentem wszechwiedzy". To wszystko rzeczywiście do mnie pasuje. Podobno Rockefeller też był „wykonawcą”. Mam nadzieję, że to dobry znak.