Grzegorz Kapla: Dla kilku pokoleń to, co Pan zrobił w Trójce, jest fundamentalnym, wspólnotowym doświadczeniem. Kłócimy się o wszystko: o LGBT, krzyż na Krakowskim Przedmieściu, o to, czy Duda, czy Trzaskowski, o wege i mięso, ale o muzykę się nie kłócimy. A teraz pisze Pan: „Mój czas minął”.

Marek Niedźwiecki: Wydawało się, że dziennikarz muzyczny to bezpieczny zawód, tymczasem okazało się, że można wylecieć w ciągu jednego dnia. Tak, napisałem, że jestem na emeryturze. Mam 60 lat, ale czuję się na czterdzieści parę i chciałbym jeszcze popracować. Głos nie odmawia posłuszeństwa, a to jest w radiu najistotniejsze. Na razie dałem sobie pół roku, zobaczymy, co się wydarzy. Jestem w takiej sytuacji, że już nic nie muszę. Gdyby to się zdarzyło kilka lat wcześniej, tobym płakał. Przecież wyrzucili mnie z pracy i oskarżyli o dziwne rzeczy. Wystąpiłem z pozwami, bo nie można przejść obojętnie wobec tego, co się zadziało. Dla słuchaczy jestem ciągle kimś ważnym. To się nie skończyło. 

W 1982, kiedy to było zakazane, puszczał Pan Maanam, i to był moment na weryfikację postaw. Nie rozumiałem ryzyka, które się z tym wiązało, ale podniecało mnie, że to było takie anarchistyczne.

Ja też nie rozumiałem ryzyka. Gdybym był go świadom, to może bym się przestraszył? Zrobiłem to intuicyjnie, bo co mogłem zrobić? W pierwszej czterdziestce Listy Przebojów są trzy czy cztery utwory Maanamu i mam je wyrzucić? No nie wyrzucę. Pierwsza myśl: zastąpię to werblami i nikt z tych decydentów nie będzie wiedział, że to Maanam. Kora kilka razy mówiła, że to było dla niej ważne. Dla mnie ważne jest teraz to, że ludzie piszą. Podałem adres na blogu i dostaję tysiące listów. Nigdy bym ich nie dostał, gdyby to się nie stało. Czuję się trochę, jakbym umarł i dowiedział się, co ludzie o mnie myślą. Przestały też przychodzić listy z hejtem. Takie też dostawałem: „Stary jesteś, daj sobie spokój”. Teraz piszą ludzie, którzy nigdy nie pisali do radia. Piszą „Po ostatnich wydarzeniach musiałem panu powiedzieć, że jest pan dla nas istotny, jest pan częścią, przyjacielem. Nie mamy przyjaciół tak długo, a pan z nami jest od 38 lat”. To jest fajne, bo ciągle te listy dostaję, to trwa. Trwają też przepychanki, do której stacji pójdę. Mój głos jeszcze daje radę. Mógłbym jeszcze popracować parę lat.

Nie sądzi Pan, że to musi się zakończyć dymisją pani prezes Polskiego Radia?

Nie, nie mam takiego przeświadczenia. Kuba Strzyczkowski najpierw został dyrektorem, potem został odwołany. Do radia przyszli zupełnie inni ludzie, żeby prowadzić audycje, i byli na to przygotowani. A więc to nie był przypadek, ale raczej zamach stanu. Miałem pojechać po swoje rzeczy, ale koleżanka napisała, że nie będzie już jej w radiu i nie wiadomo, czy mnie wpuszczą. Ktoś sobie wymyślił, że zniszczy ten program. Gdybym dzisiaj był w telewizji, tobym powiedział: „Proszę państwa, właśnie po 58 latach zmarła Trójka”. 

Jakie ma Pan teraz plany? Wystarczy jechać w góry?

Jeśli, to w Karkonosze, bo jestem piechurem, a nie wspinaczem. Gdybym miał w Zakopanem stać w kolejce godzinę, żeby wjechać na Kasprowy, to mówię: „nie”. Lubię, gdy jest mniej ludzi. Mam w górach kawałek ziemi. Myślałem, że coś tam zbuduję, ale się zestarzałem i nie ma to już chyba sensu. Jest tyle pięknych miejsc, do których mogę pojechać na tydzień. Czasami mnie pytają: ile można jeździć w to samo miejsce? Widziałeś Orle już tyle razy. Ale mnie to nie przeszkadza. Gdyby nie było pandemii, siedziałbym teraz w Australii. Chciałem już skończyć przygodę z Trójką, ale miałem wrażenie, że powinienem poczekać do 2000. notowania Listy. Kiedy to się stało, kiedy musiałem odejść, myślałem, że nastał koniec świata. Minęły trzy miesiące. Wychodzę z tego. Piszę blog, skończyłem książkę, bo miałem wreszcie na to czas. Trzeba iść do przodu. 

No a co z muzyką? Ktoś musi ludzi uczyć, co jest dobre, a co nie jest. Inaczej kim będziemy za kolejne 10 lat?

Próbowałem to robić 38 lat, a disco polo i tak cieszy się ogromną popularnością. Telewizja stała się patronem tego nurtu… Ja nigdy nie czułem się wychowawcą. Jeżeli to się stało, to przez pasję. Wymyśliłem sobie to radio, jak byłem dzieckiem, i dążyłem do niego konsekwentnie, chociaż szanse były marne. Kiedyś wstydziłem się tego, że jestem małomiasteczkowy. Teraz się z tego cieszę. 

Jednym z najważniejszych odkryć dla mojego pokolenia był pierwszy Top Wszech Czasów. Dzień, w którym się dowiedzieliśmy, że była jakaś muzyka przed Listą Trójki i jaka to była muzyka. Otworzyły się te wrota i wpłynęliśmy do świata. 

Niesamowite. Pomysł Topu Wszech Czasów jest moim pomysłem, ale ukradzionym z Holandii, gdzie oni doprowadzili do tego, że teraz to się nazywa TOP2000 i to jest narodowa sprawa. U nas to był promil tego, co tam. Promil głosów, reklamy, promocji. Były takie momenty za różnych dyrekcji, kiedy mi mówili, że ten Top się wcale nie zmienia, że pierwsza dziesiątka jest taka sama każdego roku i pytali, czy to ma sens. Nie chciałem już prowadzić końcówki Topu, bo zagrałbym Archive w wersji pięciominutowej i zostałbym zlinczowany, bo to „przecież musi być wersja piętnastominutowa”. W tym czasie mógłbym puścić dwie kolejne piosenki, więc długą wersję wolałbym odsłuchać z płyty w domu.

Dlaczego muzyka z płyty smakuje inaczej niż z radia?

Tak samo jak w sytuacji, gdy masz filmy na DVD, ale kiedy pokazuje je telewizja, to wolisz je oglądać w telewizji, mimo reklam. Jak leci Bond, szczególnie z Danielem Craigiem, to zawsze oglądam. Z radiem jest podobnie, to jest taki teatr wyobraźni. Ktoś mnie zapytał na spotkaniu autorskim: „Panie Marku, a co to jest radio?”. Kiedyś rozmawiałem z Betty Carter. Światowa gwiazda, gigant, a ja z Radia Łódź. Miałem zrobić z nią wywiad między koncertami. Miała piętnaście minut. Byłem tak zestresowany, że wymyśliłem sobie pytanie: „What do you think of Jazz Jamboree?”, ale tak mnie zablokowało, że zapytałem: „What do you think of jazz?” i ona się otworzyła i zaczęła mówić takie rzeczy, że to mi zrobiło cały wywiad. Tak samo z tym: „Co to jest radio?”. „Radio?…” – powtórzyłem zaskoczony, bo nie wiedziałem, co powiedzieć. Radio to jest coś takiego, że nie wiadomo, co się stanie za pięć minut, no chyba że leci Led Zeppelin „Stairway to Heaven”, to za osiem minut. Nawet jak ci się nie podoba jakiś utwór, to czekasz, bo za chwilę może być Pink Floyd i to ci się będzie podobało. Dlatego ludzie włączają radio, mimo że przecież mają swoje płyty, albo na Spotify mogą sobie ułożyć własną listę wszech czasów i słuchać jej na okrągło.

Cały wywiad GRZEGORZA KAPLI z MARKIEM NIEDŹWIECKI znajdziecie w najnowszym, jesiennym numerze ELLE MANA>>>

ZOBACZ: Chris Hemsworth w ELLE MAN: Co jest w życiu ważne, kiedy masz już wszystko? [WYWIAD]

CZYTAJ TEŻ: Robert Pattinson w nowym ELLE MANIE: Trzeba mieć plan [WYWIAD]

TAKŻE NA ŁAMACH ELLE MAN: Sebastian Fabijański w ELLE MAN: Milczenie jest złotem [WYWIAD]