Marcin Ziółko dzieli się z nami swoim doświadczeniem, opowiada o presji towarzyszącej każdemu projektowi, inspiracjach południowokoreańską kinematografią, wrażeniami z Festiwalu Filmowego w Cannes i "spotkaniu na szczytach kultury" ze Zbigniewem Preisnerem. Dlaczego warto być zaangażowanym w sprawy społeczne? Jaki wpływ na jego karierę mają social media? I jak się pracuje z Anją Rubik? Pytał Przemek Dankowski.

Przemek Dankowski: W ramach cyklu „Zawód Moda” przeprowadziliśmy wywiady z wieloma młodymi i ambitnymi facetami. Zarówno stylista Paweł Kędzierski, projektant Maciej Zień, jak i reżyser pokazów Maciek Majzner zgodnie stwierdzili, że aby dobrze wykonywać swoją profesję, potrzebna jest nie tylko ciężka praca i wiedza na temat branży, ale również zmysł artystyczny. Zgodzisz się z nimi?

Marcin Ziółko: Oczywiście! Trzeba mieć zmysł artystyczny, który będzie odpowiadał tym, z którymi pracujemy. Mam wrażenie, że ilu ludzi, tyle odrębnych spojrzeń na świat. Cieszę się i uważam za szczęście to, że są w branży mody osoby i marki, które chcą prezentować się tak, jak widzi to moje oko.

Jesteś fotografem, twórcą filmowym i producentem muzycznym. Trudno jest Ci pogodzić te trzy odrębne profesje?

Najpiękniejsze w tym zawodzie jest to, że wszystko płynnie przez siebie przechodzi. Film, zdjęcia, ale też muzyka, nad którą pracuję od jakiegoś czasu.  To jest to, co paradoksalnie daje mi o wiele więcej wolności i możliwości. 

Co masz na myśli mówiąc wolność?

Mam wrażenie, że dzięki mojej pasji dużo mniej mnie ogranicza. Na przykład miłość do muzyki pomaga mi podczas montażu dobrać odpowiedni rytm, odpowiednią melodię opowieści. Kiedy widzę bohatera przed obiektywem, od razu słyszę ścieżkę dźwiękową, którą finalnie chciałbym wykorzystać w filmie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Marcin Ziółko (@ziolkox) Paź 17, 2019 o 11:04 PDT

Zaczynałeś pracę jako model. A to branża, w której to kobiety są lepiej opłacane. Londyńska agencja Established Models podaje, że w modelingu zarobki mężczyzn są średnio o 60% niższe. Czułeś frustrację z tego powodu?

Nigdy nie wiązałem z modelingiem przyszłości.  To była pewnego rodzaju furtka, przez którą udało mi się wejść do miejsca, w którym jestem teraz. Na każdej sesji mimowolnie widziałem jak pracują fotografowie, filmowcy, jak ekipa ze sobą rozmawia. Dużo mnie to nauczyło i to jest najlepsze wynagrodzenie, jakie mogłem wtedy otrzymać.

Polska branża mody również jest bardzo sfeminizowana…

Osobiście odnoszę wrażenie, że podział jest bardzo sprawiedliwy. Powiedziałbym wręcz, że równy.

Na swoim koncie masz współpracę z większością polskich gwiazd, zarówno z branży filmowej, modelingowej, muzycznej czy influencerskiej. Twój talent docenili już Karolina Gilon, Joanna Horodyńska, Jessica Mercedes, La Mania czy Robert Kupisz. W bardzo krótkim czasie stałeś się ulubieńcem polskiego świata mody. Czujesz z tego powodu presję?

Presję wywieram sam na sobie. Cały czas chcę lepiej i bardziej. Odpowiedzialność ciąży na mnie od momentu, w którym biorę do ręki sprzęt: kamerę czy aparat. Bez względu na to, z kim pracuję, musze pamiętać, że podpisuję się pod tym swoim nazwiskiem. Dlatego staram się, aby wszystko, co wypuszczę spod swojej ręki, było jak najlepsze. Nic bardziej w tym zawodzie nie cieszy, niż ten moment, kiedy klient po obejrzeniu materiału dzwoni krzycząc do słuchawki "mamy to". Wtedy wiem, że się spisałem.

Jednym z Twoich najciekawszych projektów był udział w jubileuszowym koncercie Zbigniewa Preisnera z okazji 40-lecia pracy artystycznej kompozytora. Gościem specjalnym była aktywistka i modelka Anja Rubik. W nowatorski sposób podszedłeś do tematu live streamingu. Mógłbyś opowiedzieć o swojej ówczesnej koncepcji?

To było bardzo interesujące doświadczenie. Anja zadzwoniła do mnie mówiąc, że będzie występować na scenie podczas jubileuszu Zbigniewa Preisnera. Miałem przyjemność pracować z nią do muzyki z Trylogii Filmowej "Trzy Kolory" Krzysztofa Kieślowskiego. Zdecydowaliśmy się na nerwowy streaming z ręki inspirowany scenami z filmów. Dla mnie jako reżysera to było olbrzymie wyzwanie, ponieważ nie mogłem być na scenie z kamerą i panować nad tym osobiście. Pamiętam jak bardzo byłem zdenerwowany, kiedy Anja rozpoczęła występ. Finalnie operator poradził sobie doskonale. Nie było tam przypadkowego ujęcia, wszystko było pokazywane „longiem” z jednej kamery, zgodnie z moim planem.

Zbigniew Preisner to niekwestionowana ikona muzyki filmowej oraz teatralnej. Był zadowolony z tego, co zrobiliście?

Pan Zbigniew obdarzył nas dużym zaufaniem i dał swobodę w realizowaniu naszej wizji. Niemniej czułem dużą odpowiedzialność za to, co robiłem.

Wielu młodych artystów nabiera doświadczenia analizując dzieła swoich największych idoli. Czy są jacyś artyści, którzy wywarli na Ciebie bezpośredni wpływ?

Jest wielu artystów, których podziwiam, szanuję i bacznie obserwuję. Bezpośredni wpływ natomiast wywarł na mnie południowokoreański film Park Chan-wooka "Służąca". Po obejrzeniu tego dzieła pomyślałem sobie "dokładnie tak chce to robić pod każdym względem".

Co dokładnie urzekło Cię w twórczości tego reżysera?

Wrażliwość na detal, światło i historie. Nie wiem, czy znasz to uczucie, kiedy widzisz przypadkową scenę i po chwili obraz zaczyna ci się rozmazywać przez łzy w oczach. Kiedy nieznacząca w fabule scena ugryzienia owocu wywołuje ciarki na ciele. Nie da się tego oddać słowami. To trzeba po prostu przeżyć.

Na co dzień współpracujesz z wieloma osobowościami, markami. Trudno jest Ci skonfrontować własną wizję z pomysłami Twoich zleceniodawców?

To gra w otwarte karty. Każdy mówi, co myśli, przedstawia swoją wizję i po jakimś czasie dochodzimy do tego, co wspólnie chcemy stworzyć. Często dostaję wolną rękę, innym razem muszę podporządkować się wizji i idei marki, osoby. Trzeba pamiętać, że jesteśmy teamem i wszyscy chcemy zrobić to jak najlepiej potrafimy.

Festiwal Filmowy w Cannes co roku przyciąga najlepszych reżyserów, aktorów czy producentów filmowych z całego świata. Ty byłeś tam już po raz trzeci. Jakie były Twoje wrażenia?

Jest wiele miejsc, wydarzeń na świecie, które na zdjęciach, relacjach wideo, social mediach, w Internecie zapierają dech w piersi. Wielokrotnie miałem okazję skonfrontować tę „bańkę” z rzeczywistością i okazywało się, że wcale nie są tak spektakularne, jak mogłoby się wydawać. Festiwal Filmowy w Cannes jest jednym z nielicznych wydarzeń, które z pewnością nie rozczarowują. To niesamowite widzieć tych wszystkich ludzi na żywo, przypadkowo spotykać ich w windzie, czuć mieszankę najlepszych perfum w hotelowym lobby, słyszeć rozmowy ikon na temat nadchodzących projektów. Cannes w okresie festiwalu zamienia się w bajkę, której nie chce się kończyć.

W iście męskim towarzystwie – wraz z Patrykiem Pniewskim czy Michałem Malinowskim, wziąłeś udział w Festiwalu Filmowym w Wenecji. Jaka była Twoja rola?

Wraz z fantastycznym dziennikarzem Piotrem Wojtasikiem pojechaliśmy z chłopakami na Festiwal Filmowy w Wenecji, żeby zrobić relację z wydarzenia. Był z nami również Andrzej Sołtysik. Moim zadaniem było udokumentowanie tego wyjazdu. Przy okazji robienia materiału znaleźliśmy chwilę, żeby nakręcić kilkudziesięciosekundowy film z Patrykiem we wnętrzach przepięknego hotelu Denieli. To był intensywny, ale i unikatowy czas w iście włoskim stylu.

Opowiedziałeś o wielu zaletach Twojego zawodu. A jakie są jego wady?

Myślę, że największą trudnością jest konieczność nieustannej zmiany toku myślenia. Oczywiście nie odbieram tego w kategoriach wad, bardziej kolejnych wyzwań. Każde zlecenie wiąże się z innym zapotrzebowaniem, inną wizją, innym rodzajem rozmowy. To ekscytujące. Ale potrafi nieźle zmęczyć.

Na swoim Instagramie zgromadziłeś potężną grupę followersów. Czy poza związaną z tym popularnością w sieci, social media odegrały też jakąś rolę w Twojej karierze?

Czy potężną to pojęcie względne. Mam wrażenie, że Instagram to jedno z tych miejsc, w których możesz pokazać swoje spojrzenie na świat, zaciekawić, zainspirować i dokładnie to samo dostać od ludzi korzystających z tej aplikacji. To czyste źródło humoru, inspiracji, ale też zjadacz czasu i to najmniej podoba mi się w Instagramie.

Na Twoich social mediach widać, że jesteś zaangażowany w wiele spraw społecznych, które obecnie trapią świat, takich jak równouprawnienie osób LGBT czy polityka antyimigracyjna. Czy to dla Ciebie ważne, aby o pewnych kwestiach mówić głośno?

Zależy mi tylko na tym, aby człowiek patrzył szerzej niż widzi. To bardzo ważne nie tylko w rozwoju osobistym, ale również każdego społeczeństwa, kraju. Musimy pamiętać, że każdy z nas rodzi się bez doświadczenia i bez winy. Wszystko chłoniemy z otaczającego nas świata. Dlatego ważne jest, żeby zataczać coraz większe kręgi i potem móc zweryfikować, z czym zgadzamy się naprawdę, a z czym nie.