Chwila oddechu i biegniemy dalej. Jak to możliwe, że tak od razu zapominamy? Zdecydowanie za szybko. Co jeszcze musi się wydarzyć byśmy się przebudzili? Wyspiański wiedział czym grozi zbyt głęboki letarg, ale jak sprawić by współczesna rzeczywistość piktogramu chciała myśleć sercem i rozumem? Mówi się „chcesz nauczyć to podaj wędkę, nie rybę”. Idąc dalej tym tropem, rodzice podają dziecku smartfona do ręki coraz szybciej. W nim lawina treści, w której oddzielić kłamstwo od prawdy nie doprowadzając do autodestrukcji to ogromny sukces. Ulegamy jednak pokusom. To ludzkie i nie jest nam obce, dlatego łatwo wplątać się w spirale obojętności. Codzienna krzywda stała się chlebem powszednim. 

Motywacji brak, bo zalew trudnych wiadomości napływa z każdej strony, pojawia się i znika. Łatwiej więc jest schować głowę w piasek, przesunąć palcem w lewo a później w górę i w dół. To oczywiste, a jednak boimy się trudnych informacji, nie chcemy mieć z nimi styczności. One nas przecież w sumie nie dotyczą. Bliski Wschód lub Białoruś pięćset czterdzieści kilometrów od Warszawy to przecież jest inna rzeczywistość. Nie moja, nie nasza, nieznana więc obca. Myślimy coraz bardziej globalnie, bo przecież lubimy być światowi: używamy tych samych aplikacji, chodzimy w tych samych markach odzieżowych, kreujemy te same potrzeby. Kiedy potrzebna jest ludzka wrażliwość, pomoc i zrozumienie wyłączamy kartę, gasimy komputer. Egoizm jest najgroźniejszą chorobą współczesności. Chcemy. by na giełdzie zawsze było zielono a pod zdjęciem czerwono. I oczywiście tylko w serduszku. 

Czas pandemii stał się dla nas wszystkich wielkim sprawdzianem, tego jak radzimy sobie ze zwykłym, codziennym życiem. Badania pokazują, że wzrosła liczba samobójstw i zabójstw kuchennych. Ludzie rozstają się na potęgę, zakładają coraz to nowsze i jeszcze lepsze, jeszcze szybsze, jeszcze bardziej bezpośrednie aplikacje do randkowania. Potrzeba otaczania się drugim człowiekiem odeszła do lamusa mimo faktu, że zamknięci w czterech ścianach przez miesiące czuliśmy się samotni, znudzeni i bezwartościowi. Nadeszła pora przebudzenia, dla wielu bardzo kosztowna i smutna. Uświadamiamy sobie, że osoby obok są niewłaściwe lub nic nie wnoszą do naszego życia. Układając klocki na nowo oddzielamy grubą kreską ja od my. 

Czarny łabędź to w psychologii moment, który spada na nas jak grom z jasnego nieba, niespodziewanie, wywracając wszystko do góry nogami w jednej sekundzie bez znaku ostrzegawczego, bez szansy na koło ratunkowe. W rzeczy samej chodzi o wysoce nieprawdopodobny obrót wydarzeń, który kompletnie zmienia zasady gry. Doprowadza do destrukcji tego, co wydawało się pewne i trwałe. Pędząc w cuglach życia codziennego przez ostatnią dekadę nie zauważaliśmypotrzeb swoich i naszych najbliższych. Brutalność, zero-jedynkowa rzeczywistość stała się dla młodych ludzi naturalna, zaszczepiona w głowie, prawie że wyssana z mlekiem matki. Budzimy się przecież by stanąć do walki o kolejną lepszą pozycję społeczną, szybszy samochód, większy dom i szerszą garderobę. Mamy więcej i chcemy coraz więcej, bo tak nas kreuje rzeczywistość, bo przecież inni też tego pragną. W dobie globalnego kryzysu moralności, pojawiają się łapki w górę i spada sprzedaż książek. Krótka i mniej merytoryczna forma góruje nad właściwą. Trudniej przecież iść górą niż doliną. Teraz liczy się tylko physis, którego odpowiednia kreacja to często sztab ludzi i tygodnie wręcz miesiące ciężkiej pracy tęgich głów. Starając się zaspokajać potrzeby z pozoru ważne, brniemy w sferę oderwaną od hierarchii ułożonej przez Maslova. Przestajemy dostrzegać drugiego człowieka. 

Społeczny przymus bycia jednakowym coraz bardziej nas dotyka. Zatracając się w braku pasji, nie mając czasu dla siebie i najbliższych stajemy się jednakowi, łatwi i sterowalni. Czas próby był długi, wyciągnęliśmy wnioski (czy aby na pewno?), postarajmy się częściej patrzeć na drugiego człowieka. Tego, który jest obok, bo póki jest - możemy wszystko. Czarnych łabędzi nie zatrzymamy, ale możemy wyciągnąć z nich właściwe lekcje i mądre wnioski przed kolejną falą pandemii.

---------

Maks Behr – model, przedsiębiorca, dziennikarz, prezenter. Z rynkiem mody związany od 7 lat. Swoją pasję do dziennikarstwa ujawnił już w marcowym wywiadzie dla ELLE MANA. Interesuje się psychologią i problemami współczesnej generacji młodych ludzi. Jako nasz felietonista pragnie inspirować do przemyśleń nad tematami związanymi z socjologią, antropologią i modą pojmowaną jako nieodzowna sfera życia każdego z nas. Założyciel marki odzieżowej Balloon.

ZOBACZ TEŻ: Tomasz Sobierajski w ELLE MAN: Przyjacielski Wielki Szlem

CZYTAJ WIĘCEJ: Przyjaźń - męska rzecz, czyli dlaczego faceci potrzebują się nawzajem?

KOLEJNY FELIETON ELLE MAN: Magdalena Kieferling: Epidemia była idealną okazją, aby oduczyć się narzekania [FELIETON]