Kuba Dobroszek: Kiedy po raz pierwszy doświadczyłeś hejtu?

Madox: Bardzo dawno temu, tuż po powrocie z Francji, w której mieszkałem przez parę lat. Zaczynałem drugą klasę podstawówki. Już wtedy przylgnęło do mnie słowo: „pedał”.

Przez wygląd?

Mówiono tak na mnie tylko dlatego, że przyjechałem z Paryża. Ja sam nie rozumiałem wtedy znaczenia tego słowa, nic nie wiedziałem na temat orientacji seksualnej. Byłem hejtowany zanim jeszcze słowo „hejt” pojawiło się w debacie publicznej.

Za co cię jeszcze obrażano?

W późniejszych szkolnych latach nie pasowało innym to, jaki jestem.

A jaki byłeś?

Miałem własny styl, pasję. Mówiono, że jestem zbyt wrażliwy, że to coś złego. Wyróżniałem się, odbiegałem od stereotypowego polskiego chłopaka. Często stykałem się z nienawiścią i przemocą słowną – ta fizyczna zdarzała się, na szczęście, dużo rzadziej. Kiedy zacząłem startować w konkursach, traktowano mnie jak dziwadło, a nie młodego artystę.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

photo @_piotrke #photoshoot #warsaw #polishmodel #model #androgynous

Post udostępniony przez Madox (@madoxofficial) Cze 28, 2018 o 5:13 PDT

We Francji było podobnie?

Nie. Francja to bardzo otwarty kraj - na wielu płaszczyznach. Po moim występie w „Mam Talent” ludzie zaczęli mi zarzucać, że jest o mnie głośno tylko dlatego, że wyglądam jak kobieta, a talentu nie mam za grosz. Mówiono, że mam zaburzenia osobowościowe i sam nie wiem, kim jestem... Natomiast gdy kilka lat temu ponownie wyjechałem do Francji, to ludzie – nawet jeśli na początku myśleli, że jestem kobietą – zazwyczaj reagowali przyjaźnie i z zainteresowaniem.

To znaczy?

Na przykład stwierdzali po prostu, że jestem pięknym człowiekiem, zamiast dopatrywać się drugiego dna w moim wyglądzie. Jakiś czas temu odwiedziło mnie kilku francuskich znajomych. Poszliśmy na zakupy. Jedna z przyjaciółek od razu zauważyła, że ludzie się na mnie patrzą, ale raczej nie są to pozytywne spojrzenia.

Jak na przestrzeni lat zmieniał się twój sposób reagowania na „hejt”? Domyślam się, że skóra nie od początku była gruba.

Zawsze miałem do tego dystans. Mam wrażenie, że nienawiść wezbrała w na sile ostatnich latach. Nie wiem, czy to kwestia ludzi czy może szerszego dostępu do mediów społecznościowych. Nikt nie jest ze stali, słowa mogą mocno zranić, nawet człowieka zahartowanego na nienawiść.

Miałeś kiedyś myśli samobójcze z powodu innych?

Każdy chyba przeżywa chwile zwątpienia... Mam naturę nadwrażliwca. Pięknie o tym zjawisku pisał psychiatra Kazimierz Dąbrowski w „Posłaniu dla nadwrażliwych”. Czasami zastanawiam się, czy przez tę nadwrażliwość jestem artystą, czy może jest na odwrót.

Przejrzałem komentarze pod twoimi utworami. Nikt nie czepia się muzyki, wszyscy oburzają się twoim wyglądem.

W ostatnich dniach pojawiło się kilka komentarzy pod piosenkami i – niestety – z większości dowiedziałem się jedynie, że jestem pedałem. To trochę straszne!

Usuwasz takie zdania?

Tylko te najbardziej wulgarne.

Co może być wulgarniejszego?

Przy okazji premiery pierwszego singla, przeczytałem na stronie jednego z lubińskich portali, że takim ludziom jak ja, należy się kulka w łeb. Że Hitler miał rację, co do takich osób. I że na pewno jestem pedofilem.

...

Jak to przeczytałem, to byłem przerażony! I nie przeraziło mnie, że te słowa dotyczą mojej osoby, ale że ktoś wysuwa poważne groźby i oskarżenia, nic nie wiedząc na mój temat! Tak jakbym był ucieleśnieniem zła.

Czemu ludzie dopuszczają takie myśli?

W Polsce jest na to ciche przyzwolenie. My jako naród lubimy zatapiać się w negatywnych emocjach. Gubi nas to, że nie jesteśmy pogodzeni sami ze sobą, a to pierwszy i najważniejszy krok do tego, by żyć w zgodzie ze światem! Ja z nikim nie mam problemu, bo nie mam problemu ze sobą.

Hejterzy zazdroszczą?

Chyba tylko tego, że obrażana osoba nie chowa się w swoim domu, ale nadal robi swoje z podniesioną głową. Ja – pół żartem, pół serio - pewnie trochę wkurzam ludzi tym, że się nie poddałem, wciąż się rozwijam i walczę o siebie. Mimo że, tak jak mówiłem, nienawiść każdego potrafi zranić.

Zdaniem wielu, w Polsce jest przyzwolenie na mowę nienawiści, bo nie mamy instrumentów prawnych, by z nią walczyć. Mateusz Grzesiak w „RDC” podał przykład: kiedy w krajach arabskich ktoś dopuści się hejtu, to szybko zostaje przykładnie ukarany.

Niestety nie ma odpowiednich ustaw, które skutecznie respektowałyby karanie za mowę nienawiści. Kiedy w Polsce pobijesz osobę LGBT, to będziesz ścigany jak za zwykłe pobicie, a nie za pobicie motywowane nienawiścią. To tragiczne prawo, które generuje bardzo negatywne skutki. Szkoda, że dyskutujemy o tym dopiero przy okazji takich tragedii jak morderstwo prezydenta Pawła Adamowicza.

Wolność słowa powinna mieć granice?

Myślę, że tak. Bo kiedy się je przekracza, zaczyna się stosowanie przemocy. Nie ważne, czy to przemoc fizyczna czy psychiczna.

Wystraszyła cię kiedyś opinia hejtera?

Raz uciekałem do domu, doszło do małego szarpania. Sprawę zgłosiłem na policję, oczywiście bardzo szybko ją umorzono... Mało tego, posterunkowy zasugerował, że cała sytuacja może być moją winą, bo jeśli jestem zaczepiany, to muszą być ku temu jakieś powody. Mówił, że to przecież nie jest Francja, nie Zachód.

Bez jaj.

Na szczęście nic poważnego mi się nie stało, po całym zdarzeniu byłem jedynie trochę posiniaczony i lekko straumatyzowany. Nawet jeśli pijany człowiek krzyczy, że cię zabije, to trudno się nie przejąć.

Zabije, bo co? Bo wyglądasz jak baba?

Zdecydowanie od samego początku nie podobał mu się mój wizerunek. Zauważyłem, że w Polsce często staje się po stronie oprawcy, a nie ofiary. Nie stajemy w obronie słabszych, umywamy ręce.

Podejmujesz jeszcze dyskusje z internetowymi hejterami?

Zdarza mi się, zwłaszcza jeśli ktoś mocno przekroczy granicę. Czasem puszczają mi nerwy, choć najbliżsi sugerują, żebym tego nie robił. Jestem człowiekiem, który zawsze cenił sobie szczerość i prawdę. Mam trochę wrażenie, że jeśli nie będziemy odpowiadać hejterom, to nadal będziemy wysyłać przekaz, że ich zachowanie jest okej. Z drugiej strony, odpowiadając karmimy trolla, który tylko czeka na to, by go zauważyć...

W jaki sposób te wszystkie lata, w których stykałeś się z hejtem i obelgami, ukształtowały cię jako człowieka?

Nienawiść innych nauczyła mnie ogromnego dystansu. Wcześniej starałem też bardziej walczyć z wiatrakami, dziś wszelkie zmiany wolę zaczynać od siebie. No i stałem się spokojniejszy.

Spokojniejszy?

To nie jest tak, że im mocniej mnie nienawidzono, tym stawałem się spokojniejszy. W tym pomogła mi medytacja i regularna praca nad sobą.

Co poradzisz młodym chłopakom i dziewczynom, którzy stykają się z nienawiścią?

Żeby pamiętali, że wszystkie skandale – prywatne, szkolne, zawodowe – po pięciu minutach znikają i nikt o nich nie pamięta. Trzeba otaczać się pozytywnymi ludźmi, robić to, co daje nam szczęście. Kochać i być kochanym. Niech każde spotkanie z nienawiścią powoduje, że stajemy się silniejsi! A jeśli ktoś sobie nie radzi niech pamięta, że funkcjonuje mnóstwo miejsc, w których można porozmawiać o problemach, poprosić o pomoc. Istnieje również specjalna infolinia. Co by się nie działo, życie płynie dalej! Nie ma takich sytuacji, które warte byłyby zatopienia się w depresji.