Przemek Dankowski: Maćku, w tym roku obchodzisz 40. urodziny. Z tej okazji po latach wracasz do Łazienek Królewskich w Warszawie, gdzie pokazałeś swoją najnowszą kolekcję „Mojo”. Czy to miejsce ma dla Ciebie wyjątkowe znaczenie?

Maciej Zień: Oczywiście. To właśnie przez sentyment wybrałem Łazienki Królewskie na miejsce mojego najnowszego pokazu, który odbył się 24 kwietnia – dokładnie w dniu moich 40. urodzin. W 2001 toku to właśnie w Pałacu na wyspie pokazałem swoją pierwsza kolekcję w Warszawie. Pamiętam to jak dziś!

7 maja w Pałacu na Wyspie zainaugurowałeś też wystawę „Maciej Zień. Mojo”. Co szczególnego możemy zobaczyć w jej ramach?

Wystawa „Maciej Zień. Mojo” to nietypowe wydarzenie prezentujące sylwetki z mojej najnowszej kolekcji, inspirowanej epoką stanisławowską, letnią rezydencją Stanisława Augusta Poniatowskiego - ostatniego króla Polski i wydarzeniami, które miały tu miejsce. „Mojo” to próba wyobrażenia, jak wyglądałby styl życia współczesnej mieszkanki pałacu i jej rytm dnia od niespiesznego poranka przez wypełnione służbowymi obowiązkami popołudnie, po wieczorne wyjście.

Kolekcja „Mojo” pełna jest motywów ikonograficznych, zaczerpniętych z obrazów, rzeźb czy malarstwa ściennego. Od czego zacząłeś proces twórczy? Jak wyglądały przygotowania do wielkiej premiery?

Prace nad kolekcją rozpocząłem w sierpniu 2018 roku, kiedy to wraz z Mateuszem udaliśmy się na spacer do Łazienek i pod wpływem chwili uznałem, że właśnie to miejsce stanie się inspiracją do kolejnej kolekcji. Kupiłem rożnego rodzaju przewodniki, książki i albumy o Łazienkach Królewskich. Umówiłem się na oprowadzanie wraz ze wspaniałym przewodnikiem, panem Danielem. Zacząłem szukać informacji w Internecie na temat nie tylko Łazienek Królewskich, ale też działalności filantropijnej króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zafascynowany malarstwem Plerscha, architekturą Merliniego i klasycystycznymi rzeźbami zacząłem tworzyć moodboard i szkicować kolekcję.

Czy 40. urodziny to dla Ciebie czas podsumowań?

Czterdziestka to na pewno czas, kiedy człowiek patrzy na świat z całkowicie innej perspektywy. Mam za sobą dobre i złe doświadczenia, z których wyciągnąłem wnioski i które pozwalają mi na realizowanie najtrudniejszych planów. Jestem osobą spełnioną i wydaje mi się, że jestem w najlepszym momencie mojego życia. Uważam, że jeszcze za wcześnie jest na podsumowanie, ponieważ wiele działań i marzeń wciąż przede mną.

Chciałbym wrócić do roku 2000, kiedy to właśnie założyłeś swoją autorską markę. Czy spodziewałeś się, że Twoja kariera rozwinie się w takim tempie? W końcu rynek mody w Polsce jest bardzo wymagający, szczególnie jeśli chodzi o młodych projektantów.

Każdemu nowemu projektowi, który zaczynam poświęcam wiele atencji i wkładam swoje całe serce, licząc na wielki sukces. Jestem optymistą i takie nastawienie pozwala mi wytrwale dążyć do celu, nie zważając na przeszkody.

Kiedy myślę „Maciej Zień”, na myśl przychodzą mi kobiece kreacje, odszyte z luksusowych materiałów. Wszystko z dbałością o najmniejszy detal. Wielu dziennikarzy, stylistów czy gwiazd ceni Cię nie tylko za wizjonerstwo, ale również na kunszt krawiecki. Twoim zdaniem prawdziwy projektant powinien umieć szyć?

Projektant mody powinien wiedzieć, jak się szyje, na czym polega konstrukcja, umieć modelować i drapować. Potrzeba wielu lat i doświadczenia, aby posiąść sztukę krawiectwa i stać się zawodową krawcową, ale niekoniecznie kreatorem mody. Uważam, że cenniejsza dla projektanta jest zdolność kierowania zespołem ludzi i tworzenie biznes planów. Kreatywność, wizjonerstwo i biznes plan są według mnie ważniejsze w tym zawodzie niż umiejętność perfekcyjnego fastrygowania.

Na początku zawodowej drogi większość młodych projektantów jest do kogoś porównywana. „Polski Giorgio Armani, polska Miuccia Prada, polski Alexander McQueen”. Zdarzyło Ci się czytać takie porównania o sobie samym? Denerwowało Cię to czy raczej schlebiało, że byłeś stawiany w jednym rzędzie z uznanymi projektantami światowej klasy?

Rzeczywiście w Polsce mamy kompleks zachodu i żeby określić styl projektanta dziennikarze posiłkują się najprostszymi porównaniami do innych kreatorów. Moim zdaniem jest to spowodowane raczej małymi umiejętnościami dziennikarskimi, które uniemożliwiają redaktorom w trafny sposób sportretować styl i charakter projektanta. Marzeniem każdego twórcy jest uformowanie własnego niepowtarzalnego stylu i ideologii, dlatego porównania do innych kreatorów mody nie są obraźliwie, ale nie stanowią też największego komplementu czy wyrazu uznania dla jego pracy.

Porozmawiamy o modzie typowo męskiej. Myślałeś kiedyś, żeby do swojej oferty wprowadzić na stałe linię dla mężczyzn? A może to jakiś pomysł na przyszłe kolekcje?

Jestem otwarty na nowe pomysły i być może jest to jeden z planów na przyszłość. Stworzenie modowej linii męskiej to bardzo poważna decyzja biznesowa, do której będę musiał się starannie przygotować. Kiedy będę gotowy, na pewno Was jako pierwszych o tym poinformuję!

Cały czas widniejesz w rankingach najlepiej ubranych mężczyzn. Jak byś określił swój styl?

Staram się ubierać bardzo prosto. Moim ulubionym zestawem jest czarny kaszmirowy sweter w połączeniu z jeansami i sportowym obuwiem. Określiłbym to sportową elegancją. Mam w szafie również mnóstwo białych i błękitnych koszul, materiałowych spodni zwężonych ku dołowi i kilka smokingów na wieczór. Trzymam się uniwersalnej zasady „less is more”. 

A masz jakieś męskie ikony stylu? Kto Cię inspiruje w tej kwestii? I których Polaków cenisz za to, jak się ubierają?

Bardzo lubię męskie kolekcje tworzone przed Kriss Van Asshe oraz styl jaki reprezentuje. W Polsce za najlepiej ubranego faceta uważam Krzesimira Dębskiego.

Świat mody jest bardzo sfeminizowany. Czytałem jednak, że mężczyźni pracujący w branżach, gdzie dominują kobiety, czują się wyróżnieni. Czy Ty też tak masz?

Od kiedy byłem mały środowisko koleżanek było mi bardziej bliskie niż gra w piłkę z kolegami, dlatego przebywanie z kobietami jest dla mnie czymś bardzo naturalnym. Projektując, myślę o tym, jak klientki chciałyby się czuć, nosząc suknie mojego projektu, czego potrzebują i co sprawiłoby im radość, dlatego hasło mojej marki brzmi „Zień blisko kobiety”.

Nie samą modą człowiek żyje. Nawet ten, który na niej zarabia. Chciałbym Cię zatem zapytać o Twoją drugą pasję, czyli projektowanie wnętrz. Co było impulsem do założenia własnego biura architektonicznego Zień Home?

Mój ojciec jako inżynier był dla mnie inspiracją do stworzenia marki Zień Home. Będąc małym chłopcem lubiłem obserwować, jak tworzy plany budowy i sam chętnie uczyłem się sztuki kreślenia i rysowania budynków. Architektura to też moja wilka inspiracja, tak samo jak podróże, wizyty w zamkach czy pałacach. Moja kariera w zakresie projektowania nie zawęża się jedynie do dziedziny mody, ale obejmuje również sektor wystroju wnętrz. Niewątpliwym sukcesem w tej dziedzinie jest moja ponad 10-letnia współpraca z Tubądzinem w zakresie ceramiki, a także kolekcje lamp dla marki Milagro czy kolekcja dywanów i tkanin obiciowych dla grupy Fargotex.

Masz za sobą sporo zawirowań, zarówno prywatnych, jak zawodowych, które skumulowały się w 2015 roku. Nie myślałeś o tym, żeby spakować wszystko, polecieć gdzieś daleko, aby na spokojnie projektować okulary przeciwsłoneczne, jak uczynił to np. Arkadius?

Moja roczna przerwa w projektowaniu mody pomogła mi się zdystansować i nabrałem sił do nowych wyzwań. Dziś już wiem na pewno: za bardzo kocham akt tworzenia, aby z niego rezygnować.