Rzesze ekologów, naukowców, z czasem także grupy polityków, artystów i aktywistów stawiały sprawę jasno: wykończymy tę planetę. A wraz z nią i siebie. Ostrzeżenia trafiały w próżnię. Bal na Titanicu trwa(ł) w najlepsze. Przywódcy wielkich mocarstw żartowali ze zmian klimatycznych, a ich zwolennicy rechotali i bili brawo do bólu rąk. Co może zrobić człowiekowi Ziemia, którą uczynił sobie tak poddaną?

Natura w końcu jednak dała o sobie znać. Owszem, zderzyła się z trzciną myślącą, jak określił nas Pascal. Organizmem, który planuje zasiedlenie Marsa, rozwija sztuczną inteligencję i komputery kwantowe, edytuje geny. Gatunkiem dążącym do nieśmiertelności. W kilka miesięcy przyroda pokazała niestety, że… to wciąż tylko trzcina. Najsłabsza na wietrze. Najwątlejsza w przyrodzie. Okazało się, że wielki popłoch i spustoszenie w naszym, wydawałoby się, uporządkowanym życiu, jest w stanie poczynić niepozorny wirus.

Pandemia powinna być dla nas ostrzeżeniem, przełomowym momentem, w którym zejdziemy z drogi samozagłady. Tak, to bolesna lekcja – w chwili, gdy piszę te słowa, na świecie zarejestrowano już ponad 10 tys. ofiar koronawirusa, a z pewnością bilans ten będzie jeszcze bardziej tragiczny. Z tyłu głowy mam jednak inną liczbę: 4 mln – tyle osób umiera rocznie z powodu zanieczyszczonego powietrza. W tym roku zgonów będzie mniej, bo gospodarka wyhamuje. Niektórzy stwierdzą, że wyszliśmy na plus. Myślę też o prognozach na kolejne dekady, z których wynika, że globalne ocieplenie zbierze bardzo krwawe żniwo. Stale rosnąca temperatura będzie uśmiercać nie tysiące, ale setki tysięcy ludzi.

Mogłoby się wydawać, że wszystko to wiemy, że te ostrzeżenia wtłaczane do głów od lat, powinny nas otrzeźwić. Podnosi się poziom mórz, topnieją lodowce, płoną Ameryka Południowa, Australia i Afryka, coraz mocniej dają o sobie znać kataklizmy wywołane działalnością człowieka. Tymczasem machamy na to ręką i ruszamy do galerii handlowych po ubrania, które będą zalegać w szafie. Latamy na drugi koniec globu, by zrobić selfie. Wybieramy paliwożerne auta, żeby pokazać, że nas stać. I co roku wymieniamy smartfona, bo ten stary… jest stary. Nawet obecnie, mimo zauważalnych ograniczeń, ciągle możemy nabywać nowe dobra. Od czego jest przecież sprzedaż online?

W wariancie pesymistycznym lekcja zostanie przespana. Naukowcy mogą wskazywać, że wirusy zabójcze dla ludzi pojawiają się częściej, bo coraz mocniej ingerujemy w przyrodę i sami niczym wirus atakujemy siedliska dzikich zwierząt. Ale człowiek stwierdzi, że winne są zwierzęta. Także te domowe, czego ostatnio byliśmy świadkami. Już teraz pojawiają się głosy, że ochrona przyrody powinna zejść na dalszy plan, bo trzeba ratować gospodarkę. Huty i fabryki muszą ruszyć pełną parą i biada tym, którzy będą im wypominać emisje gazów cieplarnianych. 

Ale, chociaż na chwilę, załóżmy, że będzie inaczej. Przez te kilka tygodni człowiek zrozumie, że bez częstego latania, zakupów co kilka dni czy ekscytowania się premierą nowego telefonu, można żyć. Owszem, zmiana stylu życia nie będzie prosta, początkowo ucierpi na tym cała gospodarka. Nasze portfele. Może to być jednak cena, którą musimy ponieść za błędy. Za pychę. Miliardy, nawet biliony dolarów (co ciekawe, tych pieniędzy nie dało się wcześniej znaleźć na ratowanie klimatu), które mają być wpompowane w globalny rynek, mogą wesprzeć zieloną rewolucję, a nie biznes osadzony jeszcze w XX czy nawet XIX wieku. 

Pandemia wywołała szok u milionów ludzi, ale póki co można ją porównać do uderzenia zadanego otwartą dłonią przez osiłka ze starszej klasy. Policzek piecze, w oczach zbierają się łzy, lecz trzeba zacisnąć zęby. Jeśli jednak nie zmienimy radykalnie swojego podejścia do miejsca, w którym żyjemy, jeśli nie zaczniemy go należycie szanować, to czeka nas coś gorszego: osiłek bez pardonu zaserwuje nam cios pięścią w, za przeproszeniem, ryj. A wtedy o zaciskaniu zębów będziemy mogli jedynie pomarzyć. W końcu zapewne je stracimy. 

---------

Maciej Sikorski - rosjoznawca z wykształcenia, autor tekstów z zawodu, twórca kiszonek z wyboru, człowiek lasu z brodą. Pierwsze dobre opowiadanie napisał w wieku sześciu lat. Ostatnie dobre opowiadanie napisał w wieku sześciu lat. Niepoprawny pesymista.