Zaprosiliśmy go do sesji mody. Sądziliśmy, że powie kilka słów o tym co u niego, jakie gra teraz role, jak sobie radzi ze sławą. Myśleliśmy, że nam, dojrzałym facetom ktoś, kto ma dwadzieścia lat z okładem nic już nie może objaśnić ze świata. No jednak proszę, jak to się można pomylić.

Myśleliśmy, że skoro młody, to uberem, albo na hulajnodze. A on przyjechał zabytkowym kabrioletem Alfa Romeo i powiada, że gdyby jechał którymś z tych nowoczesnych plastikowych samochodów, czułby się nieswojo.

Obserwując go w sieci, można pomyśleć że gra bez wytchnienia: drugi sezon „Ultravioletu”, główna rola w fabularnej opowieści o konstruktorze sterowca pt.: „Osiedle polskich skrzydeł” w reżyserii Michała Wnuka, główna rola w nowym serialu dla TVN. Wkrótce na ekranach zagości „Hejter” Jana Komasy. „Stowarzyszenie umarłych poetów” w Och-Teatrze jest wyprzedane na cały przyszły rok.

Zaczynamy od „Hejtera”, filmu reżysera, w którym pokładamy nasze oscarowe nadzieje.

Bohater Hejtera… To bardzo, precyzyjnie zbudowana postać. Do stworzenia go, długo się przygotowywałem. Zbierałem informacje, starałem się odpowiedzieć na wszystkie możliwe pytania dotyczące pokolenia o kilka lat młodszego niż moje. Pokolenia postmileniallsowego, organicznie niemal zrośniętego z internetem. Z pomocą Janka dotarłem do firm zajmujących się w Warszawie fabrykowaniem informacji, tworzeniem fake kont, niszczeniem i tworzeniem wizerunków. Wcześniej nigdy nawet nie słyszałem o tym, że istnieją. Ta wiedza zmieniła moje osobiste postrzeganie Internetu. Stałem się bardziej czujny.

Dlaczego?

Jestem aktorem, mój zawód to obserwowanie, granie, tworzenie, śpiewanie…w realnym świecie. Konta w Internecie to najczęściej nadymana fasada, w większości bardzo odbiegająca od rzeczywistości.

Aktorowi chyba nie jest trudno zagrać w sieci kogoś, kim nie jest.

Być może, zależy od aktora. Ja staram się prowadzić moją aktywność w sieci uczciwie. W zgodzie ze sobą. Z moim poczuciem moralności, piękna i dobra. Internet u podstaw, jako wynalazek dawał ludzkości szanse na demokratyzację, na wyrównanie szans edukacyjnych, na łatwy dostęp do wiedzy, do kultury, budził nadzieję na poprawę stanu życia ludzi na całym świecie bez względu na przekonania, wiarę czy narodowości. Tymczasem w zastraszający sposób jest wykorzystywany w niemoralny i nieodpowiedzialny sposób. I zamiast edukować i zbliżać ludzkość pomagając jej się zmieniać na lepsze, stał się siedliskiem manipulacji, kłamstw, znieczuleń, matactw, przekrętów i fake newsów. Dla wielkich korporacji stał się sposobem na koszenie wielkiego siana. Dla ludzi zaś koloseum. Efekt bywa taki, że młodzi ludzie zupełnie nieodpowiedzialnie, dla pieniędzy, najpierw reklamują plastik a potem wrzucają posty o wyspie śmieci pływającej na Pacyfiku. Starsi piszą o tolerancji i akceptacji atakując bezustannie partie polityczne przeciwne niż ich własna. Niepokoją mnie te sprzeczności.

No dobrze, a ty? Ty sam robisz coś dla świata?

Oczywiście. Mój zawód dał mi pewne możliwości i staram się je świadomie i bezczelnie wykorzystywać. Sprawy świata są dla mnie bardzo ważne. Dla przykładu, segreguję śmieci. Staram się nie jeść mięsa. Nie przyjmuje projektów z którymi się nie zgadzam, rozważnie podejmuję decyzje. Staram się namawiać kolegów i koleżanki, że warto walczyć o lepsze. Dążyć do zmian higieny pracy i życia. Trzymać i poprawiać standardy, tak aby kiedyś napisano w podręcznikach od historii, że od naszego pokolenia zaczęła się nowa era ludzkości. Era zdrowia tolerancji, mądrości i szacunku haha.

Co więc robi młody człowiek by manifestować? Przecież nie nabije bagnetu na broń…

Stop agresji, bardzo proszę. Jako twórca i człowiek obcujący ze środkami masowego przekazu nie mogę i nie chcę się zgadzać, aby media dostosowywały poziom do najniższych oczekiwań. Ostatnio mam wrażenie, że Telewizja i Internet zamiast edukować i inspirować ludzi zaczęła ich ogłupiać. To bardzo niepoprawne ponieważ prowadzi do tandety i bylejakości. Dlatego w ramach moich możliwości i odwagi staram się być szczery z ludźmi i ze sobą. Dbam aby projekty nad którymi pracuję miały jakość i sens.

A czego szukasz w życiu?

Lubię bezpośrednie celebrowanie życia. Bezwzględnie kocham tworzyć. Lubię dobre książki, cenię dobry styl, lubię kiedy ludzie wokół mnie są mądrzy, kulturalni. Lubię elegancję. To jedno z moich ulubionych słów, mimo że zagubiło się ono w lesie znaczeń.

Ale jak to osiągnąć?

Jak to jak? Uważnie obserwując piękno życia. Bezustannie celebrując je. Życie jest za krótkie żeby je przeżywać w byle jaki sposób.

No tak – wtrącamy – to kwestia zasad, moralności.

Moralność przechodzi obecnie kolejny i zdaje mi się niestety decydujący w naszych dziejach kryzys. Mam wrażenie że pokolenie obecnie sprawujące władze w dalszym ciągu tego nie rozumie, wspierając upadek autorytetów. W czasach powszechnego dostępu do informacji, naprawdę powinniśmy mądrze podejmować decyzje. Szczególnie dotyczy to osób publicznych.

Ale kiedy mówisz komuś jak powinien postępować, on po prostu nie chce słuchać.

Zależy jak o tym powiesz. Przecież nie chodzi tu o nauczanie, tylko podzielenie się swoimi doświadczeniami. O ukazanie i ujrzenie innej drogi. Przecież można żyć pięknie, w szczęściu i zdrowiu. Można robić to, co się lubi. Masz chujową pracę? Dlaczego się w niej męczysz. Przecież od jutra mógłbyś być kelnerem w słońcu na plaży w białych spodniach i błękitnej koszuli. Pojechałbyś do Florencji i nosił pizzę ludziom w ładnych jeansach codziennie poznając kogoś innego, jedząc, pachnąc i żyjąc w innej jakości, by po kilku latach mięć już własną knajpę. Ziemia jest okrągła a my chyba jako pierwsze pokolenia mamy możliwość przejechania jej wzdłuż i wszerz. Czy to nie cudowne? Świat jest przecież pełen możliwości! Dlaczego ludzie wybierają te banalne i najprostsze? Dlaczego ubierają się w sieciówkach, kiedy za podobną cenę mogą wybrać to, co piękne? Przecież jest tylu młodych, wspaniałych projektantów, od których można kupić ubrania tworzone z pasji.

Można też znaleźć coś w second-handach i przerobić.

Dokładnie.

Od kiedy ty wiesz jak żyć?

Ja nie wiem jak żyć! Naprawdę, ale zawsze wiedziałem, co moim zdaniem jest ładne, albo brzydkie. Co lubię a czego nie. Uparcie pielęgnowałem w sobie odwagę. I mówiłem o wszystkim wprost. Lubie o tym myśleć jak o walce. Walce o samego siebie, którą każdy przechodzi, przez większość życia. Kiedy byłem w zerówce pamiętam że dostaliśmy obrazek do pokolorowania i wszyscy mieli jechać tym samym kolorem i uważać, żeby nie wychodzić za linie. Ostatnio podobny rysunek dostałem od mojego pięcioletniego brata. Dlaczego dzieci nie dostają białych kartek żeby tworzyły coś własnego? Myślę, że jako ludzkość potrzebujemy więcej młodych odważnych ludzi wychodzących za linie, że jest to naszym obowiązkiem by zagwarantować tym dzieciom przestrzeń do dorastania w sposób swobodny i akceptowalny. Dosyć wciskania kitu, że kiedyś zdecydują, tak by po zakończonym procesie edukacji, większość nie pamiętała już co lubiła i co chciała robić w życiu.